Nie kupiliśmy naszego czechosłowackiego wilczaka od żadnego hodowcy. Nasza psina nigdy nie występowała na wystawach, mało tego – przez 10 lat nie wiedzieliśmy nawet, że prawdopodobnie jest rasowa! Mimo to, zawsze czuliśmy, że jest niezwykła, że nie jest typowym psem i wydawało nam się, że "spadła nam z nieba" jako tajemnicza nagroda, nie wiadomo właściwie, za co.....
Blisko 11 lat temu to Tina znalazła nas, gdy wracaliśmy ze spaceru. Była maleńka - miała jakieś 4-5 tygodni - wychudzona, osłabiona i niewiarygodnie brudna. Musiała wcześniej błąkać się po okolicznych śmietnikach. Po prostu wybrała sobie nasze "stado" i przyłączyła się do niego machając przyjaźnie ogonkiem. Kiedy doszliśmy do ruchliwej ulicy mąż wziął ją na ręce, a w domu wykąpaliśmy ją, nakarmiliśmy i została z nami na zawsze.
Została wbrew zdrowemu rozsądkowi – mieszkaliśmy w samym centrum dużego miasta, pracowaliśmy sporo poza domem, dzieci chodziły do szkoły - w ciągu tygodnia musiała godzinami sama przebywać w domu. Dopiero, gdy nadchodził weekend miała spacerowy raj. Mąż jest geologiem, w tamtych czasach sporo pracował w terenie – czasem zabierał ją na dłuższe wyprawy.... Nie było jej więc z nami najgorzej, choć pewnie mogło być lepiej, gdybyśmy mieszkali na wsi, lub w domu z ogrodem. Tina latami uchodziła za mieszańca wilczura z husky. Często na spacerach obcy ludzie zachwycali się jej urodą, serdeczną naturą i ekspresyjnie prezentowaną radością życia. Bo zaiste, nasza psina jest niezwykle przyjazna - zachowuje się jakby kochała cały świat. Ta cecha nie pasuje do opisu CzW. Może jednak zapamiętała, że przymilność się opłaca, bo dzięki niej można odnaleźć bliskich? A może właśnie za tę cechę "wyleciała" ze swojego pierwszego domu?
Ale muszę przyznać, że jej wylewność ma swoje dobre strony: kiedyś szłam z nią późnym wieczorem pustą ulicą, z naprzeciwko nadchodziło podejrzane towarzystwo, poczułam się dość niepewnie, bo pies nie był szkolony do obrony. Tymczasem nasza inteligentna suka z takim entuzjazmem powitała dresiarzy, tak im się "rzucała na szyję", merdała, piszczała, itd., że zaczęli się zachwycać przemiłym pieskiem co to "od razu poznaje dobrych ludzi". To była dopiero akcja! Pewnie nie wygrałaby konkursu na psa obronnego, ale jej taktyczne zagranie było niewątpliwie skuteczne.
Mniej więcej rok temu spotkałam w tramwaju panią z psem podobnym do Tiny. Wdałam się z nią w rozmowę i wtedy dowiedziałam się o istnieniu wilczaków czechosłowackich – po nitce do kłębka, przez Internet dotarłam do strony Wolfdog i do opisu rasy. Tina pasowała do niego jak ulał, a w galerii zobaczyłam setki psów podobnych do naszego! Margo, na podstawie zdjęć oceniła Tinę na wilczaka raczej "starszego typu". Potwierdził to potem weterynarz – kynolog. Tak naprawdę to, czy nasza psina jest rasowa, czy nie – nigdy nie miało i nie ma dla nas większego znaczenia. Wiemy, że hodowla psów rasowych, rodowody, wystawy itd. mają swój sens. Niemniej nigdy, ani mąż, ani ja, nie czuliśmy potrzeby uczestniczenia w tego typu wydarzeniach, nawet wtedy, gdy jeszcze w domu rodzinnym hodowałam bardzo szlachetnie urodzonego jamnika, co to "rasa szła przed nim i za nim". Ale uczciwie muszę przyznać, że odkrycie prawdopodobnego pochodzenia Tiny bardzo pomogło nam ją zrozumieć, zwłaszcza te jej cechy, które nie pasują do zwykłych psów.
Jaka jest nasza Tina? Jest szara, piękna, pełna młodzieńczego wdzięku, mądra – niezwykle szybko się uczy, nawet w dość zaawansowanym wieku. Jest w miarę posłuszna, ale dobrze wiemy, kiedy się z nami nie zgadza... Kiedy ktoś próbuje złamać jej wolę – robi się uparta i uprzejmie nas ignoruje. Już od dobrych paru lat nie mieliśmy z nią żadnych konfliktów: my nauczyliśmy się szanować jej indywidualizm, a ona stara się dostosować do naszych zasad. Nie ma zdecydowanego przewodnika stada – raczej traktuje męża i mnie jako "parę alfa". Sama uplasowała się miedzy synem, którego uwielbia i córką, którą tez kocha, ale nieco lekceważy.
Tina porusza się jak typowy wilk, biega lekko, sznureczkiem i nawet dziś ma niesłychane zasoby energii. Jak dziki drapieżnik, ma "sportowe serce", które bije we właściwym rytmie dopiero wtedy, gdy pies biega, skacze, pływa, dźwiga kłody. Kilkakrotnie na wakacjach w górach brano ja za wilka – raz omal nie przypłaciła tego życiem, gdy pewien dzielny młodzieniec postanowił nożem "obronić" swa dziewczyną przed przyjaźnie merdającą "dziką bestią". Od tego czasu po lesie biega w czerwonej chusteczce, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to zwierzę domowe. Potrafi biec kilkadziesiąt kilometrów przy rowerze, a po krótkiej drzemce jest gotowa do dalszego wysiłku. Nie ma zupełnie lęku wysokości, umie jak kozica biegać po skałach, balansować nad krawędziami kamieniołomów, odważnie wbiegać do ciemnych jaskiń przed swoim panem, genialnie omijać przeszkody terenowe, stosując tzw. "manewr obejścia", a przede wszystkim kocha wodę - pływa w każdym napotkanym zbiorniku, a zdarza się, że skacze do rzeki i nurkuje. Nikt jej tego specjalnie nie uczył – taką po prostu ma naturę.
Tinka nauczyła się szczekać dopiero, gdy miała blisko 2 lata, a szczeka właściwie tylko wtedy, gdy zostaje sama w domu i "pilnuje" gospodarstwa. Nadal, kiedy chce nam coś zakomunikować raczej piszczy. Potrafi wyć jak wilk, gdy dzieje się coś, co jej się nie podoba, ale histerycznie boi się burzy i wystrzałów, ogni sztucznych – Sylwester jest dla niej prawdziwą katorgą. Zachowuje się na ogół fair. Gdy, na przykład, ma ochotę na coś z talerza, który leży na stole w pustej kuchni, wpierw przychodzi i lojalnie próbuje nam to po swojemu powiedzieć. Jeśli nie potrafimy lub nie chcemy jej zrozumieć, bierze sobie sama, ale w ramach ekspiacji od razu udaje się do łazienki.... W ten sposób odkryliśmy, że nasza suka ma coś w rodzaju sumienia lub zmysłu moralnego – kiedy była malutka i coś przeskrobała karaliśmy ja kilkunastominutowym "odłączeniem od stada". Teraz zdarza się, że przychodzimy do domu, a ona pełna winy siedzi samotnie w łazience: karze się sama i czeka na rytualne wybaczenie – a tymczasem my nawet nie wiemy jaki "grzech" popełniła...
Bardzo lubi pracować, przynosić pantofle, wnosić po schodach parasolki, gazety i listy, dźwigać patyki.... Czuje się wtedy bardzo z siebie dumna, podnosi do góry ogon i wymachuje nim, czekając na pochwały. Sypia w fotelu obok naszego łóżka. Ale nawet dziś, po latach pilnie przestrzega nocnego rytuału, który sama sobie narzuciła: dopiero, gdy gasimy światło, otwiera drzwi naszej sypialni, siada przy łóżku i piszczy tak długo, aż uzyska pozwolenie obojga państwa na skok na fotel. Czasem te jej dobre maniery doprowadzają nas do szału, zwłaszcza, gdy jedno z nas już śpi pierwszym, mocnym snem i musi obudzić się i wypowiedzieć rytualne zaklęcie: "hop na fotel"....
Jest bardzo nieszczęśliwa, gdy jej stado się rozpierzcha - zawsze markotnieje na widok większej torby lub walizki. Po powrocie domownika z wojaży bywa tak urażona, że czasem potrafi "nie odzywać się" przez dzień lub dwa.
Kiedy ktoś z domowników ma zmartwienie lub jest mu źle – przychodzi i układa się pod nogami, albo kładzie pysk na kolanach – zachowuje się jak najlepszy przyjaciel – nie nudzi, nie domaga się uwagi – po prostu stara się być blisko nieszczęśnika, jakby chciała dać do zrozumienia "pamiętaj, jestem tu z tobą."
Kiedy z nami zamieszkała rozumiała już podstawowe komendy: siad, leżeć, daj łapę – ponoć to dziwne i rzadkie u tak młodego psa, ktoś musiał sobie zadać sporo trudu, aby ja tego nauczyć. Nauczono ją też, że kiedy ludzie jedzą przy stole, pies leży na swoim miejscu i do dzisiaj przestrzega tej zasady, choć nikt od niej już tego nie wymaga. Moja przyjaciółka stwierdziła kiedyś, że Tina jest taką "urodzoną damą", co i na śmietniku potrafiłaby trzymać klasę!
Z niepokojem patrzymy na upływający czas. Jeszcze zdarza się, że ludzie mówią na jej widok "to młody piesek, prawda"? Szara, wilczasta maść maskuje siwiznę, pies jest wesoły, oczy błyszczą. Ale żelazne przez 10 lat zdrowie, zaczyna trochę szwankować – trzeba było usunąć jej zęba, rok temu przez kilka miesięcy pokasływała, pojawiają się jakieś tajemnicze guzki pod skórą...
Czy to, co nas łączy z Tiną to przyjaźń? Myślę, że to coś więcej. Ktoś, kto nigdy nie miał psa, nie jest tego w stanie zrozumieć. Człowiek czuje się i chyba nawet jest lepszy, bo opiekuje się najlepiej jak potrafi żywą istotą, ale dostaje w zamian tak wiele serca, bezwarunkowej akceptacji, miłości i wierności, że właściwie trudno to porównać z jakąkolwiek inną relacją.
Miałam przedtem inne psy, ale muszę przyznać, że relacja z CzW, to jeszcze cos więcej: dochodzi element "partnerstwa" - wilczak ma w sobie coś nieokiełznanego, taką wewnętrzna wolność, której nie da się porównać np. z jamniczym uporem.... Wilczak dostosowuje się do zasad, tylko gdy sam tego chce i uważa, że powinien. Czasem mamy wrażenie, że nasz zwierzak pozwala na różne zabiegi z wyrazem pyska "no dobra, dam sobie wyczyścić te zęby, dam się wykapać dla świętego spokoju, poczekam na was przed sklepem, ale nie myślcie sobie, że odpuszczę potem nagrodę za moja cierpliwość!". I mamy jak w banku, że nie odpuści!!!
Na stronie Wolfdog wiele jest opowieści i historii o różnych wilczakach "z", z Molu Es, z Peronówki, itd., itd. Chciałam, żebyście poznali historię Tiny bez "z": prawdziwej "znajdy" bez papierów, nagród, utytułowanego potomstwa i rodzeństwa. Bez rodowodu (czyli, kundelka, jak twierdzi Pavel), choć o szlachetnym wyglądzie i ewidentnej "duszy" wilczaka czechosłowackiego; Tiny, która i tak pozostanie dla nas, naszych dzieci i wszystkich naszych znajomych i przyjaciół, championką wszystkich wystaw świata, na których nie wystąpiła....
Ale tak na poważnie – nie potrafię sobie wyobrazić jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy po przebudzeniu się nie będę mogła powiedzieć "Cześć Tinka", a moje rozleniwione na fotelu psisko nie zamacha w odpowiedzi ogonem, nie pokaże zębów w swoim psim uśmiechu....
Póki co, cieszymy się każdym dniem z nią spędzonym, bo jest psem o wspaniałej osobowości, bardzo dobrym, ale nie w znaczeniu posłusznym, tylko takim, jak czasem się mówi o ludziach "To dobry, życzliwy człowiek"...
Serdecznie pozdrawiam wszystkie wilczaki czechosłowackie – rodowodowe i te "bez papierów" oraz ich zacnych właścicieli!
Rona (Polska)
|