8. i 9. czerwca uwaga dużej części kynologicznej społeczności była zwrócona na prazską międzynarodową wystawę psów w Holešovicach. My mieliśmy od początku całkiem inne plany. Helena chciała wziąść udział w zawodach psów obrończych w Roudnici nad Labem, a Pavel planował regularny weekendowy trening.
W końcu znaleźliśmy się jednak w zupełnie innym miejscu - na ładnym sportowo-rekreacyjnym terenie "Krystynie", gdzie odbywały się już 5. raz zawody "O puchar Krystyny" zorganizowane przez Klub Szkoleniowy AČR Grabštejn i urząd miasta Hradek nad Nisou. Na imprezę byliśmy zaproszeni przez Klub Szkoleniowy AČR, z którym to niedawno nawiązaliśmy współpracę.
W propozycjach zawodów można było przeczytać:
"Wyjątkowe konkurencje umożliwiają wszystkim kynologom, amatorom i profesjonalistom, bez brania pod uwagę regulaminów egzaminacyjnych, sprawdzić umiejętności przewodnika oraz wyszkolenie i stopień kontroli psa. Podczas oceniania pod uwagę będzie brane praktyczne zastosowanie w boju przeciwko siłowym działaniom."
"Motto: jeśli pies da się odciągnąć od porządanego wykonania zadania poprzez znalezione jedzenie lub też zwierzę, jest on bezużyteczny dla praktycznej służby!"
Jedynym warunkiem uczestnictwa było opłacenie "startownego" i dostosowanie się do przepisów weterynaryjnych. Dlatego też ilość zgłoszonych uczestników była naprawdę duża. Niemieckie owczarki (absolutna większość), dobermany i rottweilery z pewnością nikogo nie zaskoczą, ale można było również spotkać owczarki belgijskie, amstaffy, airedale terriera, beaucerona, dwa chodske psy i dwa rotobule (krzyżówki rottweilera z pitbullem). A dzięki nam - Helenie Hubáčkovej i Pavlowi Hanušce, tegoroczne zawody wzbogaciły się o dwa czechosłowackie wilczaki (Alana ze Smaragových vodopádù i Nancy Šedá eminence). Także różnorodność przewodników nie pozostawała w tyle za liczbą ras - rekrutowali się oni z szeregów sportowych kynologów i entuzjastów, ale przede wszystkim z wojska, policji i służby więziennej. Cała akcja rozpoczęła się już w piątek przyjazdem, rozpakowaniem się oraz przede wszystkim losowaniem numerow startowych. Powitała nas deszczowa pogoda, która na szczęście w sobotę i niedzielę się ustabilizowała, a niewysoka temperatura pomogła psom, a przede wszystkim ich wynikom. Od soboty rano przebiegały poszczególne konkurencje, które były kontynuowane dalej po obiedzie. Wieczorem impreza, taniec, pieczone prosie i kolacja od organizatorów. W niedzielę do południa kontynuowano konkurencje, a po południowej przerwie nastąpiło ogłoszenie wyników i rozdanie nagród.
A właściwie w jakich dziedzinach się startowało?
Na terenie porośniętym trawą, przy głównej bramie, oceniano posłuszeństwo według regulaminu ZVV1. Dla odpowiedniego sprawdzenia reakcji psa na strzał zamiast klasycznego pistoletu hukowego zastosowano kaliber 9mm, do tego skierowany na asfaltową powierzchnię - był to naprawdę dżwięk jak na sylwestra! Kolejne konkurencje miały już miejsce na terenie campingu, który był w zasadzie brzozowym parkiem. Rewir odbywał się pomiędzy domkami letniskowymi, a po wykryciu i unieszkodliwieniu napastnika (według regulaminu ZVV2) następowało jego odprowadzenie utrudnione atakiem z ukrycia drugiego pozornata (dosłownie wybiegał on na Was z krzaków koło drogi). Potem obrony były kontynuowane na plaży normalnym atakiem na ubranego w stój do ringu pozoranta oddalonego o 100 metrów, przy czym pozorant przed atakiem odrzucał na bok torebkę. Oraz atakiem na klasyczny rękaw na pozoranta oddalonego o 150 metrów. Ostatnią częścią były ćwiczenia specjalne. Pierwsze sprawdzało reakcję na dzikie zwierzęta. Przewodnik zostawiał psa i chował się w ukryciu na odległości 30 kroków. Potem około 10 m przed psem przeciągano wygarbowaną króliczą skórkę. Drugim ćwiczeniem było przynoszenie aportu z terenu 3x3 m, gdzie leżało pozostawione jedzenie - pachnąca wojskowa konserwa mięsna. Trzeba powiedzieć, że przepadło tu wiele psów, łącznie z tymi "profesjonalnymi". Niektóre nie traciły czasu na wybieranie kawałków mięsa z trawy, ale posilały się bezpośrednio z otwartej puszki :o). Część specjalną zamykała ochrona przewodnika w miejscu publicznym. Przewodnik z psem na smyczy wchodził na teren ogródka przy restauracji, gdzie głosem próbował uspokoić niekulturalnie bawiących się, pijanych gości. Jako odpowiedź w kierunku tej pary leciały plastikowe butelki (częściowo napełnione woda lub piaskiem), którym towarzyszył nieprawdopodobny wrzask, a na koniec jeden ze zbirów (pozorant w stroju do ringu) atakował przewodnika. Ten miał puścić smycz i wysłać psa do ataku. Trochę nas (no nie tylko nas) zdziwiło, że niektóre psy gryzły na smyczy. No a niektóre psy nie gryzły wcale. Przewodnicy różnych jednostek wojskowych przed atakiem prezentowali różne wersje ostrzegania przeciwnika a przewodnicy z służby więziennej, ku zaskoczeniu pozoranta, prezentowali często zatrzymanie we współpracy z psem.
Zawody były dosyć wymagajace. Tak fizycznie (dwa dni po sobie, długie obrony), jak i psychicznie (przy ataku na pozoranta z przeciwatakiem pies biegł w kierunku grupy widzów, którzy otaczali teren, gdzie dochodziło do ataku; o strzelaniu i restauracji już mówiłam). A do tego, jeśli ktoś chciał wziąść udział w zawodach z młodym psem, mógł pominąć niektóre części obrony lub na żądanie dane ćwiczenie zaprezentować jedysnie szkoleniowo, czyli na smyczy (oczywiście za 0 punktów).
Całkowite wrażenie z zawodów było doskonałe. Nie tylko przyjacielska atmosfera, nie zmącona zawiścią i zazdrością (tego często się już nie spotyka), ale i doskonałe zabezpieczenie tak ze strony organizatorów, jak i sponsorów. Choć opłata za start wynosiła jedynie 100,-Kč, to nikt z uczestników nie odszedł z pustymi rękami. Cenne nagrody otrzymało pięciu pierwszych zawodników i trzy najlepsze drużyny. Zwyciężczynią całych zawodów została "cywilka" Marie Brigantová z dobermanem Aronem, która dodatkowo uzyskała specjalną nagrodę Miss Kristýna (najbardziej utytułowanej kobiety zawodów) i nagrodę za najlepszego psa obrończego. Radość z tego wspaniałego sukcesu psuł jej jednak smutek z powodu zranienia jej drugiego psa, który przy ataku nieszcześliwie wpadł pod nogi pozoranta. Operacja natawienia stawu oznaczała dla niej koniec zawodów (teren miał na prawdę daleko to boisk sportowych widywanych na mistrzostwach IPO). Wszyscy zawodnicy zachowali się bardzo miło, gdyż zrobili zbiórkę na opłacenie tej dosyć kosztownej operacji. Ponieważ zawody były organizowane jako zawody indywidualne i drużynowe (3 osoby), dołączył do nas Josef Válkem z naszego zaprzyjaźnionego ZKO z Hrádku nad Nisou. Pepa startował ze swoim pięknym owczarkiem długowłosym (Zorro z Herodesova domu).

A jak zaprezentowały się wilczaki?
Oczywiście nasze uczestnictwo wzbudziło duże zainteresowanie. Od wielu obecnych można było usłyszeć, że czechosłowackiego wilczaka widzą pierwszy raz w życiu. Wyrażano się sceptycznie głównie o oczekiwanych wynikach z obrony, a zdarzały się i stwierdzenia, że wilczaki nie mają szansy i na posłuszeństwie. Dlatego każdego interesowały nasze wyniki. Te odpowiadały stopniowi wyszkolenia naszych psów. A mimo iż do doskonałości im jeszcze trochę brakuje (szczególnie Nancy), zebraliśmy brawa i uznanie. Przez umiejscowienie się w połowie stawki (Alan) i na jej końcu (Nancy) nie przynieślismy wstydu naszej rasie. Ocenili to obecni spece, między którymi nie brakowało i Ivo Eichlera, znanego przede wszystkim ze swoich artykułów o problematycznych psach.
Helena:
W sobotę rano rozpoczęliśmy z Alamen posłuszeństwo, gdzie otrzymaliśmy 95 punktów, które sprawiły mi oczywiście radość, ale stanowiły głównie rezerwę punktową do kolejnych dyscyplin. Nastąpił rewir, który był już znacznie słabszy - 69 punktów ze 100. Tutaj dał znać brak treningu w naturalnych warunkach i niesamodzielność mojego psa na obcym terenie (chaotyczne wyszukanie, 0 za oszczekanie i 0 za pilnowanie pozoranta do przyjścia przewodnika). Przeszukanie i eskorta poszła już bez problemu.

Od południa rozpoczęły się ćwiczenia specjalne. Odłożenie z "dzikim zwierzem" Aldík nieoczekiwanie zaliczył gładko za pełnych 10 punktów. Za to papusianie było silniejsze niż komenda "APORT", żeby choć liznął, a tak przybyła nam kolejna nula do kolekcji. To ćwiczenie ćwiczyliśmy już wiele razy w domu (aż do poprawnego zakończenia), ale wynik upewnił mnie w zdaniu, że czeweczki nie wystarczy czegoś nauczyć, ale trzeba to odpowiednio ugruntować (a to trwa długo). Wisienką na torcie była sobotnia likwidacja zamieszek. Głośna atmosfera restauracji Alďasza tak rozgrzała, że choć zaprezentował całkiem szybki atak (za 19 punktów z 20 możliwych), nie chciał puścić upolowanego "zbira w ringo" (strata 5 punktów). W niedzielę czekało na nas już jedynie dwukrotne "przebiegnięcie" się po plaży (wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że ucieknie mi suczka z uwięzi i że będę jej szukać następne trzy godziny - razem z moimi pomocnymi przyjaciółmi - biegać po okolicy i szukać tej żmiji, która na zmianę szukała mnie. Ale w sumie dobrze się to skończyło.). Zwyczajnego ataku wcale się nie obawiałam, ale ponownie pokazały się niedoróbki szkolenia. Dokładnie tak jak wykonanie skomentował sędzia p. Jan Dubový: "Ten to piesek nie przywykł do łapania rękawa w pełnej szybkości i widać, że zwykle pozorant na niego czeka.". Tak tak, pies rękaw złapał dopiero przy trzecim doskoku i ponownie niechętnie puścił ("Ten lump w ringu jest o wiele lepszy, niż ten zwyczajny z rękawem! A gdy tyle musiałem się napracować, by go chwycić, dlaczego mam go teraz puścić?"), co nam przyniosło 31 punktów za złapanie i 3 za puszczenie (45/5). Za to kontrolaka widziałam słabo. Podobnie jak przy normalnym ataku nie mamy go wyćwiczonego na tak dużą odległość, a dodatkowo pozorant niewiele się ruszał. Zawsze jest to przejście do praktyki. Ale tym razem zaskoczenie było przyjemne. Werdykt brzmiał "Atak dobry, ale słaby chwyt." i już mamy 82 punkty ze 100 (łącznie z puszczaniem). Suma sumarum zebraliśmy 309 punktów z 400 możliwych, dzięki którym trafiliśmy na 26. miejsce. Biorąc pod uwagę 46 zawodników w tej konkurencji, myślę, że to nie była hańba.
Pavel:
Wylosowaliśmy numer 12 i tak rozpoczeliśmy posłuszeństwo z pierwszą grupą zawodników w sobotę rano. Nancy także tym razem nie złamała swojej zasady i jasno pokazywała, że jej to nie bawi. Chodzenie przy nodze i obroty były całkiem niezłe, jednak przy aporcie były potrzebne dwie komendy. Jak zwykle koło ringu szczekała, jednak podczas właściwych zawodów nie wydała nawet jednego dźwięku. Tak samo tradycyjnym problemem stała się i metrowa przeszkoda. Tą całkiem zignorowała. "A-czka" i kładka były w normie. Reakcja na strzał bez problemu. Nawet przy odłożeniu na nią nie reagowała, jednak na końcu usiadła i tak straciliśmy 3 punkty. W sumie posłuszeństwo zakończyła słabymi 51 punktami.

Potem przeszliśmy do ćwiczeń specjalnych. Aport przy żarłoczności Nancy całkowicie nie miał szans powodzenia. Powtarzane komendy nie wywarły efektu i koziołek leżał w spokoju, a Nancy "opychała" się rozrzuconymi kawałkami mięsa. Potem przyszło odłożenie z "dzikim zwierzem". Pozostawanie na miejscu z nadzorem jest całkiem bez problemu. Jednak tego, że właściciel znikł z widoku Nancy po prostu "nie strawiła" i udała się za mną. Więc też 0 punktów. Jedynym ćwiczeniem specjalnym, które się nam powiodło, były grupa awanturników w restauracji. Jedynie latające butelki były dla Nancy trochę niezwykłe i zwracała na nie uwagę. Z tego powodu przeoczyła najlepszą okazję i napastnika chwyciła praktycznie dopiero, gdy był kilka kroków od nas. Po unieruchomieniu pozoranta w końcu bez komendy puściła (nie jestem pewien, czy czasem nie chciała puścić, ale jakoś jej to samo wyszło :o) ). W każdym razie wykonanie było ocenione na 15 punktów za chwyt (5 punktów straty za szybkość) i pełna ilość punktów za puszczanie. Właśnie w tym ćwiczeniu czeweczki wszystkich zaskoczyły. Mało kto z oglądających oczekiwał tak dobrej pracy. W niedzielę zgłosiliśmy się na rewiry. Mimo, że Nancy zwykle rewirów nie robi, tu w naturalnym otoczeniu przekonała samą siebie i postarała się jak mogła by pobiegać między chatkami. Tradycyjnie oszczekanie i zatrzymanie pozoranta zrobiła za 0 punktów. :o). Przeszukanie i atak na pozoranta zaprezentowała doskonale i straciła tu minimalną ilość punktów. Potem jednak przyszedł szok. Z zarośli koło drogi, około metra przed nami, wyskoczył drugi pozorant, a Nancy tak się wystraszyła, że wpadła do rowu koło drogi. Z niego oczywiście w mgnieniu oka "wystartowała" do ataku, jednak całe wykonanie sędzia słusznie ocenił na 0 punktów. Potem przystąpiliśmy do najtrudniejszych, dla nas, ćwiczeń. A są to atak i kontrolak (ucieczka pozoranta z jego atakiem) na dużą odległość. I tutaj Nancy nie zawiodła oczekiwań, gdyż całą odległość przebiegła dosyć szybko, jednak pozorantem się nie zainteresowała. Za to obwąchała sędziego, który, jak z uśmiechem przyznał, miał w tej chwili duszę na ramieniu. Cała cęść z obronami była po prostu ponad nasze siły. W sumie uzyskaliśmy 114 punktów, co było dużo poniżej średniej i starczyło jedynie na przedostatnie 45. miejsce. Jednak nie oczekiwałem jakiejś super lokaty i znalezienie się w pierwszej 30 byłoby prawdziwym osiągnięciem. Na zawody jechaliśmy przede wszystkim by zyskać doświadczenie na podobnych zawodach i muszę powiedzieć, że była to ciężka nauka.
Dla uzupełnienia trzeba dodać, że trzeci członek naszej drużyny - Pepa Válek, skończył na wspaniałym 14. miejscu i cała nasza grupa ulokowała się na 9. miejscu (z 11 drużyn). Puchar Kristýny jest rzeczywiście praktyczną prezentacją wyszkolenia psów i ich właścicieli. Na 100% na jego opanowanie nie starczy zaprezentowanie książki z zaliczonym egzaminem, ale pies i przewodnik powinien rzeczywiście być wszechstronnie wyszkolony. Jeśli okoliczności nam dopiszą, na pewno pojawimy się na Kristýnie na przyszły rok (a może i lepiej przygotowani). Mam nadzieję, że dołączą do nas kolejni śmiałkowie ze swoimi wilczakami.
Helena & Pavel (Czechy)
|