W sobotę 17.08.2002 przyjechaliśmy na obóz w Słowacji. I ciągu dnia przyjechało kilka osób z Niemiec, które opowiedziały nam straszną historię o pewnej niemieckiej hodowczyni.
Ponieważ uważamy, że jest to bardzo ważna sprawa, chętnie publikujemy ten artykuł i mamy nadzieję, że hodowczyni ta nie dostanie już nigdy w ręce żadnego wilczaka czy jakiegokolwiek innego psa. Zostaliście ostrzeżeni...
Chodzi tu o hodowczynię z Niemiec, która hoduje psy bez papierów FCI. Jednak kupiła ona i weszła w posiadanie różnych psów z rodowodem. Podczas jednej z rozmów opowiadała, że potrzebuje psy by móc z nich żyć.
Jednak tydzień temu po prostu odesłała swoje 4 psy do schroniska w Koblenz. Kilka tygodni wcześniej psami zajmowała się pewna 14 letnia dziewczynka, gdyż ich właścicielka podróżowała po okolicy swoim samochodem kempingowym, ponieważ nie była już w stanie opłacić czynszu. W tym czasie dwie z suk miały cieczkę i zostały pokryte. Dziewczyna oczywiście nie została powiadomiona. Gdy zadzwoniła do hodowczyni z zapytaniem, co ma robić, ta jej odpowiedziała: "Ah tak, zapomniałam Tobie powiedzieć, że suki mają cieczkę. Ale teraz jest już za późno by coś zrobić". Sprawa dotyczy m.in. zaledwie 3,5-letniej suki, która oczekuje teraz swojego trzeciego miotu.
O wszystkim dowiedziała się współpracowniczka schroniska z pobliskiego Soltem, która w piątek przyjechała do Koblenz i podarowała nowy dom wszystkim czterem psom. Dwa psy pojechały do Thüringer Wald. Jeden znalazł dom u współpracownika schroniska w Koblenz, a jednego wzięła ona i przyjechała z nim na obóz. Jest nim bardzo miła suczka. Mam nadzieje, że nie przerwie swojej ciąży, bo przecież nie jest jej winą, że została tak odrzucona.
Z wiadomych powodów nie możemy opublikować nazwisk osób, które zajęły się tymi psami, ale mamy nadzieje, że ta hodowczyni, Ute Tippner - właścicielka hodowli "Ruf der Wildnis", NIGDY już, od nikogo, kto ma do czynienia z CzW, nie dostanie żadnego wilczaka, lub lepiej, nie dostanie już żadnego psa, bez względu na rase....
Letty (Holandia)
|