Nadějkov - obecnie wymarzone miejsce i baza VAMA Tremp Vency Zeiska, witał w dniach 20.-22.06.2003 1. weekendowe spotkanie czechosłowackich wilczaków. Tym razem spotkanie było organizowane we współpracy Klubu Hodowców Czechosłowackiego Wilczaka w CZ i International Wolfdog Sport Club. Po czterech tygodniach tropikalnych upałów doczekaliśmy się, jak na zamówienie, przyjemnego lekkiego ochłodzenia (w nocy chwilami aż zbyt dużego :o) ).
Większość uczestników zaczęła się zjeżdżać na teren letniego obozu już w piątek wieczorem. Niestety, tak jak to już sie stało tradycją na podobnych akcjach, niektórzy czasem kluczowi uczestnicy w ostatniej chwili nie mogli przyjechać i dlatego trzeba było trochę improwizować. W piątek wieczorem nie przygotowano jeszcze żadnego programu, ale po umówieniu się z obecnym pozorantem niektórzy niecierpliwi zaraz szli na obronę. Wieczór przebiegał potem według znanego nadějkowskiego scenariusza - kolacja i wspólna zabawa, dla niektórych aż do białego rana.
Ze względu na przyjemną sobotnią pogodę i na brak 2 szkoleniowców i 1 pozoranta, trochę przerobiliśmy całodzienny program. Najpierw po śniadaniu szło się na tropienie. Uczestnicy podzielili się na 2 grupy. Początkujących wziął pod komando Václav Zeisek, a zaawansowanych Helena Hubáčková, która niezaplanowanie podjęła się funkcji głównego szkoleniowca. U początkujących więcej się tłumaczyło i pokazywało, niż rzeczywiście tropiło, ale właśnie tego przewodnicy i ich czworonogi potrzebowali. W drugiej grupie niektórzy pokazali lepsze, niektórzy gorsze wykonanie. Bardzo przyjemnie zaskoczyła jednak Carey Šedý chlup, po której było widać, co może zaprezentować 7 miesięczne szczenię, gdy szkolenie zacznie się od najmłodszego wieku (Carey rozpoczęła zabawowe tropienie już w wieku 2 miesięcy).
Po tropieniu i krótkim odświeżeniu przyszedł czas na wspólne obrony. Pozoranci, psy i przewodnicy dawali z siebie wszystko. Obiektywnie trzeba powiedzieć, że poza kilkoma dorosłymi i doświadczonymi osobnikami (Asterix Eden severu, Kelt z Molu Es) nie było tu żadnego wielkiego zaskoczenia. Objawił się wyraźny talent Aresa Stín vlka, który przejawiał duże zainteresowanie pokazaną szmatką i wałkiem, a pozoranta brał jedynie za "wieszak dla jego nagrody". I niektóre inne szczeniaki wykazywały zainteresowanie szmatką i wałkiem i pewnie, gdyby właściciele regularnie trenowali, miałyby szansę na lepsze osiągnięcia. Po wspólnych obronach pozoranci zebrali poszczególnych zainteresowanych indywidualnym szkoleniem.
Po obiedzie i krótkiej południowej przerwie rozpoczęło się posłuszeństwo. Ta część była najsłabszym miejscem całego weekendu. Brakujący szkoleniowcy wyraźnie wpłynęli na możliwość ćwiczenia i trzeba powiedzieć, że i my, jako organizatorzy mogliśmy jeszcze bardziej improwizować i program bardziej poprawić. Niestety stało się to już tylko nauczką na przyszłość. Szkolenie posłuszeństwa odbyło się nie tak jak zamierzaliśmy w 3-4 osobowych grupach, ale ponownie jedynie w grupie początkującej i zaawansowanej, z tymi samymi szkoleniowcami, co przy tropieniu. Niestety zaawansowani zauważyli złą organizację i po krótkim szkoleniu rozproszyli się ze swoimi czworonogami na spacery. Gdy skończyło się szkolenie posłuszeństwa początkujacych, każdy miał możliwość indywidualnego szkolenia z Heleną. Niestety zbytnio to przewodników nie zmęczyło.
Potem przyszedł czas na urozmaicenie pierwszego dnia - coursing. Zbudowano krótką, około 200-250 m trasę, gdzie każdy mógł spróbować tej dyscypliny sportu. Pokaz wykonał dwukrotny mistrz republiki Hoky z Molu Es :o) i otrzymał zasłużone oklaski. Biegali prawie wszyscy, łącznie z uczestnikami innych ras. Najmniejszym zawodnikiem była jamniczka Niky!
Po coursingu i ponownej przerwie na posiłek aż do wieczora trwały indywidualne szkolenia obrony. Obaj pozoranci - Jiří Haleš i Petr Vítovec - zaoferowali uczestnikom konsultacje i szkolenie według ich życzenia. Po kolacji ponownie wspólny wieczorek, nawet jeśli nie tak burzliwy, jak poprzedni :o).
W niedzielę rano dla niektórych zainteresowanych odbyły się indywidualne obrony, a potem oczekiwane zawody na najzręczniejszego psa i przewodnika, które były otoczone tejemnicą, ponieważ do ostatniej chwili nikt ze startujących nie wiedział, jakie dyscypliny przygotowała główna organizatorka Michaela Pokorná. I tutaj trzeba było trochę improwizować, ponieważ inaczej wyglądają dyscypliny na papierze i w wyobraźni, a inaczej w praktyce. Zawody nie miały za cel mierzyć sił w wyszkoleniu, ale przede wszystkim pokazać zachowanie się psów i ich opaniowanie w niezwykłych sytuacjach (nawet jeśli wyszkolone psy miały w niektórych dyscyplinach przewagę). Tak więc jak w końcu rywalizowaliśmy?
|



|
Pierwsza dyscyplina została nazwana "Nie upijaj, nie rozlewaj". Przewodnik z dziurawym kieliszkiem pełnym wody musiał z psem przeskoczyć przeszkodę, zaprezentować komendy "siad" i "waruj" (siadać i leżeć musiał także przewodnik) i dobiec z powrotem. Tutaj mierzono mu ubytek wody w kieliszku i według tego przydzielano punkty. Dla dosyć dużej ilości psów, nawet tych wyszkolonych, problem stanowiło siadanie i kładzenie się, gdy przewodnik siadał i kładł się z nimi. Były z tego powodu trochę zagubione. Ale chodzi przecież o rzeczywiste posłuszeństwo psa i musi być mu obojętne, w jakiej pozycji znajduje się przewodnik. Pies miałby słuchać zawsze.
Druga dyscyplina "co rozumie pies, rozumie i przewodnik" była na pierwszy rzut oka bardzo łatwa. Czołganie się pod siatką, umieszczona około 60 cm nad ziemią i o długości około 6 m. Za dotyk były odejmowane punkty. W tej dyscyplinie miały wygodę nasi goście z małymi rasami. Cocker spaniel, jamnik i staffik pod siecią teoretycznie nie musiały się nawet czołgać :o). W końcu jedynym psem, który cała trasę rzeczywiście się przeczołgał, był właśnie staffordshire bullterrier.
Trzecia dyscyplina - "Jajko Kolumba" polegała na zaliczeniu biegu z jajkiem na łyżeczce. Czas nie grał roli. Psy były prowadzone na krótkiej smyczy. Zaawansowani musieli mieć smycz w tej samej ręce, w której trzymali łyżkę. Początkujący w drugiej ręce. Za dotknięcie smyczy drugą ręką lub korygowanie psa odciągano punkty. Gdy jajko spadło na ziemię dyscyplina anulowano. Ogromnego pecha miał tutaj najmłodszy uczestnik zawodów, 10-letni Jan Otýs, który odważnie wystąpił z rottweilerem Nerem, który sięgał mu aż ponad pas. Całą trasę przeszedł bez większych problemów, a jajko spadło mu dopiero kilka metrów przed celem.
Po obiedzie uczestnicy przystąpili do dyscypliny "Kto nie skacze, te nie Czech". Szło o przeskakiwanie żywych przeszkód. Początkujący przeskakiwali trzech leżących pomocników, zaawansowani pomocników klęczących. I tutaj było widać dobre wykonania, ale były i takie psy, które najzwyczajniej strajkowały.
Kolejna dyscyplina dostała nazwę "Gdzie jest nas więcej". Pies musiał wsiąść do taczki. Właściciel przewoził go po około 15 metrowej trasie. Pies wyskakiwał, przewodnik brał go na ręce i przenosił z powrotem. Wiele psów miało problemy już ze wsiadaniem do taczki, a jeszcze więcej miało tendencje do wyskakiwania, gdy wozek ruszał. Ale i tutaj większość psów trasę zaliczyła.
Przedostatnią dyscypliną były "Muszelki". Przed psem leżały na ziemi trzy kubki, a pod jednym z nich schowany był kawałek parówki. Pies miał znaleźć parówkę, a za każdy niepoprawnie przewrócony kubek dostawał punkty karne. Ta dyscyplina okazała się dla organizatorów najbardziej problematyczna. Ale mamy już pomysł, jak ją polepszyć następnym razem.
Potem już przyszła końcowa dyscyplina "Pełno wody". Pies wsiadał do łódki, a gdy ta odpłynęła z nim kilka metrów od brzegu, właściciel wołał psa do siebie. Niektóre psy miały problemy wogóle wsiąść do łódki, a wiele z nich nie chciało wskoczyć do wody. W sumie jednak około 75% starujących zaliczyło konkurencję. |



|
Nastąpiło podliczanie punktów i ogłoszenie wyników. Zwyciężcą kategorii zaawansowanych została kundelka Sára. Zwyciężcą kategorii początkujących została Aset Voodoo Wolf z Peronówki.
Mimo wielu problemów i improwizacji myślę, że spotkanie było z pożytkiem dla większości uczestników. Przez cały weekend pokazało się w sumie 30 CzW (niektóre przyjechały tylko na sobotę, niektóre tylko na niedzielę) łącznie z psami z Niemiec i Austrii, a jako goście przybyło i 7 psów innych ras. W zawodach brało udział w sumie 21 psów.
Na koniec trzeba nam podziękować wszystkim uczestnikom za bardzo przyjemną atmosferę i przede wszystkim tym, którzy pomogli nam z organizacją, szkoleniem i przeprowadzeniem poszczególnych punktów programu. Mianowicie całej ekipie obozu VAMA TREMP, Helče Hubáčkové i Vencovi Zeiskovi za prowadzenie szkolenia, Jikovi Halešovi i Petrovi Vítovcovi za pracę pozoranta i MVDr. Vlaďce Brožkové za nadzór waterynaryjny.
Jestem pewien, że podobe spotkania i współpraca klubu hodowców i klubu szkoleniowego czechosłowackich wilczaków będzie się rozwijała i że w przyszłości będzie się nas spotykało coraz więcej.
Wilczakom, ich wspaniałym właścicielom i przyjaciołom "DO ZOBACZENIA"
Pavel (Czechy)
I słowo szkoleniowca...
Do Nadějkova jechałam jako pomocna ręka, ale zrządzenie losu "wywyższyło" mnie na głównego szkoleniowca. W praktyce oznaczało to, że w niektórych momentach próbowałam się sklonować, abym mogła się wszystkim zająć z taką chęcią, że pod koniec soboty całkiem straciłam głos. Nie na darmo. Same wspomnienie wyrazu twarzy słuchających przewodników w tym mnie utwierdza. Na ćwiczenie śladów mieliśmy do dyspozycji piękną łąkę, tak więc mieliśmy wszyscy prawie idealne warunki, włącznie z pogoda, która była więcej niż przyjazna. Jeśli chodzi o posłuszeństwo, to tam najlepiej ćwiczyło się mi z grupą początkujących, która była tylko trzyczłonkowa, co jest wprost idealną liczbą. Ze średnio zaawansowanymi (6 przewodników) "manewrowanie" po placu szkoleniowym było już troszkę bardziej skomplikowane, ale trochę więcej osiągnęliśmy. Dodatkowo w osobie Pavla Hanušky miałam symultanicznego tłumacza, co było już całkiem oryginalne (takiego szkolenia zdecydowanie jeszcze nigdy nie prowadziłam). Całe to weekendowego spotkanie zostawiło we mnie miłe wrażenie, że "czeweczkarze" interesują się szkoleniem i nie pozostaje mi nic innego, aby życzyć im, aby w tym jak najdłużej wytrwali.
Helena (Czechy)
Spotkanie sponsorowali:
Karel Štochl - 50 kg parówek dla psów (niektóre w niedzielę nie chciały wziąć nawet kiełbasy :o) )
625. ZKO Plzeň - nagrody dla zwyciężców zawodów
Ivana i Marek Fadrný - jajka potrzebne w jednej z dyscyplin
IWSC - nagrody dla zwyciężców i upominki dla uczestników
|