Tak jak co roku, tak i w tym, oczekiwała właścicieli psów najważniejsza impreza - światowa wystawa psów.
W tym roku patronat nad nią piastowała Holandia. Wystawa trwała w sumie 4 dni, od 04. do 07.07. a organizatorzy zapewnili sprawdzone hale wystawowe RAI w Amsterdamie.
1. grupa była oceniana w sobotę, wspólnie z psami do towarzystwa z grupy dziewiątej. Pogoda wystawcom raczej nie dopisała, co sprzyjało organizatorom, którzy mieli o troske mniej. Nie musieli rozwiązywać problemów z niewydajną klimatyzacją. Już na parkingu przed kompleksem hal dotarło do każdego, że pieniądze wyciąga się za wszystko. Parking wyceniono na 10,- Euro za dzień. Dla porównania - użycie toalety na terenie hal kosztowało 25 centów, chlebek z serem - 3,25 Euro. Wspólnie decydowano, by kto mógł, powstrzymywał swoje potrzeby i głód. Kolejną ciekawostką była kontrola weterynaryjna. Przy każdym wejściu przygotowano ruchome stoły na które psy wchodziły po rampie. Były sprawdzane uszy, oczy i genitalia i potem nikt już nie wymagał pokazania zaświadczenia przeciw wściekliznie. Teoretycznie na teren wystawy można było wprowadzić każdego psa..
Trzeci dzień wystawy był uroczyście otwarty holenderskim hymnem koło godziny 9:30, dokładnie według planu. Czechosłowackie wilczaki i saarloosy były sędziowane wspólnie na ringu nr. 25. Wilczaki z Holandii stawiły się na miejscu pierwsze. Trzeba powiedzieć, że w tym czasie był koło ringu tłok. Atmosfera dokładnie odpowiadała wystawie światowej. Ring dalsi krewniacy psów z byłej Czechosłowacji opuścili dwie godziny i piętnaście minut później. Z saarloosami odeszła oczywiście i cześć widzów. Szkoda! Oczywiście, nie ma się czemu dziwić. Poza tym, przy sędziowaniu saarloosów obeszło się bez jednego incydentu, z nadejściem czechosłowackich wilczaków przyszły i potyczki. I nie jest to dobra reklama dla publiczności.
W katalogu były zapisane 34 "czeweczki", z tego 10 z Włoch, 7 ze Słowacji, 5 z Holandii, po 2 z Finlandii i Niemiec i po 1 z Francji i Czech. Cztery węgierskie i 2 polskie psy nie dotarły. Sędziowania podjął się holenderski sędzia J. de Gids. Nikt z wystawców nie był gorszej sytuacji, ponieważ żaden z sędziów sędziujących na wystawie światowej w Amsterdamie w ciągu ostatnich dwóch lat nie sędziował na żadnej z wystaw rasy, którą miał oceniać w Holandii. Ta reguła została ustanowiona po to, aby sędzia nie miał styczności z psami i nie zaczął niektórych z nich preferować.
W międzyczasie, gdy przyjechali przyjaciele ze Słowacji, rozkładali się w hali i obserwowali co się dzieje w ringu, reprezentacja z Włoch wyjęła z podręcznych kuferków przyrządy i zaczęła psy czesać, pudrować i tapirować. Ano, i czechosłowackiemu wilczakowi przydaje się przygotowanie do wystawy. Włoskie psy były na pierwszy rzut oka najpiękniejsze. W obozie słowackim było wesoło, miło sobie gawędziliśmy i zgodziliśmy się w tym, że jest szkoda, iż nie istnieje współpraca między słowackim i czeskim klubem.
Nie trzeba wypisywać wyników, są do wglądu w innej rubryce. Co do nich dodać? Rozczarowanie i porażka w oczach jednych, radość i zwycięstwo w oczach drugich, tak to bywa. Zawsze znajdą się ludzie, którzy nie będą zgadzać się z wynikami sędziowania. Przecież każdy z nas myśli, że ma w domu zwyciężce świata. Ważniejsze jest, by spojrzeć na rzeczy z innej perspektywy. Na wystawie światowej włoskie i słowackie psy pokonały czeskie. Co trzeba zrobić, aby w następnych latach na najwyższym podium stanął wilczak z Czech?
Míša (Czechy)
|