To, że wilczaki są wyjątkowo sprytne i pomysłowe, wie każdy z nas. Nowych sztuczek
uczą się bardzo szybko, najczęściej bez i naszej wiedzy i nie zawsze takich,
które spotykają się z naszym uznaniem. Czasami potrafią być bardzo przebiegłe,
pokazując prawie ludzką inteligencje. Nie wierzycie? Oceńcie sami:
Pod
koniec roku 2000 przeprowadziliśmy się wreszcie do nowego domu na wsi. "Nowy"
to słowo niezbyt odpowiednie: dom jest stary, poniemiecki i jak przystało z
"lochami". Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy po przeprowadzce było odpowiednie
zabezpieczenie terenu. Szczeście nam sprzyjało: całe podwórko ogrodzone było
wysokim betonowym murem, a metalowe bramy stanowiły dobre zabezpieczenie przed
wilczymi pazurami. Pozostało nam powiesić kłódki (zasada działania zatrzaskowej
zasuwy została przez psy rozgryziona bardzo szybko).
Nie minął tydzień od kiedy zamieszkaliśmy w Późnej, a na "pogaduszki" przyszedł
sąsiad. Jego pierwszym pytaniem było, czy ten największy pies (Bolton) gryzie.
Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że nie (nie istniało zagrożenie, że leciwy
rolnik postanowi bez naszej zgody zawitać na podwórku pilnowanym przez psy).
Jego odpowiedź wywołała zdziwienie na naszych twarzach:
- To dobrze. Bo wczoraj bawił się na drodze z moimi wnuczkami i chciałbym
wiedzeć, czy nie zrobi im krzywdy.
Spojrzeliśmy po sobie: "Aha, kolejna osoba, która nie odróżnia CzW od pół-owczarka
sąsiadki z boku. Niektórym to wystarczy podobne umaszczenie...."
Sprawa poszłaby w niepamięć, gdyby po tygodniu sytuacja się nie powtórzyła.
Znowu dowiedzieliśmy się od niego, że Bolo speceruje po wiosce. Tym razem nie
było to już takie śmieszne:
- To niemożliwe. W domu zawsze ktoś jest, psy nigdy nie są pozostawione
bez opieki. Możemy potwierdzić, że Bolton cały czas był na podwórku.
I rzeczywiście: ulubioną czynnością Grubego było wylegiwanie się na trawce pod
domem. Moja wyobraźnia pozwalala mi przedstawić sobie Bola sciągającego kłódki,
ale nigdy nie uwierzyłabym, że "zaciera" za sobą ślady zakładając je ponownie
na furtkach.
W
każdym razie postanowiliśmy mieć na niego oko. Kilka razy na godzine robiliśmy
kontrole. Któreś z nas stawało na ganku i wołało Burego. Nie zaobserwowaliśmy
niczego niepokojącego - chwilę potem meldował się on na każde zawołanie.
Bolton "wpadł" niedługo potem. Szykowałam sobie właśnie kawe, gdy przypadkowo
zerknęłam przez okno na pobliską łąkę. Prawie przetarłam oczy ze zdziwienia:
dostojnym krokiem spacerowało po niej nasze niewiniątko. Cichutko wyszłam na
podwórze. I nic. Furtki zamkniete, mur stoi. Zawołałam Bola. Nie minęła chwila,
jak zbój wyłonił się z piwnicy.
Rozwiązanie zagadki poszło już łatwo. Bolo otwierał sobie w piwnicy drzwi,
gdzie przez małe okienko wyskakiwał na droge. Gdy tylko słyszał nasz głos, wracał
tą samą drogą na podwórko.
Nadal nie mam pojęcia jak mu się to udawało - z wyjściem przez ten lufcik miałby
kłopot nawet dorosły, wysportowany człowiek. Coż, Bolo potrafi....
Margo (Polska)
|