Chciałbym dodać kilka doświadczeń z przedstawicielem tej rasy w osobie Karloffa, naszego 2,5 letniego wilczaka.
Moja żona (Maria) jest doświadczonym trenerem (i weterynarzem), i z jednym z naszych poprzednich psów (mieszańcem owczarka) udało się jej zdobyć tytuł Zwyciężcy Holandii w Posłuszeństwie (wiem to mały kraj, a jednak...).
Była do niego bardzo przywiązana i gdy zdechł, przez kilka miesięcy była w okropnym stanie. Zainteresowała się wilczakami i ponieważ było mi jej żal, zaoferowałem się, że pojade do Pragi po jednego z nich. Skontaktowaliśmy się przez internet z Pavlem i z tego co wiedział, było jeszcze kilka szczeniąt na sprzedaż. Gdy ta informacja została potwierdzona, zadzwoniłem do kolegi i następnego dnia udaliśmy się do Pragi.
Teraz, więcej niż dwa lata później, chciałbym byśmy upili się wtedy w Pilźnie, zapomnieli co mieliśmy zrobić i wrócili do domu (oczywiście piwo wypiliśmy, ale udaliśmy się potem w dalszą droge).
Nie mówie tego na serio. Lub lepiej: mówie to pół-serio. Ponieważ nie dostaliśmy psa, a jedynie pół-psa, a w połowie dzikie zwierze.
Gdy przyjechaliśmy do domu od razu wybrał moją żone na swojego szefa (jak ona to robi?) i został przyciacielem moich dzieci i naszego drugiego psa, suczki australian cattledog.
To to już koniec.
W tym wypadku: istnieje stado (na szczęście jestem jego członkiem) i każdy kto do niego nie należy jest obcym i jest odpowiednio traktowany.
Bez stada życie jest bezsensowne i bardzo niebezpieczne. Oznacza to, że im więcej członków stada opuszcza terytorium (dom) tym bardziej pies staje się zirytowany i odbija sobie na meblach. (Nie myśl, że uda się tobie zatrzymać go w klatce. Zdążył już zniszczyć dwie klatki ze stali).
Jeśli chcecie udać się na wakacje i samolotem polecieć np. do Hiszpanii - zapomnijcie o tym. Nie możecie umieścić go u znajomych lub w hotelu dla psów, ponieważ nie zaakceptuje jego pracowników, najprawdopodobniej ucieknie i będzie was szukał.
Więc teraz jeździmy w miejsca, gdzie możemy go zabrać z nami (nici z mojej ulubionej Bretanii i Irlandii) jak belgijskie Ardeny. I musze powiedzieć: pies najlepiej się czuje na rodzinnych spacerach przez lasy. Kocha to. Znika w lesie na długi czas i niespodziewanie wraca, gdy najmniej się go spodziewamy, wygladając na bardzo szcześliwego.
Niestety jest tak przez krótki czas. Reszte roku żyje w mieście, gdzie nie można spuścić go ze smyczy, ponieważ wszystko co się rusza jest dla niego ewentualną ofiarą: od kotów po biegające dzieci i od małych psów po owce. Prawdopodobnie nie zrobiłby im krzywdy, ale na pewno straszliwie by je przestraszył widok polującego na nie wilka (i zawsze mu się to udaje - jest najszybszym psem jakiego widziałem na tej planecie).
Goście nie są mile widziani. Jest obojętne jak często nas odwiedzają, zawsze jest nieufny i nigdy nie pozwala się dotykać.
Z tego powodu jest mi strasznie przykro, że nie może chodzić po górach przez cały rok (oczywiście z nami), łapać zające i sarny, bo do tego został stworzony.
Podsumowując: nigdy nie poleciłbym osobie szukającej psa, by zdecydowała się na wilczaka, bez względu na to jak dobrze by wygladał (a wygląda) by zdominował wasze życie i życie waszej rodziny na 14 lat lub dłużej. Ale myśle, że po tych 14 latach, uczucie wielkiej pustki spowoduje, że natychmiast udacie się do Pragi (zahaczając oczywiście o Pilzno) i sprawicie sobie następnego z tych niesamowitych (nie)psów.
Geert de Jong (Holandia)
|