Wraz z moją półroczną suczką mieszkam prawie w centrum Pragi, dokładnie na granicy Žižkova i Vinohrad. Gdy Brenna była jeszcze mała wszyscy dziwili się i chcieli ją głaskać. Często mówiono za plecami: Czy to wilk? i padały podobne komentarze. Ludzie, z którymi prowadziłam rozmowy, w osiemdziesięciu procentach nie mieli pojęcia jaka to rasa, i że jest to nasza krajowa rasa. Prawie każdy z tych, którzy się z wilczakami spotkali, mówił mi, że slyszał, jak ostra jest ta rasa, ciężka do opanowania i wytrenowania. W jednym z atasów psów jest nawet napisane, że CzW są ciężkie "w użytkowaniu" - nadają się jedynie do ciągnięcia ciężarów. W końcu także między kynologami znajdzie się masa takich, którzy boją się przy spotkaniu z czechosłowackim wilczakiem i są od początku przeświadczeni o nieopanowaniu i agresji tej rasy. Dzisiaj już się mnie ludzie pytali, czy nie pogryzie i zaczeli ją omijać.
Strach przed agresją jest w przypadku wiekszości naszych psów zbyteczny. Jak to jest jednak z nieopanowaniem naszej rasy? Czy czasem część właścicieli CzW nie chowa się za wilczymi instynktami, by nie musieli poświęcać swojego czasu i wygody? Wychodzi na to, że tak. Nie tylko CzW, ale każda duża rasa jak niemieckie owczarki, rottweilery czy inne psy, potrzebuje więcej niż cotygodniowe dwie godziny na placu treningowym, by być dobrze wytrenowana. Jeśli którykolwiek właściciel dużego psa chce mieć w domu wychowanego i wytrenowanego współlokatora, musi mu poświecić czas minimum trzy razy w tygodniu. Oczywiście im więcej tym lepiej. Myśle, że jeśli piesek na genetyczną podstawe, to przy jakimkolwiek dobrym indywidualnym podejściu do treningu wyniki będą gwarantowane. Trzeba tylko wygospodarować czas potrzebny na trening i zapewnić psu poczucie przynależności do rodzinnego stada. Trzeba się zdecydować, czy chcemy mieć w domu wilka, czy psa.
Karin (Czechy)
|