Jeśli chcielibyśmy rozdzielić psy pod względem ich zdolności do aportowania, to powstaną nam dwie podstawowe grupy - urodzone aportery i ci drudzy. Posiadanie urodzonego aportera jest marzeniem każdego psiarza zajmującego się jakimkolwiek sportem, bowiem urodzony aporter za nagrodę - aport zrobi nam naprawdę w zasadzie wszystko (border colie z godną podziwu brawurą i szybkością pokonywujący tor agility czy pies ratowniczy nieskończenie długo tropiący w ruinach).
My, którzy mamy psy z tej drugiej grupy, nie tylko nie możemy za pomocą aportu nakłonić psa do godnych pozazdroszczenia osiągnięć, ale często musimy go jeszcze tego aportowania uczyć. A teraz nie powiem Wam pewnie nic nowego, gdy zdradze Wam, że czechosłowackie wilczaki należą do "tych drugich".
Co prawda na tegorocznym obozie letnim widziałam trzy młode suczki, które bez przesady można było nazwać aporterkami, nawet jeśli do tego pełnego zapału aportowania im jeszcze trochę brakowało, ale i tak dobrze by było, gdyby z czasem w rasie się ta cecha rozszerzyła. Byłby to ogromny sukces i doskonała baza do szkolenia. Ale wychodzimy z tego, że większość wilczaków jest chętna pobawić się aportem, ale jedynie w sposób ograniczony i tylko we chwilach, gdy mają na to ochote. Zdanie właściciela jest tu zwykle bez znaczenia. Mimo tego za pomocą umierunkowanego wychowania i z odpowiednim przygotowaniem to zainteresowanie aportem daje się bardzo podwyższyć.
Helena (Czechy)
|