Już od ponad trzech lat intensywnie obserwuję scenę CzW, interesuję się wilczakami ogólnie, a szczególnie dlatego, że sam jestem "przewodnikiem" stada złożonego z dwóch CzW. Rzuciło mi się w oczy, że w ostatnim czasie wiele pisze się na temat szkolenia.
Chciałbym na podstawie moich doświadczen pokazać, jak ciężko jest przepowadzić odpowiednie szkolenie, nie z powodu psów, ale ponieważ otoczenie (jeszcze) nie jest dostosowane dla naszych CzW, szczególnie w Europie Zachodniej.
Ze swoją Candy byłem przez około 1,5 roku na placu szkoleniowym. Na początku braliśmy udział w kusie wychowawczym dla młodych psów i w końcu na przygotowaniu do BH1, ponieważ u nas BH1 jest wymagane przy dalszym szkoleniu. Już na kursie dla młodych psów byliśmy wielokrotnie przenoszeni do mniej zaawansowanych grup. Powodów było dosyć. N.p. Candy po komendzie "waruj" nie leżała równolegle na tylnich nogach, zamiast tego kładła się wygodnie na boku (ja przy okazji też), szczególnie gdy wiedziała, że potrwa to wiele minut. Także komenda "szczekaj" nie była i nie jest jej silną stroną. Nie szczeka lub szczeka niewiele i tylko wtedy, gdy uznaje to za sensowne (robienie czegoś bezsensownego jest zbyt ludzkie i nie leży w jej naturze). Ponieważ jest raczej strachliwa i ostrożna zajęcia w grupie nie należały do jej ulubionych zadań, po prostu obchodziła grupę i przychodziła do mnie "po najmniejszej linii oporu" (to pokazuje mi, że potafi myśleć i jest inteligentna). Ponieważ nie jest żarłokiem, nie udało się jej przekonać nawet za pomocą kawałka kielbasy (towar i opłata za niego muszą się przecież zgadzać), a wykładać kotlet cielęcy za każde wykonanie ćwiczenia mi się nie opłaca.
Próbowałem pracować czasem z większym, czasem z mniejszym naciskiem, czyli grać dobrego i złego policjanta, ale to nie pomogło. Nie potafiła lub nie chciała wykonywać tych ćwiczeń, które były wbrew jej naturze.
W końcu sam sięgnąłem do książek. Zapytałem sam siebie czego chciałem lub lepiej mówiąc czego chcę od wilczaka, że zdecydowałem się na tą rasę. Wiedziałem, że są to bardzo pierwotne psy z własnym charakterem. Dzięki tej myśli stało się dla mnie jasne, że to nie Candy była problemem, ale ćwiczenia na placu szkoleniowym, otoczenie, szkoleniowcy i ja. Ugiąłem się pod naciskiem, starałem się wypełnić podane ćwiczenia, ale czy Candy była lub czy wilczak jest na tym etapie (ćwiczenia te są dobre dla "normalnych" psów, które przez stulecia były do tego tworzone)? Każdy właściciel wilczaka musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie ponieważ każdy wilczak i każdy właściciel jest inny.
Dzisiejsza sytuacja wygląda następująco. Candy jest totalnie przyjazna, kochana i przyjacielska (za wyjątkiem jej stosunku do kilku suk do których jest dominująca), jest zrównoważona i bardzo się mnie słucha. Mogę ją zawsze i wszędzie puścić wolno i zawsze ją potem odwołać. Mamy swoje własne ćwiczenia i rytuały, które ćwiczymy każdego dnia na naszych spacerach. Czego mógłbym chcieć więcej od swojego psa?
Mimo tych doświadczeń ostatniej jesieni zdecydowaliśmy się na drugiego wilczaka, tym razem na psa.
Arryn jest czystym przeciwieństwem Candy, jest otwarty wobec obcych (co oczywiście może za sobą przynieść problemy w przyszłości) i bardzo zainteresowanych wszystkim co nowe. W tym momencie uczęszczamy do psiego przedszkola, ale za kilka tygodni zacznie się dla niego prawdziwe życie, gdyż zaczniemy brać udział w kursach dla młodych psów. Zobaczymy jak daleko razem zajdziemy, jeszcze dużo mamy do zrobienia i dużo musimy się razem nauczyć. Próbujemy włączyć w ten proces także Candy. Jak narazie wygląda to pozytywnie. Powoli otwiera się ona na obcych, gdyż widzi, że obcy nie oznacza nic negatywnego. Nie chce też pozostawać w tyle. Zachowuje się obecnie jako najstarsza z tej dwójki, gdyż narazie musi wszystko Arrynowi pokazywać.
Mój tip dla wszystkich właścicieli CzW: wyczucie, konsekwencja, wytrwałość, cierpliwość, zaufanie. Od psa należy wymagać, ale go nie przeciążać. I najważniejsze, nie uginać się pod naciskiem z zewnątrz (pohamować swój egoizm i chęć dowartościowania się). Dzięki temu nie przekroczymy granicy między "wymagać" a "przeciążać", co oszczędzi nam czasu i nerwów i zarezultuje obustronnym zaufaniem. Gdy CzW widzi, że wszystko w każdej sytuacji mam pod kontrola, automatycznie zaakceptuje mnie jako swojego szefa. Dzięki takim stosunkom można dalej pracować, tak, że w przyszłości może będziemy mogli z naszym CzW zaliczyć na placu szkoleniowym także standardowe ćwiczenia (o ile tylko będziemy tego chcieli).
To wszystko wydaje się proste, ale dla mnie każdy dzień jest wielkim i pięknym wyzwaniem, któremu próbuje sprostać.
Markus Wyser (Szwajcaria)
|