A więc kontynuujmy historię o moich wybrykach, które wyczyniałem w Chemitz u mojego nowego pana, zwanego także właścicielem!
Ponieważ nie jestem pisarzem, to część moich losów jako młodego psa zostanie opowiedziana jako pewne streszczenie!
W drodze do Chemitz na początku zwymiotowałem na płaszcz Pani, której oczywiście się to wcale nie spodobało. Większość czasu podczas jazdy samochodem jednak spałem, nic nie mogło wyprowadzić mnie z równowagi, już jako szczeniak miałem nerwy ze stali.
Gdy dojechaliśmy do mojego nowego domu, do mojej dyspozycji przekazano wielki ogrodzony plac, który najpierw musiałem zbadać. W zasadzie było tam bardzo ładnie, oczywiście mogłem wchodzić też do domu, gdzie spałem w nocy.
Jeszcze kilka słów o współlokatorach domu, poza Panią-Pana mieszkała tam jeszcze jego mama i 80-letnia babcia, oraz suczka owczarka niemieckiego, papużka cioci Pana - ale niezbyt długo ;-)), dwa koty i parka Chinchilli - śmieszne stworzenia - potem też przeze mnie zlikwidowane!!
Więc dobrze, mój plan dnia wyglądał następująco: na początku wylewne powitanie wszystkich dwunogich współmieszkańców, reszta albo uciekała albo została przede mną zabezpieczona! No cóż, byłem bardzo gwałtowny i pełen temperamentu, co z czasem jeszcze bardziej się wzmożyło. Z drugiej strony w zasadzie bardzo mi tam pobłażano! Suczka ONa czuła się przez większość czasu zdenerowana moją obecnością i chciała mieć spokój, co nie czyniło z niej towarzyszki zabaw.
A więc, rankiem szybko wybiegałem na dwór by załatwić swoje sprawy & równie szybko wbiegałem z powrotem by dorwać coś do jedzenia.
Niestety mój Pan kilka razy w tygodniu był przez cały dzień poza domem, tak więc wychowanie przypadło Pani. Była ona wprawdzie zawsze kochana i miła, ale nie umiała sobie ze mną poradzić. Rano po prostu zostawiano mnie na wybiegu i byłem pozostawiona sam sobie. No cóż, to też obojętne, mogłem także tam zmusić coś do ruchu, polować na koty, kopać doły, przesadzać ogródek, itd.
Ale teraz zaczynając od początku o moich wybrykach:
Gdy miałem 10 tygodni załatwiłem papużkę cioci. Biedny ptak nie potrafił latać i prawdopodobnie umarł na zawał serca! W Sylwestra 1999 zgarnąłem całe jedzenie ze stołu, równo rozłożyłem je na podłodze i zjadłem. Piękny bajzel! Jedzenie musiało być zawsze trzymane w zamknięciu lub na górze, na lodówce!
Plastikowe sanki siostrzeńca Pana rozwaliłem aż do połowy i zjadłem. Jakiś czas później wyszły drugą stroną!
W wieku dwóch i pół miesiąca upolowałem Chinchille, potem w gabinecie lekarskim, do którego od czasu do czasu byłem zabierany, wspiąłem się na stół, zjadłem paczkę zielonej herbaty i kilka razy opróżniłem kosz na śmieci!
W wieku 5 miesięcy przegryzłem drut napinający siatkę & sprułem, a następnie doprowadziłem do białej gorączki sąsiadów!
W domku zerwałem i rozwaliłem rurę kanalizacyjną i rynnę. Wymontowałem szczebelki od bramy i sprułem!
W wieku 6 miesięcy rozwaliłem 3 worki cementu & 4 worki ziemi, które dokładnie wymieszałem i częściowo zjadłem. Miałem potem ostre rozwolnienie!
W wieku 7 miesięcy byłem na koncercie Open Air, ukradłem z grila jedzenie obcych ludzi - pychota ;<))). Potem wypiłem 1 litr wiedeńskiej kawy, oraz piwo i wódkę, z przeciętnym wynikiem, o rany, ale było mi niedobrze!! W ogrodzie zjadałem warzywa i owoce z drzew i krzewów!
W wieku 8 miesięcy rozłożyłem na części wnętrze samochodu: rozerwałem tylne siedzenia i tapicerkę. Pasy bezpieczeństwa przegryzłem w dwóch miejscach, a hamulec ręczny użyłem jako kość do obgryzania!
Przegryzłem Panu podczas koszenia trawy kabel od kosiarki :-<(((
Poza tym często przewracałem babcie i podgryzałem ją po rękach! Pan mówił potem do mojego hodowcy; no tak, z małymi mlecznymi ząbkami dało się jeszcze jakoś wytrzymać, ale z tym pełnym uzębieniem jest to już dla babci bardzo bolesne!!!!
No dobrze, byłem właśnie często przemotywowany i nie wybiegany. Goście byli za pierwszym razem gnębieni, ale zawsze byłem bardzo przyjacielski do wszystkich ludzi, pomijając to ciągłe skakanie i chwytanie za ręce.
Wziąłem udział w szkoleniu dla psów, które zaliczyłem bez problemu.
Ale z powodu mojej dzikości i dodatkowo mocnej dominacji i prób przejęcie dowodzenia w stadzie, mój Pan ostatecznie zdecydował się na oddanie mnie hodowcy, co właśnie się wydarzyło!! (Tak było najlepiej dla babci).
Co mnie tam oczekiwało i jak się to dalej rozwijało.........
Kontynuacja w trzeciej części......
Chiko (Niemcy)
|