Ponieważ Arry skończył już 6 miesięcy, zdecydowaliśmy się wziąć kilka dni wolnego i wziąć udział w przeglądzie młodych Jevisovicach. Głównym powodem była chęć zobaczenia bonitacji CzW w Czechach, spotkania matki oraz braci Arryna, danie hodowczyni okazji, by mogła ocenić cały miot, no i oczywiście zawarcie znajomości z innymi właścicielami CzW.
Więc po przejechaniu 1000km, po bardzo zimnej nocy spędzonej w namiocie koło Salzburga, w piątek około godziny 15:00 dojechaliśmy do Jevisovic. Zostaliśmy serdecznie powitani i przydzielono nam na nocleg mały drewniany domek. Gdy szliśmy do naszej chatki, byliśmy obserwowani przez wiele par wilczakowych oczu. Rzuciło mi się odrazu w oczy, że wszystkie psy były uwiązane i miały założone kagańce. Kilka kroków dalej wiedziałem już dlaczego. Gdy przechodziliśmy obok zachowując dużą odległość, każdy pies wisiał na łańcuchu. Gdy się już rozpakowaliśmy, udaliśmy się na zwiedzanie okolicy. Jest to ładny teren z małą rzeczką. Po długiej podróży psy cieszyły się, że mogą się wreszcie wyszaleć.
Po spacerze zdecydowaliśmy się posiedzieć trochę z innymi właścicielami CzW. Jak zwykle wzieliśmy ze sobą nasze psy. Ale także tam były wszystkie psy uwiązane w bezpiecznej odległości i z założonymi kagańcami. Nasze psy podeszły z nami oczywiście do stolika i zaraz położyły się pod ławką. Mimo tego miałem wrażenie, że tak się tutaj nie robi. Z czasem schodziło się coraz więcej osób ze swoimi psami. Powitaliśmy także braci i matkę Arryna. Psy te były otwarte i nie okazywały żadnej agresji wobec ludzi. Ale psy między sobą nie były już tak przyjacielskie. Nigdy nie widziałem Arryna tak bojowo nastawionego wobec innych psów. Nawet jego matka i bracia nie mogli się do niego zbliżyć. Candy schowała się do chatki i prawie nie dało się jej z niej wywabić. Także inni właściciele CzW przyznali, że nie znali takiego zachowania swoich psów.
Gdy szliśmy spać, większość psów nadal była przywiązana do chatek. Nasze psy spały oczywiście z nami w domku. Na zewnątrz wyły psy i muszę szczerze przyznać, że wpaniale było slyszeć ich śpiew przy zasypianiu.
Następnego dnia odbył się przegląd młodych. Arryn i ja jako pierwsi musieliśmy zaprezentować się sędziemu. Była mierzona wysokość, oglądano zęby, sprawdzano jądra, musiałem z nim przejść kilka metrów, ustawić się do zdjęcia, itd., itd. Normalka, Arryn przeszedł wszystko bez problemu. Właśnie byłem zajęty sędziną, gdy nagle poczułem, że Arryn ciągnie na smyczy i próbuje uciec. Obejrzałem się i zobaczyłem, że od Arryna odbiega jakiś mężczyzna. Teraz jest już wszystko jasne, w czasie gdy rozmawiałem z sędziną, do Arryna podszedł człowiek. Najpierw był miły, dał się powąchać, potem odszedł na kilka metrów, odwrócił się i z podniesioną pięścią podbiegł do Arryna i próbował go zaatakować. Po tym jak spytałem, o co tu chodzi, powiedziano mi, że jest to pewien typ testu charakteru. Ja nic nie zauważyłem, ale moja przyjaciółka, która wszystko widziała, była wystraszona. Także właściciel Aroka, brata Arryna, był przerażony. Po tym jeszcze długo o tym dyskutowaliśmy i wszyscy (z Europy Zachodniej) byliśmy tego samego zdania, że coś takiego jest bez sensu. Po południu odbyła się oficjalna bonitacja. Także tam powtórzono to samo, z tą różnicą, że do nastraszenia użyto pałki. Co o tym myśleć, każdy musi sam rozstrzygnąć. My uznaliśmy to za chybiony pomysł.
Potem zdecydowaliśmy się wraz z Michelem, właścicielem Aroka, że udamy się do domu już tego samego wieczora, gdyż nie chcieliśmy dalej narażać psów na taką nerwową atmosferę. Szczególnie, że w niedzielę miały się odbyć jeszcze zawody, które na pewno jeszcze zaogniłyby atmosferę.
Tuż za granicą zatrzymaliśmy się by zatankować. Wykorzystaliśmy tą możliwość, wypuściliśmy nasze psy, by rozprostowały trochę łapy na pobliskiej łące. I popatrzcie, nasze psy rozumiały się znakomicie, szczególnie Arryn i Arok, które na terenie przeglądu nie można było dopuścić do siebie na mniej niż dwa metry, bawiły się teraz ze sobą, jakby nic się nie stało.
Podsumowując:
Było bardzo interesująco, zobaczyłem i mogłem obserwować wiele CzW, zawarliśmy wiele dobrych przyjaźni, szczególnie z Michelem Camurati z Włoch, którego na pewno kiedyś odwiedzę. Ale biorąc pod uwagę CzW, bonitacje, test charakteru, pozostaje mi po tym wyjeździe wiele znaków zapytania. CzW jako pies użytkowy, tak, ale czy to zawsze musi być połączone z pewną agresją, jest dla mnie wątpliwe. Pies lawinowy, ratowniczy itp, nie może być ostry. A przecież takie psy czynią więcej dla "publiczności" niż wszystkie ostre psy razem wzięte.
Każdy członek parlamentu z Norwegii, gdzie obecnie dyskutuje się o zakazie hodowli wilczaków, po powrocie z takiego wyjazdu bez mrugnienia okiem byłby za takim zakazem. To jest to czego chcemy? Czy tego chcą ludzie z Czech, którzy są odpowiedzialni za rasę, biorąc pod uwagę niedalekie wejście do EU i dyskusje o psach bojowych w tych krajach. Nie mam pojecia!
Jeśli choć kilka osób przeczyta to sprawozdanie i trochę o tym pomyśli, wtedy cała ta wycieczka jednak się opłacała.
Pozdrowienia dla wszystkich CzW i ich właścicieli
Markus i stado (Szwajcaria)
|