To nie ma sensu.
Dziś rano byłem świadkiem dosyć częstej scenki. Pani w średnim wieku spacerowała z niemieckim owczarkiem, wcale nie ze szczeniakiem, wygłądał także na psa w średnim wieku. W jednej ręce smycz, uważnie obserwowała otoczenie i gdy doszła do wniosku, że pies zbytnio się oddalił, zawołała do niego milutkim głosem: "Arnie, choć do pani, Arnie do mnie!" Było widać, że nie oczekuje żadnej reakcji, w czym utwierdziła się przy spojrzeniu na stale spokojnie wąchające coś zwierzę. Powtórzyła znacznie głośniej: "Arnie, chodź tu" "Arnie, nie udawaj, że nie słyszysz." "Arnie...". Jej głos stale się podnosił, tak samo jak hałaśliwość, i choć zaczęli się za nią oglądać niektórzy przechodnie, Arnie dalej spokojnie sobie wąchał, mimo, że był oddalony od niej jedynie o kilka metrów. Dopiero, gdy kobieta prawie wpadła w histerię, uznał, że już czas aby szybko do niej wrócić, podniósł głowę i przybiegł. Pani zapięła go na smycz ze słowami "A widzisz, jak chcesz, to potrafisz" i wyrazem "następnym razem go raczej nie puszczę" i odmaszerowała ze sceny.
Jestem pewien, że się śmiejecie i w głowach migają Wam znane regułki typu "komenda ma być wyraźna", "przy przywołaniu używamy wyrazów do mnie lub noga".... Nie, w rzeczywistości nie zamierzam ich opisywać, celem scenki jest bardziej interesujący aspekt.
Wyobraźcie sobie dziecko, które regularnie chodzi do lodówki podkradać tort urodzinowy. Za każdym razem, gdy zje jedynie mały kawałeczek, kradzież uchodzi mu na sucho. Dopiero gdy zje cały kawał, spotyka go kara. Jak szybko nauczy się kraść jedynie małe kawałeczki? Możecie być pewni, że Wasz pies takich rzeczy uczy się jeszcze szybciej.
Wy jesteście tymi, którzy wyznaczają miarę. Jak psa nauczycie, takiego go macie. Ustawcie sobie zasadę "maksymalnie dwie komendy". Jedną komendę wymówcie normalnym, spokojnym głosem, ze słówkiem na początku, którym psu wskarzecie, że mówicie do niego: "Arnie, do nogi". Jeśli nie posłucha w mgnieniu oka powtórzcie z naciskiem, nie podnosząc głosu, a jedynie dodając mu sytości "ARNIE, DO NOGI." Jeśli nie posłucha też drugi raz, zaraz musi nastąpić kara. U mnie sprawdziło się rzucenie smyczą czy innym miękkim przedmiotem, dobre są także klucze, które z hałasem przelatują psu nad głową.
Istnieje pewna wschodnia filozofia, która twierdzi, że jeśli człowiek jest o czymś najzwyczajniej przekonany, tak się stanie. Nie jestem pewien, czy obecnie się sprawdza, w tym wypadku sprawdza się jednak na pewno. Pies pozna zdecydowanie z Waszego głosu, z Waszej gestykulacji, ze sposobu w jaki idziecie. Nie czekajcie, aż się zdenerwujecie, bo przecież nie po to kupowaliście psa. Wymagajcie czegoś od niego. Jeśli dajecie komendę oczekując, że nie posłucha, możecie być pewni, że tego nie zrobi. Po co miałby słuchać słow łopoczących na wietrze?
Jeśli delikwent do Was wróci, napnijcie mięśnie, zaciśnijcie ręce w pięści. Musi w Was wyczytać rozgryczenie tą zuchwałością (ale w żadnym wypadku nerwowość czy histerię). Obserwujcie go wnikliwymi oczami. Zachowujcie się spokojnie i pewnie siebie. Nie denwerwujcie się na niego, nie machajcie żywo rękami, zdecydowanie go nie bijcie (przecież jednak przyszedł). Dajcie go do nogi, każcie mu się położyć, usiąść i wstać. Po każdym poprawnym wykonaniu ćwiczenia pochwalcie go krótko, ale w żadnym wypadku czule. Raźno pomaszerujcie, a po kilkadziesięciu metrach ponownie puście go wolno. Wróćcie po klucze i bądźcie przygotowani na kolejną próbę...
W każdym razie nie krzyczcie na swojego psa. To nie ma sensu.
Shaman (Czechy)
|