Go Back   Wolfdog.org forum > Polski > Wychowanie i charakter

Wychowanie i charakter Jak poradzić sobie ze szczeniakiem, najczęstsze problemy z CzW, jak je rozwiązać, ....

Reply
 
Thread Tools Display Modes
Old 24-10-2011, 22:59   #1
makota
Member
 
makota's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Świętokrzyskie/Kraków
Posts: 664
Default Pytania i wątpliwości przyszłego właściciela CzW...

Witam serdecznie
Wiem, że wątków tego typu jest tutaj dosyć sporo, ale stwierdziłam, że mam tyle do napisania, że pozwolę sobie założyć nowy, żeby się w tym wszystkim nie pogubić.


DAWNO, DAWNO TEMU, ZA GÓRAMI...
...świętokrzyskimi zobaczyłam wilczaka.
Dobra, bez żartów.
Otóż, jak w tytule – noszę się z zamiarem dołączenia do grona szczęśliwych właścicieli wilczaków.
Tak naprawdę o CzW marzę już od około 2000 roku, kiedy to będąc na wystawie psów zobaczyłam po raz pierwszy Wilczaka. Przez dobry rok nie mogłam dojść, co to za rasa, a gdy w końcu dowiedziałam się, że to był CzW i zaczęłam czytać o tych psach, zakochałam się w rasie jeszcze bardziej


Niemniej jednak przez wszystkie te lata marzenie o wilczaku, mimo że bardzo silne, zawsze pozostawało marzeniem w sferze jakiejś odległej przyszłości. Jednak z biegiem lat coraz bardziej dociera do mnie to, że wcale tak szybko (o ile w ogóle) nie doczekam się chatki na skraju lasu z ogromnym wybiegiem dla wilczaków i andaluzów
Coraz bardziej natomiast dociera do mnie to, że niedługo trzeba będzie ruszyć tyłek i iść do pracy, zasuwając w niej co najmniej bite 8 godzin dziennie. Dlatego też ostatnimi czasy zaczęłam poważniej myśleć o tym, czy aby najlepszy czas na odchowanie młodego diabła w skórze wilczaka nie trwa właśnie teraz? Teraz, kiedy studiuję i z pewnością mam więcej czasu dla malca, niż będę miała, kiedy zacznę pracować.


To tyle tytułem wstępu.
Nie chciałabym, abyście pomyśleli, że wpadłam w panikę i po szczeniaka pojadę JUŻ teraz, byle jak najszybciej – ja nie z tych w gorącej wodzie kąpanych, każdą ważną decyzję muszę przemyśleć we wszystkich płaszczyznach i przewałkować tysiące razy. Także nie stresujcie się, że przybył nagle kolejny „wielki miłośnik” rasy, który zaraz weźmie szczeniaka, a potem będzie płakał, że nie spodziewał się takiego diablątka



PRZEJDŹMY DO SEDNA...
A teraz, kiedy jesteście już w temat wprowadzeni i uspokojeni (o ile ktoś w ogóle tu dobrnął i jeszcze to czyta), możecie spokojnie zasiąść z kawką przed komputerem i zacząć czytać moje pytania odnośnie problemów i wątpliwości


Otóż WolfDoga z większym lub mniejszym natężeniem przeglądam już od kilku 'sezonów', naczytałam się o problemach, jakie mieliście z Waszymi pociechami, naczytałam się o pomysłowości wilczaków i innych ciekawych przygodach i jeśli mam być szczera – jestem lekko...przerażona.
(Ale bynajmniej nie zniechęcona )


Mam naprawdę wiele wątpliwości co do tego, czy dam radę z wilczakiem (bo zakładam, że KIEDYŚ w końcu się jakiegoś doczekam).


WILCZAK
Wszyscy wiemy, że to nie to samo co „zwykły” pies. Dlatego zastanawia mnie to, czy trudno było Wam dojść do tego, jak z nim postępować w kwestii wychowania, metod szkoleniowych i ogólnie wspólnej egzystencji?
Co prawda behawioryzmem, zachowaniami stadnymi, mową ciała itd. Psów i wilków interesuję się od dawna i myślę, że wilczak nie byłby wielkim szokiem 'teoretycznym', to jednak zdaję sobie sprawę, że specjalistą w tej kwestii żadnym nie jestem, a z wilczakami doświadczenia nie mam, więc trochę obawiam się tego, jakby to nasze wspólne pożycie mogło wyglądać.
Dlatego interesuje mnie, jakie były Wasze umiejętności, doświadczenia, czy w ogóle podejście do sprawy zanim wzięliście pod swoje skrzydła wilczaka i jakie to przyniosło skutki? (oczywiście jak ktoś nie chce pisać, to się nie obrażę :P )
Mieliście już wcześniej jakieś psy, czy byliście na tyle odważni, by wziąć CzW jako swojego pierwszego czworonożnego?


Jeśli o mnie chodzi, to ja psy mam od zawsze i odkąd pamiętam fascynuję się nimi. Miałam różne psy – uciekające, wyłażące z każdego kojca i przełażące przez każdą siatkę, był jeden, który otwierał sobie furtkę zamkniętą na klucz. Znając historie z WD, obawiam się, że przy wilczakowych pomysłach problemy, z którymi już miałam okazję się borykać to mały pikuś.
Zdarzały mi się psy bardzo dominujące, ale przy okazji mega spokojne...a wiem, że dorastający samiec CzW składa się praktycznie z samego testosteronu i tutaj dominacja może nie skończyć się tylko na wybujałej pewności siebie


Obecnie mam trzy psy, wszystkie to psy „z odzysku” - znajdki z ulicy, które znalazły się u mnie w wieku ok. 7-12 miesięcy, więc trzeba było prostować je po poprzednich właścicielach, którym się znudziły.
Jeden z nich, kiedy do mnie trafił bał się własnego cienia, wszelkiego typu hałasów, a do tego bał się ludzi na tyle, że nikomu nie dał do siebie podejść. Po 7 latach wspólnego życia został nam tylko lęk, a raczej odruch (chyba już BEZwarunkowy) odskakiwania w popłochu przy okazji nagłych dźwięków, ew. gwałtownych ruchów. Ludzi się już na szczęście nie boi.
Mam suczkę, która na początku swojej egzystencji u mnie kompletnie nie potrafiła wchodzić w relacje z innymi psami, bo na pierwszy kontakt rzucała się na nie i dochodziło do bójki. Jesteśmy na dobrej drodze, bo na spacerach spotykamy obce psy bez większych zgrzytów, a do stada udało się w międzyczasie wprowadzić inne psy – między innymi mój najnowszy nabytek, który to z kolei mimo totalnego braku agresji do czegokolwiek i do kogokolwiek, ma brzydki zwyczaj warczenia na ludzi, lub psy, którzy przeszkadzają jej w smacznej drzemce. Takiego chamstwa ją poprzedni właściciel nauczył, ale dochodzimy powoli, powoli z tym pyskaczem do ładu.


Myślicie, że takie doświadczenia mogą choć w małym stopniu być pomocne w odchowaniu małego wilczaka, czy to jednak ZUPEŁNIE inna bajka i nie mam co liczyć na to, że moja dotychczasowa wiedza na coś się przyda?


METODY SZKOLENIOWE.
Jak wychowujecie swoje wilczaki? Ja na ogół wszystkie moje psy wychowywałam metodą dość mieszaną, przeze mnie nazywaną „naturalną”, a to ze względu na to, że z psami postępuję zdecydowanie mając w świadomości fakt życia z nimi w stadzie (wiem, że to w świetle MP podejście niemodne ostatnio, ale cóż, tak uważam).
Na ogół wyznaję zasadę, że wychowanie psa to przynajmniej w 50% wynik odpowiedniego ustalenia relacji i hierarchii stadnej między psem, a opiekunem. Do ewentualnych sztuczek, czy komend mniej bazujących na instynkcie stadnym stosuję nagrody, smaczki, a ostatnio nawet kliker. Niemniej jednak do typowego wyznawcy metod pozytywnych mi daleko i nie mam w zwyczaju „cackania” się z psami – jak trzeba to nie mam oporów, żeby na nie huknąć. Kary w naszym świecie też są obecne, chociaż staram się, by było ich jak najmniej. Ale jak już są, to są tej kary trzy etapy: upomnienie głosowe, upomnienie dotykiem, a w sytuacjach ekstremalnych przytrzymanie przy ziemi.
Wiem, że psy są różne, dlatego staram się być elastyczna i nie podchodzić do każdego identycznie, a przykładu szukać daleko nie muszę, bo już u mojej trójki rysują się wyraźne różnice. Suczka w typie ON jest niezwykle stadna, lubi mieć „misję”, a komendy podczas spacerów wykonuje tak, jakby faktycznie wiedziała, że „szef karze, więc robię”. Smaczki w takich sytuacjach wręcz ją rozpraszają, nie jest na nie zbyt nakręcona i większość poleceń wykonuje „po prostu, bo trzeba”. Natomiast ostatnio trafił mi się pies, który kompletnie, ale to kompletnie nie działa w ten sposób. Jest to typowy, wręcz książkowy pies pod kliker – ze smaczkami zrobi WSZYSTKO o co się ją poprosi, bez smaczków zapomina, że ma właściciela.
Bardzo mnie to „wybiło z równowagi”, bo nigdy dotąd nie miałam takiego psa, musiałam dopiero nauczyć się, jak dotrzeć do psa, do którego stado niezbyt przemawia.


Zastanawia mnie zatem na co mam się psychicznie nastawić przed zdecydowaniem się na wilczaka? Z jednej strony wydawać by się mogło, że tak stadne psy jak CzW będą się zachowywać co najmniej podobnie jak moja stadna Basta, ale z drugiej strony są to przy okazji psy bardzo wrażliwe, chyba wrażliwsze psychicznie niż ON. Dlatego mając wilczaka bałabym się w sposób nierozsądny używać np. kary
Jak sobie z tym radzicie?




LĘK SEPARACYJNY
Nie ukrywam, że to też kwestia, która mnie trochę przeraża.
U ilu z Was sprawdziła się klatka? Wiem, że niektóre wilczaki uparcie z nich wyłażą, łamią sobie zęby na prętach itp. Czy to są częste przypadki, czy jednak biorąc szczeniaka można mieć jakąś nadzieję, że aż takiej bestii się nie trafi?
No i jeszcze jedno – w Krakowie trzymam jednego psa z całej mojej trójki (reszta niestety mieszka w moim rodzinnym domu, bo to niezbyt miastowe psy). Czy jest jakaś szansa na to, że wilczak zostawiony w towarzystwie innego psa spokojniej przeżyje nieobecność właściciela? Oczywiście w towarzystwie psa zachowującego spokój w takich sytuacjach...






AGRESJA W WIEKU DORASTANIA.
Czy każdy wilczak przez to przechodzi? Jest to bardziej problem psów, suczek, czy to zupełnie indywidualna, osobnicza kwestia?
Fakt taktem, dorastający samiec to chodząca, testosteronowa bomba, więc trudno uniknąć przynajmniej niewielkiego zarysowania się tego problemu... wydawać by się mogło, że suka będzie spokojniejsza, ale suczki przecież też przeżywają burzę hormonalną w związku z cieczką, często miewają wtedy „humorki”, coś o tym niestety wiem
Czy Waszym zdaniem są jakieś znaczące różnice w odchowaniu psa, czy suki?






UCIECZKI.
Załóżmy, że jestem w domu na wakacje, a tam moje psy mieszkają na podwórku, bo rodzice są niezbyt przychylni do mieszkania z psem w domu. Podwórko jest duże i ogrodzone...no ale właśnie – miewałam psy, które chcąc uciec radziły sobie z każdymi, najbardziej wymyślnymi zasiekami. To co w takim wypadku robi wilczak?!
Czy ich ucieczki to są wypady dla samej idei „zwiedzania okolicy”, czy raczej wilczak ma zwyczaj uciekania tylko w przypadku szukania właściciela? Myślicie, że miałby duży problem, żeby zostać na podwórku z trzema innymi psami (zakładam, że udałoby mi się wypracować ich wspólny „szacunek” do siebie nawzajem), choćby na noc? Czy to raczej problem nie do przeskoczenia?



SOCJALIZACJA...
...czyli najważniejszy podpunkt pierwszych lat życia CzW. Zakładam, że jeszcze przez CO NAJMNIEJ dwa lata będę 9 miesięcy w roku spędzać w Krakowie. Studia na ostatnich latach wymagające czasowo nie są (no, chyba że jest oddanie projektu ), więc na socjalizację psiaka byłoby sporo czasu. Z obecnym psem, z którym chcąc nie chcąc mieszkam w Krakowie, jestem na Błoniach prawie codziennie (rowerem). Przy wilczaku w rozkład dnia trzeba by było dołożyć jeszcze „bezcelowe” podróże tramwajami, autobusami itp. Jak na mój obecny styl życia w mieście, nie byłaby to jakaś wyjątkowo zabójcza zmiana (mam nadzieję :P), niemniej jednak zostają jeszcze 3 miesiące w roku, które spędzam w domu – tam, gdzie są moje psy itd.
Mój wakacyjny rozkład dnia zawiera w sobie zasadniczo dwa podpunkty: pójście z psami na spacer do lasu, oraz pojechanie do stajni (również do lasu), ale już bez psów. Czy po takich trzech miesiącach siedzenia w chaszczach i chodzenia po lesie wilczak...jakby to ująć....zdziczeje?
Pytam, bo ja na ogół taki leśny dziad jestem i nie ukrywam, że kwintesencję współżycia z psami odczuwam właśnie chodząc z nimi po lesie, dlatego nie próbuję nikogo z Was, ani siebie oszukiwać i udawać, że będę siedzieć w mieście przez cały rok i przez cały rok dzień w dzień jeździć z psem w zatłoczone miejsca. Zastanawia mnie reakcja wilczaka na takie „różne” sytuacje.


W tym podpunkcie mam jeszcze jedno pytanie – wiem, że są wśród wilczakowców na WD ludzie mający do czynienia z kopytnymi. Jak przyzwyczajaliście swoje wilczaki do koni? Była to droga przez mękę, czy jednak wilczak radzi sobie z takimi wyzwaniami dobrze?


PODRÓŻE
Chyba najbardziej dręczący mnie problem -.-
Nie jestem jakimś wielkim podróżnikiem, wakacje przez większość czasu spędzam w domu, żeby móc w pełni wykorzystać możliwość obcowania z całą trójką psów na raz. Wyjazdy ograniczają się głównie do pojechania w góry. Co prawda nigdy nie podróżowałam z moimi psami, bo nigdy nie było takiej potrzeby (mam ich z kim zostawić), a moje psy do specjalnie uwielbiających tłumy ludzi, jazdę samochodem itp. nie należą, więc nigdy ich nigdzie nie ciągnęłam.
Wiem, że biorąc wilczaka podpisałabym na siebie wyrok bycia z nim niemal 24h/dobę przez 7 dni w tygodniu i wakacje powinien spędzać raczej ze mną. Ten problem nie jest trudny do przeskoczenia.
Ale nie ukrywajmy, że często zdarzają się sytuacje wymagające opuszczenia przez nas psa np. na dwa dni. I co wtedy?
Rozpatruję teraz problem wakacji letnich, kiedy jestem w rodzinnym domu, nie w Krakowie.
Wilczak jest wtedy ze mną, choćbym musiała spać z nim na podwórku i wszystko jest ok...do czasu jakiegoś wyjścia. Ja specjalnie imprezującą osobą nie jestem, więc nie jest to problem każdego piątku, czy soboty, no ale jednak zdarza się, że np. w wakacje jedziemy ze znajomymi na rajd konny i nie ma mnie 2-3 dni. Co ja bym wtedy z tym wilczakiem miała zrobić?


Czy Wam zdarza się zostawiać Wasze psy komuś obcemu, rodzinie itp.? Ktoś z Was miał taką sytuację? Jak psy na to reagowały? Czy lęk separacyjny w towarzystwie innych psów, lub znanych osób (ale nie właściciela) jest tak samo widoczny, jak przy zostawieniu psa samego w domu?
Myślicie, że CzW dałby radę przystosować się tak jak „zwykły pies” i zostać na te 2 dni z moimi rodzicami bez większej szkody dla siebie i otoczenia? Czy jednak mimo bycia z trzema innymi psami on uparcie wyłaziłby za mną przez ogrodzenie chcąc mnie szukać?


Poza tym są jeszcze dwa problemy, których rozwiązania za nic nie mogę wymyślić,
Po pierwsze – narty. Co roku jest taki tydzień w zimie, kiedy jadę na narty. Jeśli z domu wybywa cała rodzina, to psami zajmują się sąsiedzi i jest tak od lat.
Nie chcę nawet pytać, czy z wilczakiem taka „sztuczka” przejdzie, bo wiem, że nie
I co wtedy? Przecież zabranie ze sobą wilczaka na narty, wiązałoby się z zostawieniem go samego w zupełnie obcym pokoju co najmniej na 4-5 godzin. Pomijając nerwy innych mieszkańców danej noclegowni, byłby to przecież ogromny stres dla psa. Już wolę nawet nie myśleć, co stałoby się z samym pokojem
Nawet zakładając, że pies zostaje w klatce na tyle spokojnie, że nie zrobi sobie krzywdy chcąc z niej wyjść, to zostaje jeszcze problem wycia i mocnych nerwów lokatorów obok. No a przecież nie mogę zakładać, że wszystko pójdzie ok
Dla mnie rozwiązanie tego problemu to niemal abstrakcja. Nie wiem. Na stok przecież psa nie zabiorę. Nawet gdyby w ekipie wyjazdowej znalazła się niejeżdżąca osoba, która zamiast śmigać na nartach siedziałaby z psem, to musiałaby to być na dodatek osoba, którą pies zna i akceptuje, a nawet mimo tego mogłoby być nieciekawie.
Nie wiem, ja sobie tego nie wyobrażam póki co, mimo że intensywnie o tym myślę szukając sensownego rozwiązania.
Na pewno są na WD jacyś narciarze, którzy znaleźli rozwiązanie takiego problemu. Gdyby ktoś podzielił się jakimkolwiek pomysłem spędzenia takiego wyjazdu we względnym spokoju to będę bardzo, bardzo wdzięczna



KONIEC, WRESZCIE KONIEC
Dużo tego mojego marudzenia wyszło
Ale zanim zdecyduję się na takiego psa, wolę założyć, że wszystko pójdzie źle i że trafię najgorszą bestię ze wszystkimi możliwymi problemami. Jak przebrnę przez to psychicznie i uznam, że dam radę, to pojadę po szczeniaka.

Przepraszam, że tak długo, ale jesli komuś w ogóle będzie się chciało czytać te moje opowieści to będę bardzo, bardzo wdzięczna za jakieś rady, opowieści, Wasze doświadczenia, czy po prostu Wasze zdanie na dany temat, bo ja już nie wiem, co mam myśleć. Jednego dnia stwierdzam, że dam radę, następnego jestem przerażona
Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy na serio zacznę wybierać szczeniaka


Z góry dziękuję i pozdrawiam
__________________
CRESIL II z Peronówki - wd
Całe stadko: 2011 2012 2013

Last edited by makota; 24-10-2011 at 23:16.
makota jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 01:09   #2
jefta
Call Me Sexy Srdcervac
 
jefta's Avatar
 
Join Date: Dec 2007
Location: Wroclaw
Posts: 1,233
Send a message via Skype™ to jefta Send Message via Gadu Gadu to jefta
Default

ja uwazam ze studenckie czasy to swietny okres na wilczaka. One lubia takie troche cyganskie zycie

metody szkolenia
motywacyjno-korekcyjna. Moja suka bardzo zabiega o uwage. W pewnym momencie zauwazyla jednak, ze nieposluszenstwo wywoluje silniejsza i mocniejsza emocjonalnie reakcje niz posluszenstwo i wtedy zmusila mnie do stosowania dosc ostrych korekt przez krotki czas. Wszystkiego ucze na smaki i pilke, ale jak juz umie to wymagam/wymuszam, choc wraz z dorostaniem i wzrostem mojej konsekwencji coraz rzadziej. Pies o tyle latwy do szkolenia, ze tak samo oporny na wiedze jak i na bledy przewodnika-ma przycisk restart
O takim owczarkowym `pancia powiedziala to jakby w kamieniu wyryte` raczej zapomnij. Po kazdej prosbie jest rachunek czy sie oplaca Nauczylam przeciagania sie smycza albo nawet gola reka za kly by moc w kazdej sytuacji nagrodzic, bo szybko sie orientuje, ze nic nie mam i nie warto bylo spelniac polecenia Nie stosuje przemocy psychicznej takiej jak przygniatanie do ziemi. Nie interesuje mnie kto rzadzi w naszym stadzie. Suczka wyrosla na zwierze, ktore zycie traktuje jak przygode i w wieku niecalych dwoch lat jest niezbyt klopotliwym towarzyszem.
Beagielka rozkochala mnie w szkoleniu psow, wiec Sexy miala od poczatku byc psem `sportowym`. Jej mlodosc to tylko rozkrecanie i przekonywaniem, ze pancia jest zrodlem wszelkiego dobra jakie spotyka psa. w polaczeniu z lekiem separacyjnym dalo to dosc wybuchowa mieszanke. dokrecenie srubki i pokazanie, ze pancia tez wymaga i bywa w tym bezwgledna dalo fajny efekt.
Quote:
Dlatego interesuje mnie, jakie były Wasze umiejętności, doświadczenia, czy w ogóle podejście do sprawy zanim wzięliście pod swoje skrzydła wilczaka i jakie to przyniosło skutki? (oczywiście jak ktoś nie chce pisać, to się nie obrażę :P )
ja zawsze mialam w domu psy, ale tylko jednego beagla juz tak po doroslemu, co go sama szkolilam itd. ciezka to suka z mega problemem ucieczek za zwierzyna i do jedzenia. To tego tak samodzielna, ze wrecz autystyczna. Po niej wilczak wydaje mi sie latwym psem. Kontaktowym, nastawionym na wspolprace. Niezbadane sa jednak niektore procesy myslowe tego zwierza np. zadanie dla Sexy:
-w 30 na 30 przypadkach pilka lezala w bramce dokladnie tam gdzie pancia pokazuje reka. gdzie jest pilka za 31 razem?
-z boku na lawce rezerwowych?

Quote:
uciekające, wyłażące z każdego kojca i przełażące przez każdą siatkę, był jeden, który otwierał sobie furtkę zamkniętą na klucz
Tu chyba nie ma reguly. Sexy nie umie otwierac, woli metode wywalenia drzwi z futryna, ale tylko jesli chce sie do mnie dostac. U rodzicow jest plotek niecaly metr wysoki i suka zostaje calymi dniami i nocami. Dopoki jak jestem w domu to ja nic za plotem nie interesuje.

Quote:
Z jednej strony wydawać by się mogło, że tak stadne psy jak CzW będą się zachowywać co najmniej podobnie jak moja stadna Basta, ale z drugiej strony są to przy okazji psy bardzo wrażliwe, chyba wrażliwsze psychicznie niż ON. Dlatego mając wilczaka bałabym się w sposób nierozsądny używać np. kary
raczej nie bedzie taki jak Basta. Twoja obecnosc wystarczy by zaspokoic instynkt stadny. Jak bedziesz miala okazje zobaczyc wieksze grupy wilczakow, to zobaczysz, ze wlasciciel jest jednak mocno obok tego stada i nie jest uwzgledniany w wiekszosci rytualow. Ich instynkt stadny jest bardzo silny, ale tez mocno pierwotny, niezmodyfikowany na wspolprace z czlowiekiem. Bardziej jak husky niz owczarek.

Quote:
Czy każdy wilczak przez to przechodzi? Jest to bardziej problem psów, suczek, czy to zupełnie indywidualna, osobnicza kwestia?
widzialam wiele doroslych suk akceptujacych inne dorosle swoje i obce suki. Nigdy nie widzialam dwoch doroslych samcow mogacych swobodnie biegac z innym doroslym samcem niezaleznie od tego czy sie razem wychowaly czy nie.

lek separacyjny byl moim jedynym problemem wychowawczym. Dzis (prawie dwuletnia suka) pozwala na normalne funkcjonowanie codzienne. Na wyjazdach nadal klopot.

socjalizacja. moj pies urodzil sie zsocjalizowany i dzis widze, ze za duzo czasu na to poswiecilam. przy wycieczkach o lasu bardziej balabym sie klusowania na zwierzyne niz wielkiego ubytku na socjalizacji. chociaz Sexy jest akurat przykladem psa bez instynku polowania na zywa zwierzyne, poluje tylko wzrokiem co jest nieklopotliwe, bo zwierzyna znika jej w 20 sekund. Wiele wilczakow poluje wytrwale i skutecznie

Wyjazdy
U nas to wielka atrakcja dla psa. Wyjazdy bez niej odpadaja, bo jedyna osoba, ktora sobie z nia radzi jako tako jest moja mama. Niestety mieszka za granica, a poza tym jest niechetna do calodobowej opieki nad `wnusia`. Spacerek to z wielka przyjemnoscia (bo suka jest super na spacerach) ale oczy dookola glowy przez cala dobe to juz nie. A kazda obca osoba bedzie musiala ja non stop obserwowac. Ja znam punkty zapalne, wiem czego nie zostawiac na wierzchu (i co to znaczy `na wierzchu` ) i jestem tak nudna, ze przy mnie caly dzien i noc sie spi

Z kopytnymi u nas ciezko. Mimo, ze suka wychowana w stajni to tylko takie postawowe posluszenstwo stajenne zna. Tzn. siedzi i czeka az cos szybko zrobie w boksie. przy karmieniu moze lazic, ale wie, ze nie wolno skakac na boksy ani zagladac w szpary w dechach. kon poza boksem=pies w klatce. Ze wzgledu na duza wartosc koni, ich specyficzny charakter, zywienie i jej wielka chec do zabawy z nimi, nie probujemy, bo nie ma miejsca na bledy.
W poprzednim moim miejscu pracy gdzie konie lataly luzem o dziwnych porach bylo kilka nieprzyjemnych sytuacji. dzis przy jakis spokojnych srupkach bym sprobowala, ale nie mam takich w dyspozycji

A co do nart to biegowki trzeba polubic
a powaznie to mozesz wyslac pieska do hodowcy na krotkie wakacje. przy okazji niech zobaczy co za bestie powolal na swiat
__________________

Last edited by jefta; 25-10-2011 at 01:12.
jefta jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 01:37   #3
makota
Member
 
makota's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Świętokrzyskie/Kraków
Posts: 664
Default

Dzięki za tak szybką odpowiedź
Jestem pełna podziwu, że chciało Ci się to wszystko czytać!
Z tego co piszesz wynika, że jest jednak nikła szansa na trafienie osobnika mniej problemowego, a to pocieszające
Chociaż jak już mówiłam, na wszelki wypadek zakładam, że trafi mi się całe zło tego świata.
Możesz coś więcej napisać o tym jak wyglądają u Was te pościgi za zwierzyną? U mnie psy tez ganiają, jak coś w lesie zobaczą, ale na ogół są odwoływalne w większości przypadków, chociaż na początku było gorzej. Gonią raczej dla samego faktu pogonienia, nie zdarzyło się jeszcze, żeby cokolwiek DOgoniły.
Tak jest w przypadku Basty i Łatiego - siódma woda po kisielu ON i jakieś niezidentyfikowane COŚ
Dla lepszego zobrazowania ->
BASTA
ŁATI
NITKA

Gorzej jest z Nitką (najnowszy nabytek) - właśnie mix beagle, możesz dziada zobaczyć w linku wyżej
Coś strasznego z tymi psami myśliwskimi. Ona potrafi się w lesie zgubić goniąc za czymś. Nieważne, czy za żywą zwierzyną, czy za samym zapachem. Czasem zdarza jej się polecieć w las, ja z oddali słyszę tylko piskliwy, pełen podniecenia szczek (początkowo myślałam, że jej się coś dzieje, że takie dźwięki wydaje z siebie). Potem Basta musi jej szukać.
Przyznam, że Nitka uczy mnie wielu nowych rzeczy i jest dla mnie poniekąd wyzwaniem - nigdy nie miałam psa 'mysliwskiego'.
Ciekawa jestem, jak do tego dopisałby się jeszcze wilczak

Pozdrawiam
__________________
CRESIL II z Peronówki - wd
Całe stadko: 2011 2012 2013
makota jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 01:55   #4
anija
Junior Member
 
anija's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Lublin
Posts: 226
Send a message via Skype™ to anija
Default

Powiem Ci tak... wciagnęło Cie na maksa, więc ja Ci mogę obiecać, że pojedziesz po tego szczeniaka bez względu na to czy bedziesz przerażona czy nie. Ja byłam przerażona, ale chęć i swego rodzaju instynkt był na tyle silny, że nic nie było wstanie mnie powstrzymać. W pierwszych tygodniach wspólnego życia z Bystrą schudłam 4 kilo. Tak się stresowałam. Ja nie miałam nigdy wcześniej psa, ponieważ mam kopletnie anty zwierzęcą rodzinę, a ja jestem istnym odszczepieńcem, czarną owcą która gdy się wreszcie usamodzielniła sprawiła sobie wreszcie wymarzone zwierzę. (konie tez sobie kiedyś sprawię Nie mam jeszcze dużego doświadczenia z psami, ale mam duże doświadczenie z końmi i to napewno pomaga mi w relacji z psem. Konie mnie mocno uodporniły, wzocniły psychicznie, nauczyły opanowania, konsekwencji i mega cierpliwości. Uważam, że Ty masz bardzo dobre warunki by mieć wilczaka. Wiele więcej ja Ci nie napiszę bo sama mam wilczaka od 3 miesięcy dopiero. Ale mogę tyle zrelacjonować, że przerażenie które w sobie nagromadziłam na poczatku, teraz z dnia na dzień maleje. Narazie nie odczuwam kompletnie żadnych specjalnych problemów (oprócz tych standardowych które się pojawiają przy każdym szczeniaku) z wychowaniem wilczaka, być może po części dlatego, że nie mam porównania z tym jak się wychowuje każdego innego psa niż wilczak. Nastawiałam się na naprawdę duże trudności i ja osobiście jestem jak narazie mile zaskakiwana. Oczywiście nastawiam się nadal na niespodzianki które mnie zwalą z nóg, aż serce mi stanie, ale z dnia na dzień oswajam się z tym bardziej i lęk "czy napewno sobie poradzę" już nie istnieje. Właśnie wczoraj w wąskim gronie znajomych (też wilczakowców) rozmawialiśmy "o wilczku - trudnym, innym psie" i doszlismy do wniosku, że pojęcie "problematyczny, trudny pies" jest rozumiane bardzo indywidualnie, tj pewne zachowanie psa które komuś może wydawać się bardzo problematyczne i przerażające dla innej nie będzie niczym nadzwyczajnym, bez względu na to jakie kto ma doświadczenie z psami czy wilczakami. Moim skromnym zdaniem głównie liczy się Twój silny charakter który też napewno się jeszcze wzmocni z czasem gdy już będziesz mieć wilczaka. Ja tyle w tym temacie powodzenia
__________________
BYSTRA BEDALIEL Wilczy Duch
anija jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 02:12   #5
anija
Junior Member
 
anija's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Lublin
Posts: 226
Send a message via Skype™ to anija
Default

Jeśli chodzi o konie to Bystra jak narazie zachowuje się delikatnie mówiąc nierozsądnie, ale według niej całkiem naturalnie. Otóż podbiegała (teraz już jej nie pozwalam) do koni od tyłu i wąchała przyjacielsko pęcinki, a ja oczami wyobraźni widziałam jak wylatuje nagle w powietrze. Na szczęście nic się nie stało i jak narazie puki jej wścibskość trochę nie stonuje to luzem do konia jej nie puszczę. Tak więc konie jak narazie uwielbia Ciekawe tylko, że owiec się boi... tak brzmi to śmiesznie... wilk się boi owiec. Mam nadzieje, że to przejdzie ;P
__________________
BYSTRA BEDALIEL Wilczy Duch
anija jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 02:21   #6
makota
Member
 
makota's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Świętokrzyskie/Kraków
Posts: 664
Default

Ano, w końcu to opętanie przyniesie skutek. Prędzej czy później
Jak zresztą widać - bo pamiętam, że przed krakowską wystawą w czerwcu obie miałyśmy być tylko "gapiącymi się wariatkami"
A tu proszę - masz wreszcie swojego wymarzonego wilczaka
Swoją drogą - spacerujecie może po Błoniach?

Mam nadzieję, że i mi się uda, choć nie ukrywam, że fakt posiadania JUŻ trzech psów jest dla mnie nieco przerażający
W ogóle ciekawa jestem, co powiedzieliby moi rodzice, gdybym naprawdę poważnie zapowiedziała im teraz, że w ciągu najbliższego roku sprawię sobie wilczaka
Do tej pory zawsze mówiłam o tym z lekkim przekąsem, a oni pukali się w głowę ironicznie mi przytakując
Ale w końcu to również oni od ładnych kilku lat przy różnych okazjach życzą mi "żebym w końcu miała wilczaka"
Ale kiedy mówiłam o trzecim psie tez pukali się w głowę... Dopóki nie przyprowadziłam do domu trzeciego psa

To prawda, że każdy szczeniak jest kłopotliwy...już tęsknię za takimi kłopotami, bo przez to, że od ostatnich 7 lat mam tylko podrośnięte już znajdki, to wspomnienie dawnych szczeniaczkowych czasów, zasikanych dywanów, wywalanych niezdarnymi łapkami misek i tych igiełkowych ząbków jest tym bardziej słodkie
Gorzej, że taki slodki szczeniak w wieku 6-7 miesięcy nagle zapomina o wszystkim, czego się do tej pory nauczył

Pozdrawiam
__________________
CRESIL II z Peronówki - wd
Całe stadko: 2011 2012 2013
makota jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 02:36   #7
anija
Junior Member
 
anija's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Lublin
Posts: 226
Send a message via Skype™ to anija
Default

Na Błoniach ostatnio bywałyśmy dość często bo dwa razy w tygodniu, uczęszczając na szkolenie z posłuszeństwa. Bystra właśnie w zeszłym tygodniu otrzymała piekny dyplom ukończenia szkolenia podstawowego.

Nie wiem kiedy teraz będzie najbliższa okazja, żeby się tam wybrać, ale napewno się wybierzemy jeszcze nie raz. Postaram się dawać znać
__________________
BYSTRA BEDALIEL Wilczy Duch
anija jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 08:39   #8
Puchatek
Senior Member
 
Join Date: Sep 2009
Posts: 1,330
Default

Witaj!

https://picasaweb.google.com/1153445...10001704835602


Ja się oprę tylko na tym zdjęciu, bo "mówi" cholernie dużo.
Widać, że jesteś dla swoich psów najważniejsza istotą na świecie
/bo umiesz "leczyć" skrzywdzone dusze/.
One patrzą na Ciebie z wiarą, nadzieją i miłością.
Masz duże doświadczenie z "obitymi" przez los psami. Wiesz ile potrzebują czasu, zainteresowania sobą. Są egoistyczne w swoich potrzebach. I nagle sprowadzisz im szczeniaka wilczaka. I może
wilczak pomoże im w ich lękach /oby!/, a może też wzmocni rywalizację.
I może dojść do krwawej konfrontacji /u nas Laila po 3,5 roku wspólnego życia spięła się z inną suką -będziemy wkrótce organizować konfrontację, by to rozwiązały po psiemu i wiemy, że krew się będzie lała.../.
Nie zgadzam się z opinią, że wilczak lubi studenckie "cygańskie" życie /to może pasować do każdego psa i niektórych kotów i innych zwierząt... mój pyton w czasie studiów też ze mną wszędzie chodził...i był cholernie "cygański"/. Wilczak po prostu, wg. mnie, jak każdy innej rasy szczeniak, lubi być ze swoim opiekunem. Ale też jak każde dziecko /!/ lubi zasady i normy, lubi poukładanie. Chaos, niepewność, zmiany codziennych rytuałów każdego rozstrajają. Ale tworzą też precedensy i odstępstwa od zasad. A wilczak, gdy zobaczy jedną "wyrwę w płocie" wykorzysta ją i będzie kombinować... Bo on świetnie myśli. "Gorzej" /!/ -on wyciąga wnioski błyskawicznie. I może zachcieć rządzić czy układać "pod siebie"...
Spytaj właścicieli wilczaków ile czasu i pieniędzy poświęcili na behawiorystów, by wszystko na nowo układać. Wilczak to wyjątkowa osobowość, z którą nie pójdzie Ci "jak po maśle".
I jeszcze jedna kwestia: przeczytaj dokładnie "rocznicowy" tekst Kamoszki i wyciągnij z tego tekstu wnioski... Wilczak to równoprawny członek rodziny. Miałaś psy i znasz ich naturę. Wiesz, że pies nie zna znaczenia czasu i długości rozstań. Mam wielu znajomych, którzy zrezygnowali /w swojej olbrzymiej miłości do psa/ ze swoich przyjemności /jeśli nie umieli tego pogodzić/ i wybrali obcowanie z psem. Poukładali sobie życie "pod" psa. To była kwestia przemeblowań mieszkania, zmiany auta, zmiany przyzwyczajeń wakacyjnych i wiele innych "spraw". Ty wyjeżdżasz na narty -może rzeczywiście trzeba pomyśleć o biegówkach, bo obarczanie rodziców pupilem /kolejnym/ nosi ostre znamiona egoizmu. Poza tym nie wiesz, jak Ci się życie potoczy po studiach, nie wiesz co wymusi na Tobie codzienność i pracodawca. I możesz mieć wielkie dylematy.
Warto, by na Twoje pytania i rozterki odpowiedzieli też opiekunowie, którzy "zęby zjedli" na wilczakach -"starzy", doświadczeni /to nie o nas/. My, np, nadal "uczymy się" wilczaka /"larwa" ma już prawie 4lata/ i ciągle nas zaskakuje /nie zawsze radośnie/... Kiedyś, planując wilczaka, pojechaliśmy pod W-wę do hodowcy, by zrobić rozeznanie. Na widok ogrodzonego terenu pastuchem elektrycznym, pomyśleliśmy z mężem: "Zwyrodnialcy!". Teraz już tak nie myślimy, a Laili nie zostawiamy samej na terenie /dobrze ogrodzonym bez pastucha/, gdy gdzieś jedziemy. Nasza, na dodatek, jest z tych polujących /warunki naszego życia na dużej przestrzeni mazurskiej w niej to wyzwoliły/ i po zagryzieniu jednych kóz /o drobniejszej dzikiej zwierzynie nie wspominam/ nie wiemy kiedy nam zagryzie następne -a czai się na nie dzień w dzień od kilku miesięcy...
Bardzo mi się podoba, że rozkładasz temat "na czynniki pierwsze" i masz dylematy. I dlatego weź pod uwagę wszystkie aspekty, by potem nie szlochać szukając nowego domu dla swojego psa...
Pozdrawiam
....
"już tęsknię za takimi kłopotami, bo przez to, że od ostatnich 7 lat mam tylko podrośnięte już znajdki, to wspomnienie dawnych szczeniaczkowych czasów, zasikanych dywanów, wywalanych niezdarnymi łapkami misek i tych igiełkowych ząbków jest tym bardziej słodkie".
Dla Ciebie tak, a dla Twojego nowego środowiska, dla Twojego przyszłego partnera życiowego, dla Twoich z każdym dniem coraz bardziej zmęczonych Rodziców? Spójrz na sprawę "szerzej", nie przez pryzmat tylko własnych pragnień...

..........
A-ha: ja nie zmieniłabym wilczaka na żadnego innego psa /jest alfą w naszym ludzko-psim stadzie/ -on jest jak narkotyk, a życie z nim, to taka fajna forma "haju"...

Last edited by Puchatek; 25-10-2011 at 08:48.
Puchatek jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 10:12   #9
Grin
Wilkokłak
 
Grin's Avatar
 
Join Date: Aug 2008
Location: Katowice
Posts: 2,220
Default

Ja tylko powiem, jak rozwiązaliśmy problem z nartami.
Otóż jeździmy w góry w 3 osoby plus pies. W czasie, gdy dwie osoby szusują na zjazdowych, jedna osoba biega z Łowcą na biegówkach (albo po prostu spaceruje, jeśli nie ma w danym momencie siły na biegówki. ). Oczywiście osoby się wymieniają.
Grin jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 11:19   #10
jefta
Call Me Sexy Srdcervac
 
jefta's Avatar
 
Join Date: Dec 2007
Location: Wroclaw
Posts: 1,233
Send a message via Skype™ to jefta Send Message via Gadu Gadu to jefta
Default

Mi osobiscie szkoda psow, ktore za rozrywke i zadania intelektualne maja tylko proby wydostania sie za plot i bieganie samopas po wsi
pies to nie krowa co potrzebuje kawalka trawnika przy domu i stabilizacji bo mleko sie skisnie Im wiecej dasz mu mozliwosci realizowania ciekawskiej i kombinatorskiej natury drapieznika tym mniej bedzie jej szukal na wlasna lape wychowany za mlodu w ciaglej przygodzie, kolejne zmiany przyjmie latwo. Ale musisz sie liczyć z tym ze wiele decyzji bedziesz musiala podjac pod psa. Od zmiany nart na biegowe po wymiane partnera zyciowego
Zdecydowanie musisz liczyc sie z tym ze pies nie bedzie sie nadawal do zostawienia obcej osobie na tydzien. Mozesz tez popatrzec po szkolkach, ktore maja hotel. Wyprowadzka na pare dni do ukochanej pani trener nie bedzie trauma tylko atrakcja. A jednoczesnie nikogo nie obarczasz klopotem
__________________
jefta jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 12:21   #11
Puchatek
Senior Member
 
Join Date: Sep 2009
Posts: 1,330
Default

Jefta, to nie była "wycieczka osobista" i dlatego wytłuszczę, by można było dokładniej zrozumieć kontekst:

""Mi osobiscie szkoda psow, ktore za rozrywke i zadania intelektualne maja tylko proby wydostania sie za plot i bieganie samopas po wsi
pies to nie krowa co potrzebuje kawalka trawnika przy domu i stabilizacji bo mleko sie skisnie.""

Mi też takich psów szkoda. Ale mówiłam o wilczaku -hybrydziądku z wilczą krwią. Którego naturą też jest polowanie -bliżej mu do łąk i lasów niż autobusów i Marszałkowskiej. Tak, przyzwyczai się do wszystkiego /jak człowiek/, ale lepiej od wielu z nas /i wielu innych ras/ rozumie znaczenie słowa >wolność<. Naszej zawsze cieszy się "krowia" morda, gdy po półgodzinnym samopasie wraca z lasu uwalana po uszy w posoce i łajnie "dziczyzny" /my, w odróznieniu od kilku innych wilczaków, na razie dopadamy mniejsze futrzaki/. Wtedy wraca "do korzeni". Na ringu i placu treningowym bardziej mi przypomina "tylko" ON-ka.../ukłon względem psów pracujących, bo to chlubne wyjątki/
Kawałek trawnika dla psa, to lepsze niż loggia, by można było w letnie noce spać na trawie pod gwiazdami lub bez zakazów i ograniczeń czasowych tarzać się /między spacerami i miejskim socjalem/ w śniegu.
//A kozy są nasze -by było mleko DLA psów i, przy okazji, dla nas- nie "wioskowe".//

"A jednoczesnie nikogo nie obarczasz klopotem"

Jeśli dobrze zrozumiałam, Autorka tematu ma już 3 psy i planuje czwartego. I jeśli dobrze zrozumiałam przez większość czasu, Autorka tematu przebywa poza domem, w którym z Jej Rodzicami są psy...
//Retorycznie.: Jefta, sorry... masz dorastające dzieci, które narzucają Ci swoje egoistyczne decyzje?//
My, stojący po drugiej stronie "barykady" /mam 15-sto- i 16-stolatka/, wiemy, że często z miłości do progenitury nie odmawiamy mimo, że pewne kwestie to dla nas kłopot. I starzejemy się szybciej niż Wy-młodzi. I często się szybciej męczymy czy chorujemy. I bardzo byśmy chcieli, by nasze dzieci ponosiły własne decyzje i same za nie odpowiadały bez obarczania nas -staruchów, konsekwencjami.
Patrząc od strony młodych ludzi /jeszcze to pamiętam/: jeśli miałabym do wyboru hotel dla psa czy dom rodziców, na pewno podrzuciłabym małe do kochanych starszych -zajęli by się psami lepiej niż obcy- i byłabym spokojna. Autorka tematu SWOJE psy ma na stałe u RODZICÓW, nie w hotelu czy ukochanej trenerki. To Oni zdają kochanemu dziecku relacje z codzienności JEJ psów -Ona dużo czasu spędza w szkole, spotyka się ze znajomymi. /sorry, Makota, że mówię o Tobie "poza" Tobą/

"Im wiecej dasz mu mozliwosci realizowania ciekawskiej i kombinatorskiej natury drapieznika"
Właśnie: drapieżnika. Nasza, jako "siódma woda po kisielu" po drapieżniku, samorealizuje się w warunkach naturalnych dla wilka...
Pochleje w akademiku, placyki "manewrów" w okolicy Okęcia, kilku godzinne stanie w korkach na Czerniakowskiej, to super socjal, i nawet można dołożyć w historię rasy historyjkę, że wilczak właśnie DLA Ikarusów został stworzony... Łatwo nam wykorzystywać nasz egoizm i wszystkie żyjące istoty układać "pod" siebie.
...
Ja nie zniechęcam Autorki tematu do rezygnacji z bycia opiekunem wilczaka, lecz by przeanalizowała wszystko i podjęła dojrzałą decyzję pozbawioną egoizmu.
A tłumaczenie niewiedzącemu, że "wychowany za mlodu w ciaglej przygodzie, kolejne zmiany przyjmie latwo", jest tylko "jedną stroną medalu". My, znający wilczaki, mamy moralny obowiązek powiedzieć o wszystkich aspektach /wystarczy spojrzeć na ilość tematów na WD dotyczących wychowania psa i problemów codzienności/, bo wilczak, to nie "bułka z masłem", chociaż też nie potwór nie do opanowania...
Puchatek jest offline   Reply With Quote
Old 25-10-2011, 14:43   #12
makota
Member
 
makota's Avatar
 
Join Date: Mar 2011
Location: Świętokrzyskie/Kraków
Posts: 664
Default

Dziękuję za kolejne opinie

Puchatek, oczywiście sprawę z Twojego punktu widzenia również biorę pod uwagę - między innymi dlatego zaznaczyłam, że nie mam zamiaru brać szczeniaka już teraz, lub choćby przez najbliższe miesiące.
Po prostu zaczynam o tym myśleć realnie, a nie tylko w sferze odległych w przyszłości marzeń, o których gadam od lat.

Wiem, że pies (jakikolwiek) to odpowiedzialność na kilkanaście lat, dlatego decyzji nie podejmę pochopnie. Tym bardziej, że mam zamiar wziąć nie zwykłego psa, a właśnie wilczaka

Co do obarczania moich rodziców dotychczasowymi psami - w domu zostały tylko dwa psy, które mieliśmy zanim zaczęłam studiować. U mnie zawsze były jakieś dwa psy i to z początku wcale nie przez moje "widzimisię", tylko ze świadomej decyzji rodziców. Także od jakichś 20 lat opieka nad tym przydomowym stadkiem znacząco się nie zmieniła, (pomijając zmianę psów ).

Gdybym mogła wzięłabym wszystkie psy ze sobą...ale nie mogę, bo prawdopodobnie byłby to za duży stres dla psów, pomijając problem zmieszczenia w mieszkaniu w bloku trzech sztuk.
Nie mogę ich do siebie wziąć, tak samo jak nie mogę już dziś wziąć pod swoją opiekę wilczaka.

Trzeci pies, którego faktycznie nie chciałam rodzicom do obowiązków dokładać, bo wzięłam go ja (z nadzieją odnalezienia właściciela) - mieszka ze mną w Krakowie i radzimy sobie bardzo dobrze.

Tak czy inaczej cieszę się, że dyskusja się rozwinęła, bo z pewnością rozwieje ona niektóre moje wątpliwości, a niektóre wyolbrzymi i zmusi do głębszego zastanowienia się nad problemem, za co jestem naprawdę wdzięczna

Pozdrawiam
__________________
CRESIL II z Peronówki - wd
Całe stadko: 2011 2012 2013

Last edited by makota; 25-10-2011 at 16:45.
makota jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 01:06   #13
Trustno1
Junior Member
 
Trustno1's Avatar
 
Join Date: Feb 2005
Posts: 85
Default

Hej!

Ja bym właściwie mogła i chciała się "podpiąć" pod pytanie Makoty, jako że jestem w podobnej sytuacji. Tzn. podobieństwo polega na tym, że jestem pod koniec studiów, że nie studiuję w rodzinnym mieście i że chcę mieć wilczaka od tak mniej więcej 11 lat. Do tej pory hamował te zapędy fakt posiadania jednego, dość sporego (troszkę większy pseudo-ON) psa, ale że miesiąc temu musiałam odprowadzić swoją 14-letnią Figę do Krainy Wiecznych Łowów, to... cóż, odczuwam głód psa.
Kilka słów o mnie i rys tego, co bym swojemu wilczakowi "zgotowała" - za 1,5 roku, jak dobrze pójdzie, uzyskam tytuł lekarza weterynarii. Studiuję w Olsztynie, jestem z Białegostoku, ale mieszkam w domu z ogrodem. Plan na życie? Praca w terenie, z bydłem, ok 90 km od domu, no i, z początku na pewno, trochę dojazdów, trochę mieszkania "raz tu, raz tam" (w sensie na wsi, gdzieś nad lecznicą, a raz - na razie - w rodzinnym domu), z dalszą perspektywą jakiegoś domu, bo blok odpada.
Więc już w przedbiegach nieregularny tryb życia, z pewnością zaburzony (przynajmniej czasem) rytm dnia i coś czego nienawidzę, a do czego od 4 lat jestem zmuszona - ciągłe podróże i "życie na walizkach" - choć nie jest to coś, co mnie kręci i ogólnie raczej wolę stabilne życie i stanowczo mnie nie nosi. Co nie oznacza, że nie spędzałam całych dni na rowerze, z psem u boku, bo spędzałam i bardzo mi tego brakuje, zwłaszcza, że przez ostatnie lata Figa z racji wieku już nie przejawiała do tego takiej ochoty, jak za młodu.

Na weterynarii nie jestem z przypadku. Przypadkiem do mojego domu 14 lat temu trafiła Figa, jako 2 miesięczny szczeniak, co spełnieniem było mych marzeń (wiecie, pies Cywil, Szarik, no i "O psie, który jeździł koleją") i impulsem, by na poważnie (jak na 10 letnie dziecko) zająć się kynologią. Rzuciłam się na głęboką, jak na tamte czasy, wodę fachowej literatury, Fishera "Okiem psa" cytowałam z pamięci, podobnie jak Desmonda Morrisa książki o behawioryzmie psów i wilków. Plus cała Londona i Curwooda wilczo-północno-romantyczna otoczka traperów i ich dzielnych, pół-dzikich psów.
Także klikerowe i "naturalne" metody wychowania miałam opanowane, gdy wszystkie szkoły w Białymstoku opierały tresurę psa na krzykach, szarpaninie i ogólnej przemocy.
Figa była psem dość trudnym, choć żyjącym całe życie na podwórku (poza ostatnimi 2 latami żywota, gdy była w domu cały czas). Przede wszystkim lękliwym, a przez to czasem agresywnym. Udało mi się jednak być dla niej osobnikiem alfa (na pograniczu z moim ojcem, który o rolę się nie starał a i tak ją miał :P) i w większości przypadków okazywała mi posłuszeństwo. Z pewnością nie ślepe i daleko jej było do ideału o jakim marzyłam, ale jak na wychowanie przez nastolatkę, przy jej trudnym charakterze i słabej socjalizacji (trochę za późno zaczętej i z błędami, jakich teraz bym była w stanie uniknąć), była psem ułożonym. Z pewnością bardziej, niż większość mieszkaniowych, kanapowych psów moich znajomych.
Ale że Figi już nie ma, czego wciąż nie jestem w stanie przyjąć bez ochoty na rozryczenie się, to czas iść naprzód. Bo psy uwielbiam ponad wszystko

Ogólnie psa mam zamiar kupić dla siebie, nie zrzucić go na głowę rodzicom (zresztą - wilczaka by się za bardzo nie dało, prawda?:P). Wyszło jak wyszło z tą wetą, że nie będę zajmować się zawodowo raczej (bo nigdy nie wiadomo na pewno) psami, a bydłem, co nie zmienia moich zainteresowań. Rower, narty biegowe, długie spacery, pływanie - to jest to, czy zajmuję wolny czas - bardzo chętnie z psem u boku. Mam też ciągoty do zabaw typu Obedience, choć oczywiście na Mistrzostwo Polski nie liczę z wilczakiem (wątpię też, bym miała czas na jeżdżenie po zawodach z jakimkolwiek psem), ale szkolenie było moim podstawowym "konikiem" i z pewnością nie zostawię psa samopas. Z drugiej jednak strony ślepe posłuszeństwo nie do końca mi odpowiada i dlatego zawsze dobrze widział mi się CzW obok mnie.

Jestem też za jasnymi zasadami w stadzie i nie interesuje mnie opcja władzy psa nade mną. Jestem raczej z natury dominująca, również wśród ludzi, konkretna i stanowcza. Nie mam problemów z utrzymywaniem zasad i rygorów. Pies w łóżku spać nie będzie nigdy Maślane oczy i wszelkie rodzaje pozorowanej śmierci głodowej nie działają na mnie przy stole. I tak dalej ;P

Pomyślałam sobie też, że jedyną szansą w ciągu najbliższych lat, na zsocjalizowanie psa, jest ostatni rok studiów. Potem, gdy przyjdzie praca, nie będę miała czasu na szczeniaka - bądź co bądź zawsze bardziej czasochłonnego niż dorosły pies. Także teraz (tzn. za rok) mogłabym zapewnić wilczakowi i tłumy, i inne zwierzęta, i życie w mieście, podróże pociągami czy samochodami, i - przede wszystkim - mój czas dla niego. Jednocześnie są i minusy - pies byłby z dala od domu i rodziców, gdzie w dalszej przyszłości by ze mną mieszkał (i liczyłabym, że jednak byłby w stanie z nimi czasem zostawać), no i problem z samotnością - dużo czasu dla psa to nie 24h/dobę, a nie zawsze mogłabym go brać na wydział (na część wykładów jednak można zabierać psy, więc na pewno bym to robiła).

Noo, rozgadałam się. Ogólnie jak tak Was czytam, to się zastanawiam co Wy za piekielne bestie trzymacie w domach, ale nie mogę powiedzieć, że nie mam dreszczyku na plecach i głosiku w głowie: "też tak chcesz!" ;P A serio - można liczyć na to, że wilczak może być kompanem lekarza terenowego? Na brak problemów się nie nastawiam, ale traktuję to raczej jako wyzwanie i odskocznię od codzienności, która mnie czeka.
I podstawowa rzecz, o czym nie mogę zapominać, bo raz że wciąż jestem na utrzymaniu rodziców, a dwa - planuję z nimi jakiś czas jeszcze mieszkać - czy da się to jakoś tak zorganizować, by wilczak nie zniszczył im życia ;P Oni lubią psy, ale z pewnością nie mają na ich punkcie fioła, więc nie zakładam, że będą ze stoickim spokojem znosić diabła wcielonego pod ich dachem.

Ach, jeszcze jedno. Koty. Jest opcja, żeby nie zjadł chociaż jednego, domowego? ;P


I pytanie do hodowców, gdyż od paru lat nie jestem w temacie, zresztą nigdy aż tak bardzo nie miałam potrzeby się interesowania tym - przy założeniu, że kupuję sukę - jak wygląda sprawa jej rozmnażania? Tzn. hodowca ma prawo żądać ode mnie, że będę ją rozmnażać? A co jeśli tego nie zrobię? Albo np. sukę poddam kastracji? Są tu jakieś zasady, czy to zależy od hodowcy?

z góry dzięki za odpowiedzi, przeczytanie mej przydługiej tyrady, no i przepraszam Makota Ciebie, jeśli masz coś przeciwko temu, żem się podpięła pod Twój wątek

pozdrowienia
Trust
Trustno1 jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 02:40   #14
DanielZ
Wilczasty : Foto
 
DanielZ's Avatar
 
Join Date: Sep 2003
Location: Łódź/Wielka Wieś
Posts: 900
Send a message via Skype™ to DanielZ Send Message via Gadu Gadu to DanielZ
Default

Quote:
Originally Posted by Trustno1 View Post
...
I pytanie do hodowców, gdyż od paru lat nie jestem w temacie, zresztą nigdy aż tak bardzo nie miałam potrzeby się interesowania tym - przy założeniu, że kupuję sukę - jak wygląda sprawa jej rozmnażania? Tzn. hodowca ma prawo żądać ode mnie, że będę ją rozmnażać? A co jeśli tego nie zrobię? Albo np. sukę poddam kastracji? Są tu jakieś zasady, czy to zależy od hodowcy?
...
Żaden hodowca nie ma takiego prawa , jeśli nawet zawrze taki punkt w umowie to nie jest w stanie wyegzekwować tego. Jeśli chcesz wysterylizować twoja sprawa i takie twoje prawo.
DanielZ jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 10:32   #15
Puchatek
Senior Member
 
Join Date: Sep 2009
Posts: 1,330
Default

Subiektywnie i przydługo:
"Jestem też za jasnymi zasadami"

Życie koryguje nawet "żelazne zasady" Wilczak to partner, nie podwładny.
"A serio - można liczyć na to, że wilczak może być kompanem lekarza terenowego?"
Wśród nas, bodajże, są "Ludzie Lasu" -niech Ci odpowiedzą, jakie są relacje wilczaka z potencjalnym "obiadem"... Na WD gdzieś jest temat o relacjach CzW ze zwierzętami godpodarskimi.
"I pytanie do hodowców"
Nie jestem hodowcą, ale dopowiem: prawo traktuje zwierzę, jak rzecz -wszelkie umowy kupna-sprzedaży są bardziej "gentleman's agreement" - przecież sprzedający auto nie zmusi Cię byś robiła "lifting" samochodu lub instalowała hak do przyczepki lub zmieniała wahacze co pół roku, bo jeździsz po wertepach... w kontekście zwierzęcia to smutne, bo gdyby traktowano zwierzę jako istotę w majestacie prawa było by prościej ->hodowca wymaga od Ciebie, Ty wymagasz od hodowcy ->łamiesz zasady -są sankcje.
Dam Ci przykład umowy, która mi się podoba /chociaż ja bym ją bardziej sprecyzowała w zależności od predyspozycji zdrowotnych, "przydatności" rasowej i wywiązania się z ustaleń/:
http://www.mastifland.pl/index.html?...fse36wi3&id=17
/A swoją drogą, Ty nie będziesz miała daleko, by zrobić podstawowe badania wilczaka -wyznaczony przez ZKwP lekarz "od stawów" jest w Olsztynie; ale wiedz, że nie masz obowiązku robienia tych badań, Ty powinnaś chcieć je zrobić/
To, jak będzie wyglądała Twoja umowa zależy od ustaleń podjętych z hodowcą -ważne, byś była świadomym nabywcą i wiedziała, czego masz prawo wymagać /choćby w sprawach zdrowia i konsekwencji, jakie zastosujesz, jeśli zostaniesz oszukana/.
Ale i tak, to moje pitu-pitu powyżej nie warte funta kłaków -w Trójmieście masz zgraną /chyba/ grupę wilczakolubnych -spotkaj się,obserwuj psy i rozmawiaj, w Białymstoku masz super opiekuna fantastycznego wilczaka -spotkaj się,obserwuj psa i rozmawiaj, na trasie Olsztyn-Białystok masz hodowlę -spotkaj się, obserwuj psy, rozmawiaj. Mnie też masz "po drodze", ale siebie zdecydowanie nie polecam /to nie kokieteria, ale obiektywizm/. Wystaw, osobiście, też niekoniecznie polecam -to psie warunki ekstremalne /tylko pojedyncze osobniki zachowują się tam normalnie/, choć stojąc z boku będziesz mogła poobserwować zasady wystawiania, relacje w środowisku i przygotować się psychicznie na "jazdę bez trzymanki"...
To tyle.
Dobrego dnia!
.........................
Errata:
1.Było: "nasze dzieci ponosiły własne decyzje"
Powinno być: "nasze dzieci podejmowały własne decyzje"
2.Było: "kilku godzinne"
Powinno być: "kilkugodzinne"
3.Było: "nie zniechęcam Autorki tematu do rezygnacji z bycia opiekunem"
Powinno być: "nie zniechęcam Autorki tematu do zostania opiekunem"
Przepraszam, za ewentualne błędy w tym poście.
Puchatek jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 10:34   #16
fraxinia
Junior Member
 
fraxinia's Avatar
 
Join Date: Apr 2011
Posts: 223
Default

Quote:
Originally Posted by Trustno1 View Post
Studiuję w Olsztynie,
Zapraszam na wspólny spacer z wilczakiem, który właśnie wkroczył w wiek młodzieńczego buntu
fraxinia jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 11:13   #17
Rybka
Member
 
Rybka's Avatar
 
Join Date: Feb 2008
Location: Stargard
Posts: 757
Default

Quote:
Originally Posted by Trustno1 View Post
Hej!



Jestem też za jasnymi zasadami w stadzie i nie interesuje mnie opcja władzy psa nade mną. Jestem raczej z natury dominująca, również wśród ludzi, konkretna i stanowcza. Nie mam problemów z utrzymywaniem zasad i rygorów. Pies w łóżku spać nie będzie nigdy Maślane oczy i wszelkie rodzaje pozorowanej śmierci głodowej nie działają na mnie przy stole. I tak dalej ;P


Trust
Uważam, że za dużo tu słów typu: "zasady", "władza", "dominacja", "rygor".
Trochę mnie ten akapit... zniesmaczył.
Wilczak jest psem- zgadzam się. Ale wydaje mi się, że dzięki jego niezależnej naturze we wspólnej relacji powinny znaleźć się: zaufanie, partnerstwo, otwarcie, konsekwencja.
__________________
Rybka jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 12:16   #18
Grin
Wilkokłak
 
Grin's Avatar
 
Join Date: Aug 2008
Location: Katowice
Posts: 2,220
Default

Quote:
Originally Posted by Rybka View Post
Uważam, że za dużo tu słów typu: "zasady", "władza", "dominacja", "rygor".
Trochę mnie ten akapit... zniesmaczył.
Wilczak jest psem- zgadzam się. Ale wydaje mi się, że dzięki jego niezależnej naturze we wspólnej relacji powinny znaleźć się: zaufanie, partnerstwo, otwarcie, konsekwencja.
Faktycznie, samej też mi się trochę dziwnie czyta fragment rozpatrujący ewentualną przyszłą relację z psem pod kątem władzy jego nade mną, bądź moją nad nim i nie wiem szczerze mówiąc, co ma do tego spanie lub nie psa w łóżku. Wg mnie to można rozpatrywać w kategoriach bardziej... higienicznych, jeśli już.
Grin jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 12:20   #19
Khan
Junior Member
 
Khan's Avatar
 
Join Date: Oct 2008
Location: Łódź
Posts: 149
Default

Quote:
Originally Posted by Trustno1 View Post
Hej!

Ja bym właściwie mogła i chciała się "podpiąć" pod pytanie Makoty, jako że jestem w podobnej sytuacji. Tzn. podobieństwo polega na tym, że jestem pod koniec studiów, że nie studiuję w rodzinnym mieście i że chcę mieć wilczaka od tak mniej więcej 11 lat. Do tej pory hamował te zapędy fakt posiadania jednego, dość sporego (troszkę większy pseudo-ON) psa, ale że miesiąc temu musiałam odprowadzić swoją 14-letnią Figę do Krainy Wiecznych Łowów, to... cóż, odczuwam głód psa.
Kilka słów o mnie i rys tego, co bym swojemu wilczakowi "zgotowała" - za 1,5 roku, jak dobrze pójdzie, uzyskam tytuł lekarza weterynarii. Studiuję w Olsztynie, jestem z Białegostoku, ale mieszkam w domu z ogrodem. Plan na życie? Praca w terenie, z bydłem, ok 90 km od domu, no i, z początku na pewno, trochę dojazdów, trochę mieszkania "raz tu, raz tam" (w sensie na wsi, gdzieś nad lecznicą, a raz - na razie - w rodzinnym domu), z dalszą perspektywą jakiegoś domu, bo blok odpada.
Więc już w przedbiegach nieregularny tryb życia, z pewnością zaburzony (przynajmniej czasem) rytm dnia i coś czego nienawidzę, a do czego od 4 lat jestem zmuszona - ciągłe podróże i "życie na walizkach" - choć nie jest to coś, co mnie kręci i ogólnie raczej wolę stabilne życie i stanowczo mnie nie nosi. Co nie oznacza, że nie spędzałam całych dni na rowerze, z psem u boku, bo spędzałam i bardzo mi tego brakuje, zwłaszcza, że przez ostatnie lata Figa z racji wieku już nie przejawiała do tego takiej ochoty, jak za młodu.

Na weterynarii nie jestem z przypadku. Przypadkiem do mojego domu 14 lat temu trafiła Figa, jako 2 miesięczny szczeniak, co spełnieniem było mych marzeń (wiecie, pies Cywil, Szarik, no i "O psie, który jeździł koleją") i impulsem, by na poważnie (jak na 10 letnie dziecko) zająć się kynologią. Rzuciłam się na głęboką, jak na tamte czasy, wodę fachowej literatury, Fishera "Okiem psa" cytowałam z pamięci, podobnie jak Desmonda Morrisa książki o behawioryzmie psów i wilków. Plus cała Londona i Curwooda wilczo-północno-romantyczna otoczka traperów i ich dzielnych, pół-dzikich psów.
Także klikerowe i "naturalne" metody wychowania miałam opanowane, gdy wszystkie szkoły w Białymstoku opierały tresurę psa na krzykach, szarpaninie i ogólnej przemocy.
Figa była psem dość trudnym, choć żyjącym całe życie na podwórku (poza ostatnimi 2 latami żywota, gdy była w domu cały czas). Przede wszystkim lękliwym, a przez to czasem agresywnym. Udało mi się jednak być dla niej osobnikiem alfa (na pograniczu z moim ojcem, który o rolę się nie starał a i tak ją miał :P) i w większości przypadków okazywała mi posłuszeństwo. Z pewnością nie ślepe i daleko jej było do ideału o jakim marzyłam, ale jak na wychowanie przez nastolatkę, przy jej trudnym charakterze i słabej socjalizacji (trochę za późno zaczętej i z błędami, jakich teraz bym była w stanie uniknąć), była psem ułożonym. Z pewnością bardziej, niż większość mieszkaniowych, kanapowych psów moich znajomych.
Ale że Figi już nie ma, czego wciąż nie jestem w stanie przyjąć bez ochoty na rozryczenie się, to czas iść naprzód. Bo psy uwielbiam ponad wszystko

Ogólnie psa mam zamiar kupić dla siebie, nie zrzucić go na głowę rodzicom (zresztą - wilczaka by się za bardzo nie dało, prawda?:P). Wyszło jak wyszło z tą wetą, że nie będę zajmować się zawodowo raczej (bo nigdy nie wiadomo na pewno) psami, a bydłem, co nie zmienia moich zainteresowań. Rower, narty biegowe, długie spacery, pływanie - to jest to, czy zajmuję wolny czas - bardzo chętnie z psem u boku. Mam też ciągoty do zabaw typu Obedience, choć oczywiście na Mistrzostwo Polski nie liczę z wilczakiem (wątpię też, bym miała czas na jeżdżenie po zawodach z jakimkolwiek psem), ale szkolenie było moim podstawowym "konikiem" i z pewnością nie zostawię psa samopas. Z drugiej jednak strony ślepe posłuszeństwo nie do końca mi odpowiada i dlatego zawsze dobrze widział mi się CzW obok mnie.

Jestem też za jasnymi zasadami w stadzie i nie interesuje mnie opcja władzy psa nade mną. Jestem raczej z natury dominująca, również wśród ludzi, konkretna i stanowcza. Nie mam problemów z utrzymywaniem zasad i rygorów. Pies w łóżku spać nie będzie nigdy Maślane oczy i wszelkie rodzaje pozorowanej śmierci głodowej nie działają na mnie przy stole. I tak dalej ;P

Pomyślałam sobie też, że jedyną szansą w ciągu najbliższych lat, na zsocjalizowanie psa, jest ostatni rok studiów. Potem, gdy przyjdzie praca, nie będę miała czasu na szczeniaka - bądź co bądź zawsze bardziej czasochłonnego niż dorosły pies. Także teraz (tzn. za rok) mogłabym zapewnić wilczakowi i tłumy, i inne zwierzęta, i życie w mieście, podróże pociągami czy samochodami, i - przede wszystkim - mój czas dla niego. Jednocześnie są i minusy - pies byłby z dala od domu i rodziców, gdzie w dalszej przyszłości by ze mną mieszkał (i liczyłabym, że jednak byłby w stanie z nimi czasem zostawać), no i problem z samotnością - dużo czasu dla psa to nie 24h/dobę, a nie zawsze mogłabym go brać na wydział (na część wykładów jednak można zabierać psy, więc na pewno bym to robiła).

Noo, rozgadałam się. Ogólnie jak tak Was czytam, to się zastanawiam co Wy za piekielne bestie trzymacie w domach, ale nie mogę powiedzieć, że nie mam dreszczyku na plecach i głosiku w głowie: "też tak chcesz!" ;P A serio - można liczyć na to, że wilczak może być kompanem lekarza terenowego? Na brak problemów się nie nastawiam, ale traktuję to raczej jako wyzwanie i odskocznię od codzienności, która mnie czeka.
I podstawowa rzecz, o czym nie mogę zapominać, bo raz że wciąż jestem na utrzymaniu rodziców, a dwa - planuję z nimi jakiś czas jeszcze mieszkać - czy da się to jakoś tak zorganizować, by wilczak nie zniszczył im życia ;P Oni lubią psy, ale z pewnością nie mają na ich punkcie fioła, więc nie zakładam, że będą ze stoickim spokojem znosić diabła wcielonego pod ich dachem.

Ach, jeszcze jedno. Koty. Jest opcja, żeby nie zjadł chociaż jednego, domowego? ;P


I pytanie do hodowców, gdyż od paru lat nie jestem w temacie, zresztą nigdy aż tak bardzo nie miałam potrzeby się interesowania tym - przy założeniu, że kupuję sukę - jak wygląda sprawa jej rozmnażania? Tzn. hodowca ma prawo żądać ode mnie, że będę ją rozmnażać? A co jeśli tego nie zrobię? Albo np. sukę poddam kastracji? Są tu jakieś zasady, czy to zależy od hodowcy?

z góry dzięki za odpowiedzi, przeczytanie mej przydługiej tyrady, no i przepraszam Makota Ciebie, jeśli masz coś przeciwko temu, żem się podpięła pod Twój wątek

pozdrowienia
Trust


To może lepszy byłby owczarek niemiecki. Chętnie się podporządkuje. Łóżko też nie będzie najważniejsze. Nie trzeba do niego naginać swoich planów życiowych. Można go będzie zostawiać z rodzicami, nie zdemoluje im domu. Poza tym wilczak do ideału nie będzie predystynował.
Khan jest offline   Reply With Quote
Old 26-10-2011, 12:28   #20
Khan
Junior Member
 
Khan's Avatar
 
Join Date: Oct 2008
Location: Łódź
Posts: 149
Default

Quote:
Originally Posted by Grin View Post
Faktycznie, samej też mi się trochę dziwnie czyta fragment rozpatrujący ewentualną przyszłą relację z psem pod kątem władzy jego nade mną, bądź moją nad nim i nie wiem szczerze mówiąc, co ma do tego spanie lub nie psa w łóżku. Wg mnie to można rozpatrywać w kategoriach bardziej... higienicznych, jeśli już.

W łóżku nie da się utrzymać dominacji nad psem. Trzeba wejść w relacje bardziej partnerskie. A to zdaje się stanowi problem.
Khan jest offline   Reply With Quote
Reply

Thread Tools
Display Modes

Posting Rules
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is On
Smilies are On
[IMG] code is On
HTML code is Off

Forum Jump


All times are GMT +2. The time now is 10:52.


Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
(c) Wolfdog.org