Historia Endiego i jak trafiliśmy na "czeweczke"
Autor: Olga, Tłumaczenie: Przemek (20 Sty 2002 - 12:06) |
|
 |
Do 27. października 1999 nikt z naszej rodziny nie miał pojęcia, że istnieje pod pojęciem wilczur coś innego niż tylko niemiecki owczarek. Skąd ta data? Tego dnia mój starszy syn i mąż wybrali do Brna do schroniska "Kociánka" po psa do pilnowania. Tego dnia staliśmy się opiekunami psa Endiego (w schronisku mówili na niego Tonda), który według umowy był dwuletnim czechosłowackim wilczakiem i miał zostać z nami na rok czasu. Zdziwiło mnie słowo ""czechosłowacki" w nazwie rasy psa, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
Niedługo po tym, jak Endy stał się członkiem naszego stada, przypadkowo podczas surfowania po INTERNECIE znalazłam tę właśnie stronę - wtedy były to jeszcze oficjalne strony klubu CSV. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nasz Endy jest czymś innym niż owczarek niemieckim, że istnieje oddzielna, piękna rasa, "czeweczka" (słowo to mi się nie podoba, ale wydaje mi się, że potrzebny jest skrót oznaczający tą rasę). [przyp. tłum. - czeski skrót oznaczający wilczaka, to ČsV (czyt. CzSW). Z tego powodu na psy tej rasy mówi się czeweczki]. Błyskawicznie wysłałam email do pana Hanuški, że mam w domu CzW. Odpowiedział mi, że jeśli jest to wilczak, to ma tatuaż na pachwinie. Gdy przewróciłam Endiego, zauważyłam, że na pachwinie ma wytatuowany niebieski numer - 664. Z pomocą pana Hanuški i inż. Soukupovej znaleźliśmy w księdze rodowodowej, że jest to Clei Ekar z hodowli pana Karela Fryča z Němčic nad Hanou... i tak rzeczywiście było. Tak więc mamy w domy rodowodowego czechosłackiego wilczaka!!! Jak było możliwe, że taki pies trafił do schroniska? Chciałam dowiedzieć się więcej. Pan Hanuška wspomagał mnie w tym i podsunął mi pomysł, by poprosić o wydanie kopii rodowodu. Tyle, że my tylko byliśmy opiekunami Endiego. Schronisko może sprzedać psa nowemu właścicielowi dopiero po roku. Według przepisów pies jest jak zguba i wsześniejszy właściciel może zarządać jego zwrotu do przez okres roku. Nie chcieliśmy robić zamieszania wokół naszego pieska, by go czasem nie znalazł poprzedni właściciel i nie chciał go z powrotem. Już po krótkim czasie bardzo Endusia pokochaliśmy (i on nas także) i straszna była dla nas myśl, że ktoś mógłby nam go odebrać. Wiem, że byłabym szczęśliwa, gdybym znalazła swojego zgubionego psa, ale wydaje mi się, że pół roku w schronisku jest wystarczającym czasem bym go znalazła. Schronisk nie ma aż tak dużo, by nie dało się przeszukać wszystkich. Przez cały rok nic nie robiłam, ale w końcu nie wytrzymałam i skontaktowałam się z hodowcami. Byli bardzo mili i pomocni. Przyjechali nawet do nas, by zobaczyć psa. Podarowali nam zdjęcia mamy Endiego - Cindy Jimili i szczeniaczków, z których jednym był nasz Enduś. Byli nieprzyjemnie zaskoczeni, że jeden z ich psów wylądował w schronisku, ale z drugiej strony byli zadowoleni, że go z tamtąd zabraliśmy. Endy zachowywał się bardzo poprawnie i myślę, że było widać, że nas lubi i że ta sympatia jest obustronna.
I wreszcie przyszła godzina "0" - syn przywiózł ze schroniska potwierdzenie, że Endy jest już tylko nas i że nikt inny nie ma do niego prawa.
Z pomocą hodowców, małżeństwa Fryčových, zgromadziliśmy wszystkie dostępne informacje o losie Endiego (około pół roku w jego życiu jest wielką niewiadomą, przez ten czas prawdopodobnie tułał się i został złapany w Brnie). Wypełniliśmy formularz z prośbą o wystawienie duplikatu rodowodu i czekaliśmy. W czerwcu 2001 otrzymaliśmy go.
W tym miejscu chcę serdecznie podziękować panu Hanušce, który przez cały czas śledził historie naszego Endusia za pośrednictwem naszych częstych emaili, dał wiele cennych rad i pomógł wprowadzić naszego pieska z powrotem do rodziny tych pięknych psów - czechosłowackich wilczaków. Informacje o Endym - Clei Ekarze - znajdziecie w bazie danych, a jego zdjęcia w galerii.
Jaki był Endy? Jaki jest obecnie? Jak zmienił i wzbogacił nasze życie? Jest to temat na dłuższe pogaduszki - może następnym razem napiszę ciąg dalszy tej historii.
Olga Pospiechová (Czechy)
|
 |
 |
| |
|