Twoje konto :: Baza danych :: Forum :: Dodaj artykuł :: Top 10 17 Maj 2008 - 15:13
 
Languages

English
Deutsch
Nederlands
Francese
Polski
Slovensky
Cesky
Russkij
Lietuviu
Italiano

Rasa
- Historia rasy
- Charakterystyka
- Wzorzec
- Komentarz
- Książki

Artykuły
- FAQ
- Rasa
- Hodowla
- Bonitacje
- Spotkania
- Wystawy
- Zdrowie
- Sport
- Szkolenie
- Wychowanie
- Inne...
- Opowiadania
- Wilki
- Wasze komentarze

Galeria
- Dodaj zdjęcie
- Cała galeria
- Wilczaki
- Wystawy
- Spotkania
- Bonitacje
- Sport
- Szkolenie
- Praca
- Hodowle
- TV i reklama
- Znane miejsca
- Sztuka
- Wilki
- Filmy

Hodowla
- Spis hodowców
- Wyniki bonitacji
- Planowane mioty
- Dorosłe psy
- Reproduktory
- Regulaminy

Baza danych
- Wejście
- Dodaj psa
- Dodaj właściciela
- Dodaj hodowcę
- Statystyki

Wystawy
- Sukcesy
- Wyniki

Szkolenie
- Regulaminy
- Psy z certyfikatami

Internet
- Forum dyskusyjne
- Download
- Linki
- Darmowe strony
- Kontakt

Weekend z CzW - Nadějkov (CZ) 29.-30.05.2004
Autor: Helena, Tłumaczenie: Margo (07 Lip 2004 - 00:37)
Spotkania Słowo szkoleniowca
Jeszcze nie minął nawet cały rok, a my ponownie spotkaliśmy się w Nadějkově, abyśmy przeżyli szkoleniowy weekend. Poza klasycznym szkoleniem czekał nas jeszcze interesujący gość - Rudolf Desenský. W piątkowy wieczór była tradycyjna balanga, więc spać szło się dobrze po północy. Jednak porannej zbiórki nikt nie opuścił. Przewodnicy podzielili się na trzy grupy - początkujących, średnio zaawansowanych i zaawansowanych. A o 9 udaliśmy się na posłuszeństwo.

Ze swoją grupą średnio zaawansowanych ćwiczyliśmy dwójkami podobnie jek to się odbywa na egzaminach. Miało to przede wszystkim tą zalete, że każdemu przewodnikowi mogłam poświęcić uwagę indywidualnie i dokładnie z nim omówić błędy i niedostatki. Efekt takiego sposobu ćwiczenia był spory, ponieważ już w trakcie poszczególnych posłuszeństw nastąpiło widoczne polepszenie współpracy przewodnik - pies.

Od 11 czekała nas obrona w postaci klasycznego kręgu. Każda drużyna brała udział osobno, więc trzech pozorantów mogło lepiej podzielić ilość psów w kołach. Nastąpiła przerwa na obiadek, którą Jirka Matějka jedynie smutno przesiedział nad pustym tależem, ponieważ czekała na niego dalsza runda obrony, tym razem rewiry i obrona indywidualna. Po obronach wszyscy uczestnicy zeszli się i omówili najczęstsze błędy i problemy przy szkoleniu. Do debaty włączył się także Rudolf Desenský, który na koniec odpowiadał także na pytania indywidualne. Od siebie muszę powiedzieć, że na mnie zrobił dobre wrażenie.

Dyskusja skończyła się i już czekały nas wszystkich zawody. Dla zaawansowanych obejmowały podstawy posłuszeństwa i obrony, dla początkujących jedynie posłuszeństwo i niektóre podstawowe umiejętności psa reagowania na dziwne sytuacje (przechodzenie przez grupę ludzi, dziwny dźwięk, przenoszenie). Wszystko przebiegało żwawo i szybko, co było rzeczywiście atrakcyjne tak dla zawodników, jak i widzów. W obu kategoriach trzy pierwsze miejsca dostały piękne nagrody, a wszyscy uczestnicy drobnostki za staranie.

A jeśli ma się weekend szkoleniowy, to trzeba go użyć maksymalnie, tak więc wieczorem przyszła kolej na likwidacje zamieszek w lokalach, a jako bonus nocne obrony. Czasem kończono koło 10 wieczorem, dlatego nie dziwi, że po wyczerpującym dniu większość przewodników poszła spać.

Niedziela wzeszła nam słonecznym dniem, który rozpoczęliśmy tropieniem. Z grupą początkujących i średnio zaawansowanych przerobiliśmy podstawy pracy na śladzie i potem jeszcze zrobiliśmy krótkie ślady z przedniotem przewodnika (najlepiej klucze i podobne), które wypracowywali przewodnicy sami bez psów. Celem była orientacja w terenie i zapamiętywanie przebiegu śladu. A ponieważ pojeliśmy wszystko dosyć szybko (a psy także w tym czasie odpoczęły), udało się jeszcze przed obiadem zrobić krótkie posłuszeństwo w grupie. Zakończenie programu szkoleniowego ponownie należało do obron, najpierw w kręgu, potem indywidualnie, a na całkowitym końcu psy wydrażniono w tzw. uliczce. Weekend szkoleniowy się skończył, uczestnicy stopniowo rozjeżdżali się do domów, a nam nie pozostaje nic innego niż życzyć sobie, aby to kolejne nadějkowskie spotkanie było jeszcze odrobinę bardziej udane, niż to poprzednie.

Helena (Czechy)



Gdy nasz szkoleniowiec Jirka Matějka zapytał się mnie, czy jadę do Nadějkova, wcale nie wiedziałam, że jakiś Nadějkov egzystuje. Na wstępie spytałam się, nie gdzie to jest, ale co tam się będzie dziać. "No przecież Pavel ponownie organizuje tam spotkanie w wilczakami!" powiedział Jirka. Takiej propozycji nie mogłam nic innego jak przytaknąć. Brałam już udział w kilku spotkaniach z CzW, a zawsze było warto. Bezbłędna grupa ludzi i świetne szkolenie.

Po małym błądzeniu w piątek dotarłam do Nadějkova dopiero na wieczór. Zabawa była już w pełni, ale dosyć szybko poszłam spać, bo wiedziałam, że sobota jest zawsze dosyć ciężka. Zbytnio się jednak nie wyspałam. Nocna temperatura przypomniała mi, że lato jeszcze stale nie przebiło się w pełni...

W sobotę rano zbiórka była o 9:00, ze sławnym wciągnięciem flagi na maszt. Uczestnicy podzielili się na drużyny i wyruszono. Nasza grupa pod dowodzeniem Jirky Matějky zaczęła posłuszeństwo pod okiem etologa Rudolfa Desenského. Z Jirką zaraz konsultowali i poprawiali nasze błędy przy szkoleniu. Potem odbyło się szkolenie rewirowania nie tyle psów, co przewodników. Każdy przewodnik wysyłał psa na rewirowanie w kagańcu i wykonywał przeszukanie z obroną. W większości przypadków się tutaj mylimy, jaki komendy następują po sobie i jak robi się poprawnie przeszukanie. Potem poszczególne grupy przystąpiły do krótkiej obrony w kręgu. Słoneczko już pięknie grzało i byliśmy już głodni. Po obiedzie nastąpiła druga część obrony - indywiadualna. Jedynie szczeniaki nie następowały po sobie, ale grupowo. Było gorąco, psom zrobiliśmy krótką przerwe i był to czas na pytania do R. Desenského. Ten nam przypomniał, jakie błędy popełniamy, powiedział nam trochę o psychice psa, o możliwych sposobach wpływania na niego przez przewodnika, itp. W tym czasie organizatorzy przygotowali zawody, które zaczęły się na wieczór. Psy zostały rozdzielone do dwóch grup na początkujących i zaawansowanych. W każdej kategorii startowało 15 uczestników.

Po kolacji i ogłoszeniu wyników zawodów przyszedł czas na praktyczne szkolenie TARTowe, na które najbardziej się cieszyłam. Ataki w głośnych pomieszczeniach pełnych ludzi, najpierw na pozoranta z rękawem, a potem pozoranta w kostiumie do ringu. Wszystkie wybrane psy opanowały dobrze to ćwiczenie. Po atakach w pomieszczeniach pierwszy raz spróbowałam zatrzymania w nocy. Wyczerpujący dzień kończył się więc dopiero w pół do jedenastej. Byłam zmęczona pewnie bardziej niż mój pies. Takich osób było więcej, dlatego miejsca w kantynie szybko opustoszały.

Niedzielne przedpołudnie poświęcono szkoleniu tropienia, gdzie każdemu objaśniano błędy praktycznie zaraz na śladzie. Było to dla mnie bardzo cenne, ponieważ na tak szczegółowe omówienie metodyki szkolenia w większości nie ma na codzień czasu na placu szkoleniowym. Po tropieniu odbyły się rewiry z chwytem na ulubiony wałek. Jirka dokładnie nam wyjaśnił, jak mamy postępować, jak zainteresować psa i jak zwiększyć jego szybkość przy obieganiu zasłon i osiągnąć prawie 100% skuteczność wykonania ćwiczenia. Po obiedzie ponownie była obrona w kręgu. Było bardzo miło widzieć, jak od soboty niektóre psy wyraźnie się polepszyły i przejawiały duże zainteresowanie pozorantem. Mój pies spróbował zatrzamania pozoranta z dwoma rękawami i ich stopniową zmianą. Na koniec obron była uliczka, gdzie udział wzięły wszystkie psy bez podziału.

I to był koniec naszego spotkania szkoleniowego. Szkoda jedynie, że trwało to tak krótko, bo psy mogłyby się polepszyć z dnia na dzień. Zwłaszcza po tych młodych było najbardziej widać, że zrobiły kawał pracy. I ja jestem zadowolona, ponieważ mój pies należy jeszcze do kategorii tych młodszych (NO 17 miesięcy), a ataków w pomieszczeniach nie da się tak po prostu gdzieś wypróbować, a i zatrzymanie w nocy było dla niej całkiem nowe. Szkolenie było bardzo pomocne, ale chciałoby się być tam co najmniej tydzień. Piękny teren, użyteczne szkolenie, wspaniali ludzie i psy - dla mnie super weekend. Wiem, że przyszłym razem znowu na pewno pojadę.

Olga Čutková (SKS TART Lišov) (Czechy)



W piątek dotarliśmy do Nadějkova dopiero wieczorem. Na miejscu była już większość psów. Wspólny spacer przebiegł bez komplikacji i psy świetnie się bawiły. Po piątkowej zimnej nocy czekalo na nas słoneczne i ciepłe rano. Śniadanie było podawane prawie w angielskim stylu. Po śniadaniu wszyscy zeszli się na wstępne zapoznanie z programem. Przedstawili się nam wszyscy organizatorzy, szkoleniowcy i pozoranci. Nastąpiło rozdzielenie do drużyn według możliwości psów, a na koniec wciągnięto także na maszt flagę państwową. Potem udaliśmy się na szkolenie. Naszą drużyne prowadziła Helena Hubáčková i muszę jej za to bardzo podziękować. Myślę, że szkolenie indywidualne było doskonałe. Ważnymi radami pomogła każdemu. Po obiedzie czekała nas obrona. Po obronie zawody. Ponownie psy rozdzieliły się na dwie grupy. Szczenięta i początkujący oraz zaawansowani. Temperament przewodników często przerastał psy. Każdy uczestnik zawodów dostał nie tylko dyplom, ale także smakołyki dla swojego milusińskiego. Perełką dnia były ataki w pomieszczeniu. Psy wykonały dobrą prace, a pozorant świetnie grał huligana.

Po słonecznym dniu czekała na nas ponownie zimna noc i słoneczny poranek. Śniadanie w angielskim stylu i hura do pracy. Zaczęliśmy nauką tropienia. Wszyscy przewodnicy pięknie tropili, ale bez psów. Było widać, że także potrafią węszyć. Po obiedzie czekała na nas jeszcze jedna obrona i na zakończenie uliczka. Było to prawdziwe zakończenie dla naszych czworonogów.

Podsumowanie: Szkoda tego, kto nie przyjechał, bo wiele stracił. Wszyscy szkoleniowcy i pozoranci zaprezentowali super prace. Jedzenie było wyśmienite, a atmosfera wspaniała. Hasłem weekendu było Vencowe: "A to jeszcze nic, to ja..."

Eva (Czechy)



Dopiero drugi raz wzięłam udział w weekendowym spotkaniu psiarzy i ponownie byłam zachwycona. Tak programem spotkania, jak i pięknym terenem obozu VAMA Tremp w Nadějkově. Szkoleniowcem nasze drużyny był Jirka Matějka i ponownie dał nam porządnie "w kość". Osobiście nie jestem typem sportowca i chwilowo cierpiałam jak diabli, ale mój wilczuch był w swoim żywiole i to jest głównym powodem, dlaczego jeżdżę na podobne akcje. Gościem spotkania był Rudolf Desenský, który już wcześniej bardzo mi pomógł z rozwiązaniem niektórych problemów, które miałam ze swoim psem. Wszystkie jego rady przy szkoleniu świetnie sprawdziły się w praktyce. Chciałabym mu za to jeszcze raz podziękować. Nieciekawą sytuacje mieli 3 pozoranci, którzy w obronnych ubraniach spędzili z naszymi psami cały dzień. A że się ich zjechało. Szacuje, że było ich ponad 40 (uw.wolfdoga: w sumie w spotkaniu wzięło udział 46 psów z tego 35 CzW). Ze względu na upał i dużą ilość psów musiało być to dla nich na prawdę ciężkie. W niedzielę po południu ja i moje psy odjeżdżaliśmy przyjemnie zmęczeni do domu. Żałuję jedynie tego, że weekend ma jedynie 2 dni, a chętnie spędziłabym z podobną grupą ludzi i ich psów także dłuższy czas.

Markéta (Czechy)



 
Powiązane odysłacze
· Więcej o Spotkania
· Artykuły użytkownika Helena


Najczęściej czytany artykuł w Spotkania:
Obóz szkoleniowy w Lazne Belohrad 25.07-07.08.2004 (CZ)



Copyright by wolfdog.org. Hosted by Cyberdusk.pl
Page created in 0.077902 seconds.