Dobrze nastawiona osiągnięciami Ciry na zawodach ZOP w sobotę i doskonałą kolacją u Hanuškow, wspólnie z nimi udałam się na drugi dzień na coursing do Karlových Varů. Pogoda zapowiadała się nieźle, tzn. był cień, a niebo zachmurzone, słowem idealne dla psów. Wszyscy cieszyliśmy się, że nasze psy sobie pobiegają, a my nie będziemy się piekli na odkrytym torze.
Po przyjeździe na miejsce zaraz udaliśmy się zobaczyć teren i to, jak jest ustawiona trasa. Nancy i Hoky, doświadczeni zawodnicy, nie mogli doczekać się momentu, gdy będą mogły pobiec i byli bardzo niecierpliwi. Dla Ciry miał tego dnia odbyć się pierwszy bieg licencyjny, którego celem było przebiegnać raz lub dwa by uzyskać licencje. Ponieważ brakował nam już tylko jeden, abyśmy mogli stanąć wśród prawdziwych zawodników.
Cira spróbowała już raz coursingu na naszym placu szkoleniowym w Pilźnie, gdzie przy okazji klubowych zawodów odbył się też coursingowy trening i nasze psy miały możliwość wziąść w nim udział. Nie byłam wtedy zbyt pewna, czy plastikowa wiązanka zainteresuje ją na tyle, że będzie za nią biegała po całej łące. Na szczęście okazało się, że i taka ofiara Cirę interesuje i przed zawodami w Karlových Varech już się o to nie martwiłam.
|
|
|
|
Nancy i Hoky przy pełnej szybkości.
|
W tym czasie Nancy i Hoky na starcie szczekały, wyły i państwo Hanuškowie mieli ręce pełne roboty by je utrzymać, Cira zachowywała w tym czasie lodowy chłód. Coś w stylu "no jeśli chcesz, abym tam pobiegła, to pobiegnę, ale po co mam robić tyle hałasu". Gdy już staneliśmy na starcie, wabik zaczął sunąć po łące i Cira wystartowała. W sumie nie biegła, to nie, ale łowiła wabik, prześladowała go po całej łące i na końcu, po chwilce wahania (taki dziwny zwitek plastiku, mam to ugryźć, czy nie) i "ugryzła". Więc hura, pierwszy bieg o licencje mamy już w kieszeni.
|
|
|
|
|
Cira na trasie i przy "chwycie".
|
Zrobiono przerwe, którą chceliśmy poświęcić na odpoczynek dla nas i dla psów, ponieważ w międzyczasie pogoda szybko się pogorszyła - chodzi o to, że wyszło słońce i zrobiło się gorąco. Po krótkiej naradzie z ludźmi znającymi ten teren udaliśmy się z naszymi wilczakami w kierunku pobliskiej rzeki, gdzie nasze psy na zmiane się wykąpały i trochę popływały. Na zmiane dlatego, że Cira i Nancy postanowiły porachować sobie kości i cały weekend czekały na możliwość dobrania się sobie do skóry. Koło rzeki przypadkiem odkryliśmy kolejnego wilczaka, tym razem na ogrodzie państwa Niederhafnerových, psa Baskervilla Kanýčo. Baskervilla niestety nasza wizyta koło płotu (właścicieli nie było w domu) nie zainteresowała i nie chciał nawet ruszyć się ze swojego miejsca pod drzewem.
Po smacznym obiedzie w restauracji na terenie placu szkoleniowego zaczeliśmy przygotowywać się do następnego, drugiego biegu. Ponieważ Cira miała zaliczyć jeden bieg w parze z innym psem, zaczeliśmy się zastanawiać z kim pobiegnie. Z powodu tego, że było gorąco, było jasne, że Hoky nie może ponownie biec, ponieważ gorąco powodowało u niego kłopoty z oddychaniem. Gdy wybór padł więc na Nancy, miałam duże obawy. Byłam przekonana, że zamiast pobiec za wabikiem, suki pogryzą się zaraz po starcie. Hoky i Nancy przebiegły już swój drugi bieg, nawiasem mówiąc bardzo interesujący, ponieważ Nancy na zakręcie straciła równowage i toczyła się kilka metrów, aż udało się jej ponownie wstać. Jednak to jej nie zniechęciło i w mgnieniu oka z pełną werwą puściała się za szybko oddalającym się Hokim. Za swój zapał dostała na koniec dodatkowe punkty od sędziego i wygrała zawody w swojej kategorii.
Ale wracając do Ciry. Po wymaganej półgodzinnej przerwie założyłam Cirze kaganiec i wraz z Pavlem udałam się na start. Gdy Nancy zobaczyła start i wabik przestała zwracać uwage na Cirę i nie mogła się doczekać, gdy wybiegnie na trase. Cira wydawała się znudzona i jednym okiem łypała na Nancy, ale ta ją ignorowała.

Cira i Nancy przed startem.
Wystartowano i obie suki wybiegły na trase, Nancy z pełną uwagą śledzi wabik, Cira jednym okiem patrzy na Nancy a drugim na wabik, ale biegnie. Jednak aha! Zapomniałam o tym, że Cira to leniwa i przebiegła potwora. Na pierwszym zakręcie, gdy już wiedziała, że Nancy biegnie szybciej i z jej harówki nic nie będzie, moja droga suka zrobiła zwrot w tył i pokłusowała ponownie do startu. Na pewno pomyślała sobie, że Nancy zrobi to za nią i ona już biegać nie musi. Jeszcze raz próbowałam ją posłać za wabikiem, ale nic z tego. Po co gonić, przecież Nancy to upoluje za nią. Tak więc zaliczyłyśmy jedynie jeden bieg, i muszę teraz myśleć, jak wzbudzić w Cirze ducha rywalizacji. Tak, gdyby ktoś na tej lince zawiązał kawałek mięsa, lub coś futrzastego, co by samo biegło, ale plastikowy zwitek, ten z radością zostawi komu innemu. Trzymajcie za nas kciuki, żeby przyszłym razem poszło nam lepiej.
A tak poza tym, zgońcie Waszego wilczaka z kanapy i przyjdźcie pobiegać z nami! :o)
Mirka (Czechy)
|