Kiedy przeczytałam petycję odnośnie wilczaków i o tym, że tacy dumni i odważni ludzie, dzieci Wikingów boją się wilków, byłam w szoku. Jak to możliwe, co zrobiły wilczaki, że Norwedzy je nienawidzą?
U nas na Litwie myśliwi polują na wilki, bo je mamy, i nikt niewidzi w tym dużego problemu, że tu żyją. Starzy ludzie opowiadają, że kiedy była wojna albo bardzo złe lata i dla zwierząt, i dla ludzi, wtedy zdarzały się konflikty wilków i ludzi. Ale to już minęło...
Moja ciocia, kiedy była małą dziewczynką, miała okazję (bardzo dużą) pogłaskać 100% wilka ponieważ jeden z nich, jak prawdziwy król lasu, kłusem przeszedł obok małego dziecka i nawet okiem nie mrugnął na to, że TO JEST LUDZKIE DZIECKO. A moja ciocia, obecnie już starsza kobieta, nadal mówi o tym z dużym oczarowaniem.
Obecnie telewizja pokazuje jednego leśnika, który już kilka lat ma "w domu" całe stado wilków i bardzo przyjacielsko z nimi żyje (to nie jest jakiś człowiek z problemami psychicznymi - on je obserwuje i pisze o tym książkę. Te stado to wilki-potomkowie wilków, które żyją w ZOO w Kownie (według mnie, żyją one u niego bardziej po wilczemu niż w ZOO)), a z matka całego stada chodzi jak z psem myśliwskim na polowanie. I uważam, że to jest super, super myśliwy-kolega (nie pies, nie pracownik, ale jak on sam mówi - kolega).
Ojciec mojej koleżanki ze studiów, też myśliwy, ma w domu psa, w którym jest 1/3 wilczej krwi. On sam mówi, że jest to bardzo przyjacielski pies w stosunku do ludzi. Tylko inne psy widzą w nim "coś dziwnego-dzikiego".
No i jak mam się zgodzić z tym, że Norwedzy boją się już nie tyle wilka, a takiego intelegentnego psa, jakim może być tylko ukochany wilczak?!
Daiva (Litwa)
|