23. czerwca w Nadějkově (niedaleko Tábora) odbyły się 1. mistrzostwa czechosłowackich wilczaków w treningu. Przyjazd na miejsce był już możliwy od środy wieczorem aż do piątkowego wieczoru, kiedy to przebiegło oficjalne losowanie numerów.
Pogoda pasowała głównie psom, przewodnikom i oglądającym już mniej - było chłodno i deszczowo. Cała akcja przebiegała pod patronatem ČKS (i ze wszystkim, co z tym związane), przede wszystkim zgromadziła tych, którzy mają odwagę pokazać owoce swojej pracy z psami. W tym duchu przebiegły całe zawody, a sportowo zachowywali się także ci, którym się nie wiodło.
Zawody zorganizowano według ZVV1. Zawodników było w sumie dziesięciu, plus jeden uczestnik poza punktacją, ze Słowacji.
Ślad położono rankiem na pobliskich łąkach. Tylko, że nie była to dziesięciocentymetrowa trawka! Dodatkowy silny wiatr i złe warunki pogodowe także nie pomagały. Mimo tego (z jednym wyjątkiem) wszystkie psy zaliczyły ślad na wymaganą liczbę punktów. Trzy ślady oceniono na ponad 90 punktów. Tu było widoczne, do czego nasze psy mają naturalne zdolności.
Z posłuszeństwem było już gorzej. Zaczynała się od drugiej na łace koło obozu. Tu było świetnie widoczne, kto i jak ze swoim psem ćwiczy. Słabe szczekanie i słabe podejmowanie aportu dadzą się zrzucić na barki charakteru tej rasy, ale panowie przewodnicy, wielki wpływ miało tu słabe posłuszeństwo, które jest wynikiem waszej niekonsekwencji w treningu i przede wszystkim tym, że za mało ćwiczycie. Dobre posłuszeństwo zależy wyłącznie od ręki przewodnika. Gdy pies słabo gryzie, to wiele pracy i wysiłku wymaga polepszenie tego. Ale posłuszeństwo zależy wyłącznie od drugiego końca smyczy. Wystarczy tylko stosować lepszą motywacje, trochę więcej ruchu i konsekwencji.
Początek obrony przewidziano według harmonogramu na 16:00. I tu wyszło na jaw słabe przygotowanie (zaniechany trening), ale i słabość CzW w obronie. Żaden pies nie uzyskał 90-punktowego limitu, a cztery psy otrzymały po 0 (z powodów zdrowotnych, niedostatecznego treningu, czy braku panowania nad psem).
Wieczorem ogłoszono wyniki konkursu, a rozdanie nagród nastąpiło w niedziele po konkursie wystawowym "PIES ROKU". Przed tą wystawą odbyła się w niedziele rano jeszcze jedna akcja - konkurs na "NAJLEPSZEGO PSA OBROŃCZEGO". Był to atak na pozoranta oddalonego o 100 metrów, nastawiony głównie na rozbawienie uczestników i pobliczności. Co prawda nie można tego porównać do obrony w wykonaniu owczarków niemieckich, ale już sam fakt, że wszystkie psy były mocno zorientowane na pozoranta, 100 metrów pokonywały w pełnej szybkości i z wyjątkiem jednej młodej suczki, prawidłowo szły na rękaw. Było to miłym zaskoczeniem nie tylko dla obserwatorów, co i dla samych właścicieli psów.
Mimo, że nie szczedziłam krytyki pod adresem przewodników i ich psów, całe mistrzostwa przebiegły w pogodnej atmosferze i na pewno nie tylko u mnie pozostało uczucie zadowolenia (oczywiście wielkie podziękowania należą się też organizatorom i wszystkim tym, którzy pomogali organizować tą akcje). Przecież nie szło o zaprezentowanie perfekcyjnego wyszkolenia, ale o to, by odnowiła się tradycja klubowych zawodów, na których można będzie porównać wyszkolenie swoich psów, a innych zainspirować do treningu.
Z tego powodu mam nadzieje, że to pierwsze spotkanie nie będzie jednocześnie ostatnim i już bardzo się cieszę na nasze przyszłoroczne zawody. Mam nadzieje, że tym razem i międzynarodowe. A wraz z wyrównaniem poziomu wzrośnie też jego jakość.
Helena Hubáčková (Czechy)
|