Pavel zaprosił Biankę i mnie z naszymi szczeniakami Cirą i Cakary na tydzień do Pragi. Wyjechałam więc w sobotni poranek (1. lutego) z Zürichu w kierunku Czech. Moja zaplanowana trasa prowadziła przez Monachium, tak żeby odebrać Biankę i Cirę w Mittenwaldzie (Niemcy). Był to mroźny poranek, wschodzące słońce oświetlało okolicę zimnym, jaskrawym światłem. Krótko przed niemiecką granicą musiałam zatrzymać się na poboczu, gdyż całkowicie zamarzły mi wycieraczki. Dlatego na krótko opuściłam samochód. Kurtka, torba i telefon komórkowy zostały w aucie. Gdy chciałam do niego ponownie wsiąść okazało się, że drzwi są zamknięte. Moja 12 tygodniowa suczka Cakary zaryglowała auto od środka. Zostałam w samych spodniach i swetrze i trzęsłam się straszliwie! Zatelefonowałam z następnej budki ratunkowej i zaalarmowałam pomoc drogową. Po 35 minutach przyjechała razem z karetką pogotowia, ponieważ moje usta były już totalnie sine, moje ręce skostniały i nie mogłam już prawie mówić. Po dwóch godzinach ogrzałam się na tyle, że mogłam kontynuować jazdę...
O północy dotarliśmy wreszcie z Bianką do Pragi, choć totalnie umęczone i wyczerpane, ale w sumie o.k.!
Nie mogłyśmy wypocząć, bo już w poniedziałek rano pojechałyśmy z naszymi dwoma szczeniakami na trening. Pavel zawiózł nas na plac szkoleniowy, gdzie wspólnie ćwiczyły różne rasy. Na popołudnie Pavel umówił się z ekipą filmową na filmowanie naszych psów. Ludzie z telewizji szukali wilczego stada do videoklipu.
Pojechaliśmy więc na polane, gdzie Nancy, Hoky, Cakary, Cira i Connie mogły biegać wolno. Było bardzo zimno i lodowy wiatr dawał się (przede wszystki mi) we znaki. Około 16.00 wreszcie nam się udało i zdjęcia zostały zakończone. Przy gorącej i mocnej kawie u Lucie i Standy wróciło nam życie. W następnych trzech dniach nasze szczeniaki Cakary & Cira były szkolone przez profesjonalnego trenera - Pavla Urbana. Ten ganiał Biankę i mnie z naszymi psami po całym placu szkoleniowym tam i z powrotem, do góry i na dół... i ćwiczyliśmy, ćwiczyliśmy i jeszcze ćwiczyliśmy! Jeśli chodzi o posłuszeństwo i podporządkowanie, to wiele w tych dniach skorzystałyśmy. W pozostałym czasie (niewielkim!), który nam jeszcze pozostał odwiedzaliśmy z naszymi szczeniakami prazską starówkę. Jednego popołudnia Pavel zwiedził z nami prazski zamek i opowiedział wiele starych historii.
Mój Boże, w środę wieczorem byliśmy my i nasze psy totalnie zmęczeni! Cały czas tylko akcja! Cieszyliśmy się na czwartek i piątek, gdy pojechaliśmy na południowe Morawy, by odwiedziź siostrzyczkę Cakary i Ciry - Carrey. To były dwa wspaniałe dni u Hany i Honzy. Pogoda nadal była jeszcze bardzo mroźna, ale bajecznie piękna. Śnieg błyszczał w słońcu i większość czasu spędzaliśmy na zewnątrz. Dla naszych psów nie było oczywiście nic piękniejszego nad zabawę w śniegu. Chętnie odwiedziła bym jedną ze znanych jaskiń wapiennych. Jednak czasu było za mało, a pogoda zbyt zimna. Nadrobimy to następnym razem!
W sobotni poranek Binka i ja oraz nasze "teraz przyjacielskie" szczeniaki udaliśmy się w drogę do domu. To był koszmar! Od Manachium jechaliśmy w ogromnym korku i gdy po kilku godzinach zostawiliśmy go za sobą, zaczął padać śnieg. Ale jak padał! Gdy dojechaliśmy do Mittenwald, by wysadzić Biankę i Cirę leżało na ulicach tyle śniegu, że nie dało się jechać bez dobrych zimowych opon czy łańcuchów. Moja droga z Mittenwaldu do Zürichu prowadziła przez zaśnieżone i pokryte lodem autostrady, koło których leżały pozostawione i poprzewracane samochody ciężarowe i pogięte osobówki. Horror Praga-Zürich trwał 20 godzin.
Ciesze się już na kolejne odwiedziny w Czechach: tym razem wybiorę sobie cieplejszą porę roku!
Franziska (Szwajcaria)
|