Dopiero co zawitala do nas do domu puszysta kulka, a tu juz rok minal. Ten pierwszy, najgorszy, najbardziej przeklinany przez wlascicieli rok. Pierwszy rok, z naszym tak naprawde pierwszym wilczakiem. Zapowiadalo sie na istny huragan, a jednak nie było tak zle...
Owszem musieliśmy zmienić trochę nasze życie i przystosować mieszkanie, ale rok zleciał szybko i bez większych problemów. Jabber w błyskawicznym tempie nauczył się komendy "fuj", a jak załapał, że część rzeczy jest jego i może je niszczyć, to skończyło się nadgryzanie mebli. Powoli uczył się spania w nocy i nie wstawania o 4 rano.
Z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej, bo coraz lepiej dogadywaliśmy się z psem. Z czasem z komend przeszliśmy na samą mimikę lub gesty :) Owszem mieliśmy wzloty i upadki jak każdy właściciel szczeniaka. Dużo rzeczy, których się dowiedzieliśmy, wykorzystamy przy następnym maluchu. Część psich nawyków zmieniliśmy pod nas, a część naszych pod psa. Skończyło się rozrzucanie wszystkiego po domu i zostawianie jedzenia na wierzchu. Jab i tak nauczył się w końcu, że są dwa rodzaje jedzenia i rzeczy - nasze i jego - ale trochę to trwało. Nie mamy już kwiatków na parapecie, bo to wartownia Jabbera. Nauczyliśmy się mniej przywiązywać do rzeczy i bardziej cieszyć się z małych głupot. Częściej spotykamy znajomych i latamy po świeżym powietrzu.
Mieliśmy już Sabata, więc nie było tak przełomowo. Myślę, że ktoś kto miał juz psa, nie będzie zbytnio zaskoczony zachowaniem wilczaka w domu - to po prostu większa dawka energii niż zwykle.
Jak teraz myślę o tym pierwszym roku, to sądze, że nie był on taki zły. Mieliśmy momenty załamania, ale też czasami pękaliśmy z dumy, jakiego mamy psa. Myślę, że dużo osób, nawet tych zielonych może sobie pozwolić na wilczaka, ale pod jednym warunkiem - trzeba go traktować jak członka rodziny, jak młodszego brata. Wtedy wszystko w końcu się jakoś ułoży.
A my? Myślę, że teraz musimy się przygotować na gorsze - dojrzewanie. Potem już będzie z górki :D
|