![]() |
Zatím musí Car zůstat v karanténě do 21.3., nedá se to urychlit, aby jej pustili dřív. Oblastní veterinární správa nařídila doktorovi, který jej drží v karanténě, že je NESMÍ uspat!!!
Potom se domluví den převzetí psa. Předběžně si jej Ruda vyzvedne na místě. Ale o transportu se domluví zainteresovaní lidé později (jestli by musel jet vlakem nebo s někým autem????). Je to hodně daleko, cca 800km!!!! Takže zatím jen čekat.................. |
Sprawa przedstawia się następująco :
Car do 21 marca jest pod obserwacją stacjonarną i nie ma możliwości jej wcześniejszego zakończenia. Wg weterynarzy, pies jest agresywny i kwalifikuje się do uśpienia. Cóż, to skutek braku znajomości rasy. Zostały już przeprowadzone rozmowy z wojewódzkim lekarzem weterynarii, który się całą sprawą zajął i po skończonej kwarantannie pies będzie mógł być zabrany. Wg prawa, bez mojej zgody pies nie ma prawa być uśpiony, jeśli nie ma wścieklizny. Prawo też gwarantuje mi decydowanie o dalszych losach Cara –lekarze nie mogą nic z psem po kwarantannie zrobić. Pies już wcześniej przeszedł ogólne badanie weterynaryjne, jest zaszczepiony i odrobaczony. Nie wykazuje oznak wścieklizny, więc nie ma zagrożenia, że z tego powodu umrze lub zostanie wcześniej uśpiony. Nie mam pewności, czy pies zostanie wydany nam w niedzielę, czy dopiero w poniedziałek. Po niedzieli i rozmowie z weterynarzami będę wiedziała dokładnie /i przekażę informację/. Następnie zostanie przewieziony do p.Rudolfa, który się nim zajmie. W zależności od psychiki psa, Car po szkoleniu będzie miał starannie wybranego nowego opiekuna lub zostanie na stałe u p.Rudolfa. Przed Carem długa droga: -z Orzysza do Katowic /lub okolic/ potrzebny będzie transport –szukamy kierowcy-ochotnika z samochodem /z kratką?/, -z Katowic do p.Rudolfa –transport jest, ale potrzebny będzie drugi kierowca. W sprawie transportu, proszę się kontaktować - 515-207-233. Pieniądze /*/ ofiarowane na potrzeby Cara będą przeznaczone na transport do Czech. Niestety, nie jest to kwota wystarczająca na zakup paliwa na tej trasie /i powrotna do domu kierowców z Czech/, więc jeszcze raz prośba o datki. Wszyscy zaangażowani w sprawę do tej pory, mamy świadomość, że akcja na Mazurach nie została zakończona sukcesem w pełnym tego słowa znaczeniu /może nawet ktoś to nazwać fiaskiem/. Ale pragnę przypomnieć, że gdyby nie Graba, Mila i pozostali, w zeszłą sobotę w Dobrocinie Car najpewniej zostałby uśpiony. To /pożal się Boże!/ „przytulisko” jest postawione w stan likwidacji. Jest tam kilkadziesiąt psów bez stałego nadzoru weterynaryjnego, więc los większości z nich nie będzie „różowy” /małe psy mają większe szanse na przeżycie, niż te duże/. Ci, którzy odebrali Cara z „bidula”, kierowali się przede wszystkim wielkim sercem i chociaż nie zapewniliśmy mu stabilizacji, nie przyczyniliśmy się do odebrania mu życia. A p.Rudolf może spełnić nasze marzenie /czego w Polsce nie udało się osiągnąć/, bo też kieruje się wielkim sercem. ..................... Bardzo dziękujemy p.Hanko za zaangażowanie i pośrednictwo. ..................... /*/-otrzymałam 540 złotych od 5-ciu osób –wszystko do wglądu na podstawie wyciągów bankowych ..................... |
Quote:
Twoje słowa świadczą o tym, że jesteś silnym, uczciwym człowiekiem z zasadami i że one są dla Ciebie ważniejsze niż bicie piany i własny PR. Podoba mi się, że potrafisz poprosić o pomoc i potrafisz ją przyjąć. 8) Podoba mi się też, że piszesz otwarcie o planach dotyczących Cara (który tak jak swego czasu Wilk) stał się naszym 'psem forumowym' ;). Mam też nadzieję, że nie 'zniknie' jak tamten i że będziemy mogli nadal śledzić jak mu się wiedzie i jeśli trzeba będzie - pomóc. Nawet gdyby doszło na najgorszego (z czym też trzeba się niestety liczyć :cry:) mam nadzieję, że się o tym dowiemy. Szkoda, że nie każdy potrafi wykazać się taką klasę jak Ty. Apeluję do właścicieli i hodowców - wpłaćcie choć trochę, ile możecie. Nawet niewielkie sumy będą cenne jeśli będzie ich więcej... Właściciele! Nie wiecie jeszcze co Wasze Bure zmalują i czy ktoś Wam kiedyś też nie pomoże. Hodowcy! - nie wiecie czy któregoś z Waszych szczeniaków, których jeszcze nawet nie ma na świecie nie spotka los podobny do Cara. (oby nie!!!) W imię tej niewiedzy - pomóżcie Carowi!!! |
Puchatek: To je OK, důležité je, aby měl domov ....................
|
Car zostaje odebrany z lecznicy w poniedziałek rano.
Bardzo potrzebujemy kierowcy na I etapie: Orzysz -Katowice. Mamy już 750 zł. |
Mamy kierowcę.
|
................
http://wolfdog.org/drupal/pl/gallery/subcat/1/9928/ ................ Jest drugi kierowca. ................ |
jak budzet?zbieramy dalej?czy jest juz wystarczajaco $?
|
Mamy 920zł /11 osób, w tym jeden darczyńca od wilczarzy -temat znają/.
Myślimy, że to absolutnie wystarczy. Z tych pieniędzy będzie opłacone przede wszystkim paliwo, potem karma, oraz jeśli wystarczy -mamy nadzieję, że jesteście >za< - jakiś posiłek czy kawa w czasie drogi dla kierowców. Pełne rozliczenie -ok. połowy przyszłego tygodnia. Wszystkie skany wpłat przekażę Agnieszce /Grabie/ i poproszę, aby otrzymała też paragony/rachunki wydatków. Jeśli zostaną jakieś pieniądze, myślę o dwóch możliwościach: każdemu darczyńcy zwrócić proporcjonalnie do wpłat część pieniędzy lub kupić karmę i dać wybranym /przez osoby dobrze zorientowane w temacie/ schroniskom. To do decyzji Ofiarodawców, po przedstawieniu rozliczenia. |
Osobiście myślę, że nie ma sensu bawić się w zwroty. Jeżeli zostanę jakieś grosze (w co wątpię), to najlepiej je wykorzystać właśnie w sugerowany przez Ciebie sposób.
|
Quote:
|
Tady je link p. Rudy Desenského kde bude Car :
http://www.psycholog-psu.com/help.html |
Dziewczyny, macie rację:) Bardzo to dobry pomysł :) Trzymamy kciuki za Cara:)
|
nie ma co zwracac pieniedzy,lepiej kupic karme dla psiurów:) czy co tam potrzebne...
|
Przepraszam za elaborat, ale moje poczucie uczciwości względem siebie /oraz Osób zaangażowanych i dopingujących/ nakazuje mi przedstawić sytuację, jaka jest w rzeczywistości, i by każdy mógł wyrobić sobie sam zdanie...
W poniedziałek przyjechała do mnie Ania /Sssmok/ i pojechałyśmy po Cara. Widok psa tych rozmiarów w klatce 1,5x1,5x1,5m oraz drzwi zawiązane kilkoma łańcuchami /!/ był obrzydliwy, pies był wychudzony, miał poobcierany nos /być może od wsadzania pyska w pręty klatki/ i bardzo się ucieszył na widok ludzi. Lekarze błyskawicznie opuścili budynek w którym Car przebywał i zamknęli za nami drzwi –chyba autentycznie bali się tej „bestii”. Usłyszałam komentarz: „chyba zdaje sobie pani sprawę, jaką odpowiedzialność bierze pani na siebie”. Powiedziałam, że pies jedzie do speca do Czech, na co lekarz stwierdził, że dla niego nie ma znaczenia czy będzie pogryzione polskie czy czeskie dziecko... Pies był bardzo radosny, udało się go wprowadzić do auta. Wczesnym popołudniem od Ani dowiedziałam się, że Car miał przesiadkę i ruszył z Płońska w dalszą drogę. To cała moja wiedza o psie do dnia dzisiejszego. Grzegorz /Wilczakrew/ przez dwa dni nie dawał jakiejkolwiek informacji, co się dzieje. Ponieważ od początku moje działania są przejrzyste, pozwalam sobie wkleić mail Grześka do mnie przedstawiający całą historię Cara /naświetloną z Jego perspektywy/. Przedstawiam także moją odpowiedź do Niego, by ktokolwiek nie miał wątpliwości, co do mojego podejścia do sprawy. ............................ Dzisiejszy mail od Grześka /odp na moje monity/ Do trzech razy sztuka - perypetie Cara z Deštné hory Spędziłem dziś bardzo miłe popołudnie z Rudolfem Desenským, czeskim specjalistą od naprawiania psich nawyków i charakterów Zadziwiające jest to, że w temacie psów nie ma barier językowych, a dwie osoby chcące się ze sobą dogadać potrafią zrobić to doskonale. Poznając takiego człowieka można na nowo napełnić serce nadzieją i wiarą. Właśnie taka wiara była nam potrzebna i nadzieja, że kiedyś skończy się tułaczka tego psa. Car zachował się jak na prawdziwego faceta przystało i uznał wyższość przewodniczki stada. Co będzie dalej to wyniknie z obserwacji przez kolejne tygodnie. Z pewnością nie będzie łatwo bo pies ma dość mocną psychikę, jest inteligentny i okazuje wszelkie oznaki dominacji. Nie poddaje się łatwo i małymi kroczkami usiłuje sobie podporządkować otoczenie. Jest bardzo pogodnym psem, ciągnie do ludzi jednak nie lubi się podporządkowywać. Nie przejawia oznak agresji, a jedynie frustracja i niepewność budzą w nim lęk przed kolejnym porzuceniem. Niestety tak się dzieje jak Wilczak trafia w nieodpowiednie ręce, a jeśli do tego nauczy się wymuszać na człowieku gryzieniem swoje ja , to mamy do czynienia z tym co się stało. Wracając jednak do początku całej opowieści bo pewnie wielu z was jest ciekawych jak jego losy splatały się z naszymi . Car, wilczak czeskiego właściciela, został wywieziony i porzucony . Błąkał się po schroniskach. Dobrocin nie był pierwszym, ale chyba najgorszym miejscem gdzie mógł trafić. Wtedy pojawiła się nadzieja, w całą akcję bardzo mocno zaangażowała się Agnieszka( Graba ) , potem Karolina ( Mila ) i nie tylko troską, ale również mocno finansowo. Pies miał trafić do szkoły policyjnej, jednak jeszcze wtedy nie było pewne czy od marca ruszą przyjęcia na szkolenia. Niestety cała sytuacja zaczęła się komplikować w momencie pierwszego ugryzienia. Z pewnością nie było ono pierwsze, a jedynie to o, którym się dowiedzieliśmy. Car zademonstrował swój brak podporządkowania się w odpowiedzi na bicie do pracownika pensjonatu. W zasadzie to każdy Wilczak zareagował by pewnie podobnie w jego sytuacji. Doświadczony policjant w pracy z psami podjął się zadania opieki nad psem. Car bardzo nie lubi zostawać sam, bardzo wtedy płacze, jest przerażony i ma tutaj jakieś obawy. Niestety ten Pan zderzył się z murem i to dość boleśnie. Było kolejne pogryzienie, które wynikło z braku podstawowych informacji o rasie i decyzja właściciela pensjonatu o uśpieniu psa. Na dodatek cały pensjonat został postawiony do likwidacji, a właściciel ma dostać zarzuty prokuratorskie. Patrząc na to miejsce wcale się temu nie dziwię. Wtedy sytuacja okazała się całkiem beznadziejna, bo szanse na zostanie psem policyjnym zostały sprowadzone do zera, a wojewódzki lekarz weterynarii postawił nad psem krzyżyk. Teraz wiem dlaczego Pani Anita tak bardzo nalegała na szybki odbiór psa podczas naszych rozmów telefonicznych i w pełni rozumiem dlaczego nie do końca chciała powiedzieć całą prawdę. Bała się, że nikt nie zaryzykuje i tak pewnie by się stało. Na błaganie Agnieszki ( Graby ) o pomoc dla Cara odpowiedziała Dorota ( Puchatek ). Po rozmowie z mężem doszła do wniosku, że podejmie się tego wyzwania. Oczywiście została też uprzedzona o ewentualnych problemach, bo wszyscy mieliśmy przed sobą zagadkę pod tytułem Car. Na szybko została zorganizowana cała akcja związana z przewozem psa i nawet w ciągu dnia kilkakrotnie zmieniały się plany. Oczywiście ja musiałem zmienić własne plany, pracownik musiał odwołać umówionych klientów i rozpoczęliśmy proces ratowania psa. Z Piotrkowa Trybunalskiego ściągnąłem kierowcę do Będzina i pojechaliśmy po Cara do Dobrocina. Pies był bardzo nabuzowany, nie wiedział co się dzieje i nie do końca chciał wtedy jeszcze jeździć samochodem. Jak wiadomo nic na siłę , ale udało nam się dotrzeć do mojej lecznicy weterynaryjnej. Pies został zaszczepiony jednorazowym kombajnem, odrobaczony z powtórzeniem dawki, jak i zostały mu podane krople na pchły i kleszcze. Został zbadany i mieliśmy jedynie mały problem przy pokazywaniu ząbków, ale widocznie bez potrzeby ich nie chciał pokazywać. Wtedy też się postawił i dał nam ostrzeżenie. Jednak nie zaatakował. Pies ruszył w dalszą drogę w kierunku Warszawy. Godzina była już dość późna więc poprosiłem Piotrka z Karoliną czy nie mogli by odebrać psa z Piotrkowa Trybunalskiego i umieścić go w Hotelu w Warszawie. Zgodzili się bez słowa i tym sposobem nastąpiła wymiana samochodów . Pies prawie przed 24 trafił wreszcie do hoteli gdzie miał bardzo dobrą opiekę przez kolejne dni, a Pan był wręcz nim zachwycony. Następnego dnia już w Warszawie odzyskałem własne auto, a Piotrek swoje i nie wiem czy się trochę nie bał. J Potem były rozmowy z Agnieszką ( Grabą ) , która zajmowała się cała akcją od początku, z Dorotą( Puchatkiem ) , Karoliną ( Milą ). Pozostawała kwestia przewozu psa do Doroty. Wtedy też pojawił się pierwszy problem jakim były pieniądze. Niestety już było przejechane prawie 1200 kilometrów, opłacony weterynarz, zakupiony osprzęt, 24 kilo karmy i opłacony hotel. Dorota, że miała uszkodzony samochód nie była w stanie odebrać psa z Warszawy, a możliwości finansowe moje i Karoliny się z lekka wyczerpały. Szukaliśmy kierowcy lub osoby chętnej do dalszego przewozu psa w sobotę bo tak był opłacony hotel. Niestety wszystko spaliło na panewce więc musiałem sam zawieźć Dorocie Cara. Wtedy też zacząłem mieć pierwsze obawy czy Dorota sobie poradzi. Rozmawialiśmy praktycznie codziennie i niestety Car po raz kolejny pokazał kto rządzi w stadzie. W klasyczny sposób zdominował sobie i zastraszył wszystkich. Na początku sadziłem, że mogło to być to samo co już wcześniej przerabiałem z innym psem z Iminem. Nieuzasadniona agresja co w rezultacie skończyło się uśpieniem psa , choć po ciężkiej i długiej batalii o jego życie. Jednak ten pies nie dawał oznak takiego zachowania. Wczoraj u Rudolfa mogłem się o tym doskonale przekonać, a co okaże się dalej to zobaczymy. Dlatego problem jego zachowania nie dawał mi spokoju przez kilka dni. Zacząłem rozmawiać ze znajomymi od szkolenia psów agresywnych, analizować jego tok myślenia . Dorota robiła to samo, szukała pomocy u specjalistów, którzy ją coraz bardziej zastraszali i uświadamiali w tym, że psa należy uśpić. Car, po ugryzieniu męża Doroty, trafił na obserwację stacjonarną, w koszmarnych warunkach, bo to zobaczyłem jak z powrotem do mnie trafił. Widziałem go 3 tygodnie wcześniej i nie wyglądał tak, pomimo, że został odebrany ze schroniska. Wychudzony, z licznymi otarciami na pysku. Płakał kiedy odstawiałem go na noc do hotelu i cieszył jak dziecko kiedy rano go z niego zabierałem. Pies agresywny, uśpić i nie ma dyskusji. To były słowa weterynarza odbierającego psa. W tym momencie kłania się typowa nieznajomość rasy, jej specyfiki, a tym bardziej sposobu zachowania i to nie tylko przez lekarzy weterynarii, ale tez i specjalistów od szkolenia psów. Wtedy zdałem sobie sprawę, że pies od samego początku był uświadamiany, że jest wyżej w hierarchii stadnej. Suki się go bały, Dorota pewnie też więc Pan i władca, którego nie było wcześniej nie mógł mu podskoczyć. Należało mu pokazać kto rządzi stadem . Rozumiem kobieta nie ma silnej ręki bo ona jest od głaskania i karmienia. Przemek nie zna psychiki i toku rozumowania dorosłego samca Wilczaka. Wiec nastąpił zgrzyt ideologiczny. Klasyczny konflikt interesów, który nie wynikał z agresji tylko chęci dominacji i pokazania kto jest ważniejszy. Zupełnie inaczej gryzie pies agresywny lub nieprzewidywalny od tego pokazującego swoją dominację. W życiu tak jest bo nikt z nas nie jest alfa i omegą, a każdy podobno uczy się na błędach. Dla mnie to było zupełnie nowe doświadczenie i myślę, że każdy wyciągnie z niego jakąś lekcję dla siebie. Wtedy to co miało się skończyć dla psa zaczęło się i to jeszcze w dużo mocniejszej skali. Wtedy dostałem od Hani ( od Uhoste ) namiary na Rudolfa. Skontaktowałem się z nim telefonicznie i po części się dogadaliśmy czego dotyczy sprawa. Podczas rozmowy telefonicznej z Hanią też poprosiłem ją by porozmawiała z Rudolfem i wytłumaczyła mu w czym jest problem. Zaangażowała się w całą sprawę równie szybko co Rudolf. Za chwilę miałem już kontakt telefoniczny z osobą znającą Polski, a mieszkającą w Pradze, aby można było podać jak najwięcej informacji na temat zachowania psa. Skontaktowała się również ze mną P. Aleksandra Kociołek i cała sprawa ruszyła do przodu. Wtedy zapadła decyzja na Tak i pojawił się problem jak to teraz ugryźć. Weterynarz swoje, ja swoje i jedno co usłyszałem to proszę mi wieczorem głowy nie zawracać. Więc musiałem uderzyć do lekarza wojewódzkiego i pierwsze słowa jakie usłyszałem to nie ma i wtedy przypomniała mi się Pani dzwoniąca z Orange i zacząłem być namolny. W tym przypadku muszę powiedzieć, że było warto bo lekarz ze mną porozmawiał , wysłuchał i przekazał kompetentną osobę, która zajmie się cała sprawą. Za dwie godziny miałem telefon z zapewnieniem , że pies nie zostanie uśpiony, wszystkie paragrafy jakie tego zabraniają i co najważniejsze brak zgody właściciela. Niestety wiejski wet się zawziął i nie wydał zgody na odbiór psa o jeden dzień wcześniej, a i tak z tego co się dowiedziałem to był tym faktem przerażony jak dwie kobiety odbierały Cara . Problemem było przeprowadzenie całej operacji w tygodniu , ale się udało. Tak jak wspominałem na początku Car jest u Rudolfa, a ja miałem okazję spędzić miłe popołudnie . Pies zachował się bardzo klasycznie, uznał wyższość przewodniczki stada, był luzem. Bardzo pięknie się potrafił komunikować z wszystkimi sukami. Oczywiście suka dominująca bardzo upodobała sobie moje pieszczoty i Car to próbował wykorzystać. Przy każdorazowej próbie postraszenia później chował się obok mnie i szukał wsparcia. Jednak cały czas demonstrował pozycją ogona swoją niezależność. Najprawdopodobniej jak oswoi się na tyle by poczuć się pewnym , znowu pokaże pełnię swojej dominacji. Decyzję o jego dalszych losach będzie już podejmował Rudolf i pewnie osoby z czeskiego Klubu. W zasadzie pies pewnie dawno został by już uśpiony, gdyby nie ogromne zaangażowanie i wkład w cała sprawę Agnieszki ( Graby ) i Potem Karoliny ( Mili ).W tym miejscu chciałem podziękować Ani ( sssmok ) bo jako jedyna wyraziła chęć pomocy w ponownym przewiezieniu Cara i poświeciła na to dużo czasu, a ten dystans wynosił już ponad 2000 kilometrów, więc sam sobie bym tutaj nie poradził. Bardzo dziękuję też innym osobom, które dołożyły się finansowo do całej operacji , a nie były to małe koszty. Bez tego wsparcia nie było by szansy na ponowne przeprowadzenie akcji. W pierwszej fazie przewozu przez Anię ( sssmok ) było to prawie 500 kilometrów bardzo złą i zakorkowaną drogą. Pies został odebrany w Płońsku dopiero około godziny 16:00. Następne prawie 700 kilometrów pokonał wynajęty kierowca i dostarczył mi około godziny 22:00 psa, gdzie został przewieziony do hotelu. Ja pokonałem prawie 900 kilometrów i zawiozłem psa do Rudolfa. Oczywiście pies dostał ponownie wyprawkę w postaci 15 kilowego worka karmy i 180 kostek Barfa. Pełną opiekę weterynaryjną zapewniłem mu już wcześniej. Decyzja o zawiezieniu psa do Rudolfa była moją decyzją, bo sam zainteresowany wyraził chęć przyjazdu po psa. Bardzo jego jak i innych bolała sprawa, że pies może zostać uśpiony i nie chcieliśmy do tego dopuścić. Jednak stwierdziłem, że jeśli wyraził zgodę na zaopiekowanie się i pomoc Carowi to my możemy zrobić choć, albo aż tyle . Szczegółowe rozliczenie całej operacji jest u mnie do wglądu dla osób partycypujących w kosztach. Dorota przekazała mi pełne rozliczenie wpłat jakie zostały dokonane na jej konto. Jak to mówią do trzech razy sztuka więc może ten trzeci będzie już szczęśliwym zakończeniem . 1. Pierwszy etap Przejazd Kierowca Piotrków Trybunalski - Będzin - Dobrocin - Będzin - Warszawa 900 km - 320 zł Przejazd Piotrek Warszawa - Piotrków Trybunalski - Warszawa - 300 km - 80 zł Przejazd ja Mińsk Mazowiecki - Warszawa - Tuchlin - Warszawa - Mińsk Mazowiecki - 600km - 190 zł Hotel Warszawa 3 noce x 40 zł - 120 zł Weterynarz ( szczepionki 65 zł, tabletki 2 dawki 40 zł, krople 60 zł, badanie 40 zł , pasta uspokajająca 45 zł) - 250 zł Osprzęt ( kaganiec 20 zł , obroża metalowa zaciskowa 20 zł, smycz 10 zł ) - 50 zł Worek Profilum 15 kilo - 120 zł Profilum 4 x 3 kg - 120 zł Wynagrodzenie wynajętego kierowcy 100 zł Pies został dostarczony na miejsce do Doroty z kompletem weterynaryjnym, kagańcem, obrożą, 24 kilogramami karmy, smycz niestety pogryzł w hotelu. 2. Drugi etap Przejazd Ania Kołaki Wielkie - Orzysz - Płońsk - Kołaki Wielkie - 510 km kwota - 188 zł Przejazd Kierowca Piotrków Trybunalski - Płońsk - Katowice - Piotrków Trybunalski - 690 km - 240 zł Przejazd Grzegorz Dąbrowa Górnicza - Vlcary - Dąbrowa Górnicza - 890 km - 170 zł + 155 zł (1000 koron ) Winietka na autostrady 48 zł Karma Profilum worek 15 k - 120 zł Kostka Barf 180 kostek x 1,25 - 225 zł Hotel w schronisku - 20 zł Kostka Barf dla schroniska 40 x 1,25 - 50 zł Wynagrodzenie wynajętego kierowcy 100 zł Koszty rozmów zagranicznych 100 zł Pies został dostarczony do Rudolfa z kompletem weterynaryjnym jaki został zrobiony wcześniej, kagańcem, 15 kilogramami suchej karmy i 45 kilogramami Barfa. 10 kilo Barfa zostało przekazane na schronisko, bo u nich w hotelu pies nocował. Była to forma podziękowania, że właścicielka zgodziła się nam przyjąć psa późno, bo hotel był czynny do godziny 17. W zestawieniu są ujęte tylko koszty jakie poniosłem ja i Karolina. Zestawienie nie zawiera wszystkich innych kosztów jakie poniosła Agnieszka załatwiając całą sprawę od początku, bo ich nie znam. Nie ujęte też są koszty poniesione przez Dorotę bo też ich nie znam, jak i koszty wszystkich rozmów telefonicznych w tej sprawie jakie zostały odbyte w przeciągu ponad miesiąca, przez osoby zaangażowane. Dostałem od Doroty pełne zestawienie wpłat dokonanych na jej rachunek bankowy. Wszystkim bardzo serdecznie chciałem podziękować za zaangażowanie w pomoc psu. -----Original Message----- From: dorota puch [mailto:[email protected]] Sent: Wednesday, March 24, 2010 12:21 PM To: Grzegorz Stelachowski; graba.czw; Karolina Poniecka Subject: Car Witaj, Grzegorz! Piszę do Ciebie, ponieważ nie dajesz znaku życia mimo, że sms-y docierają do Ciebie /dzwoniłam do Ciebie wielokrotnie na oba numery i nagrałam na "sekretarkę", potem telefon był wyłączony i była inf. w jęz.czeskim/. Spodziewam się, że opiszesz dokładnie przebieg wydarzeń od momentu odebrania psa od Anki w Płońsku. Interesujące mnie informacje /do podania na WD/: kto odebrał Cara w Płońsku, gdzie pies nocował, kiedy pies z Tobą dojechał do p.Rudolfa, jakie warunki są zapewnione Carowi u p.Rudolfa, wydatki, jak p.Rudolf ocenia psa i czy bierze pod uwagę możliwość dalszej adopcji, czy będziemy na forum otrzymywać zdjęcia Cara i krótkie informacje na jego temat. Proszę o przesłanie mi pocztą tradycyjną rachunków oraz drugiego egzemplarza Umowy adopcyjnej. Nie wiem, kiedy odczytasz tego mail-a, ale będę wdzięczna za możliwie najszybszą informację /którą muszą też otrzymać Ludzie z forum, w tym Ofiarodawcy pieniędzy/. Proszę skontaktuj się z Sarielem, który podobno miał być drugim kierowcą, bo dostałam od Niego dwa mail-e w weekend z pytaniem czemu, mimo umowy, nie kontaktujesz się z Nim. Dorota Przesyłam tego mail-a do wiadomości Agnieszki i Karoliny ...................................... Mój dzisiejszy mail do Grześka: Grzegorz, jeszcze nigdy w życiu nie czytałam takiej bufonady... Tak, chyba wkleję cały Twój tekst /oraz ten mail/ na WD ze swoim komentarzem. Myślę, że wykorzystałeś i Agnieszkę i Karolinę i mnie do przedstawienia się, jako bohatera WD, któremu w małym stopniu mało istotne osóbki ciut pomogły. Nie szkodzi, że mi nie podziękowałeś, że przez myśl mi nie przeszło podpisanie zgody na eutanazję... Zadziwia mnie także, że teraz jesteś taki mądry, a mi wytykasz niedociągnięcia i brak wiedzy względem wilczaków. Ja podjęłam ryzyko i przegrałam. Ty tylko gadałeś i korygowałeś swoje zdania w zależności od przedstawionej przeze mnie sytuacji, ale sam psa nie wziąłeś by go ratować. W obecnej sytuacji czuję się bezczelnie wykorzystana dla Twoich malutkich problemów emocjonalnych i PR-u. Raz jeszcze proszę o wysłanie mi Umowy adopcyjnej oraz rachunków. Ja zbierałam na swoje konto pieniądze i ja się rozliczę. I jeszcze jedno: nie masz pełnej listy wpłat... I nie ściągaj na swoją głowę chwały, bo bez Ciebie też pies by do mnie przyjechał, tylko się wciąłeś w akcję. Żegnam, bohaterze -Dorota Puch P.S. Ponieważ sprawa jest publiczna mam nadzieję, że rozumiesz, iż Twój mail /i moja odpowiedź na niego/ też powinna być publiczna. ............................. I jeszcze jeden mail Grzegorza -odp na mój: Widzę Dorota, ze zaczyna wychodzić z Ciebie prawdziwe oblicze. Mnie jest chwała i pogłos niepotrzebny, ale uważam, ze pewne osoby powinny wiedzieć zwłaszcza teraz jak cała sprawa wygląda i jak wyglądała. Tekst jest wstawiony na Ewy forum, każda osoba dostała już ten sam tekst jak i rozliczenie. W sprawie ewentualnych zwrotów to ja sobie sam to będę już uzgadniał. Jak i rozliczeń. Mam wszystkie potrzebne dane do dokonania zwrotów na rachunek bankowy. Z większością tych osób jestem w kontakcie i nie jest to dla mnie problem. Nie będę publicznie roztrząsał problemu rozliczeń bo osób niezainteresowanych to nie dotyczy. Inne kwestie finansowe, jakich nie dostałem mnie nie interesują. Z Hubertem jestem w kontakcie więc jeśli chodzi tylko o niego to ja sobie już to załatwię. Na temat wykorzystania Agnieszki, Karoliny i jak sądzę Ciebie się nie wypowiem. Powiedziałem Ci to już telefonicznie, ze nie masz prawa żądać czegokolwiek względem Cara i jest mi przykro, ze nie wiedziałaś gdzie pies odbywał kwarantannę. Mnie było wczoraj strasznie przykro jak zobaczyłem w jakim jest stanie, jak kuleje, jest wychudzony i poobijany. W nocy tego nie widziałem. Jestem na Ciebie zły i nie będę w tej chwili na ten temat rozmawiał bo za dużo we mnie złych emocji związanych z cała sprawą. Na temat eutanazji się też nie wypowiem bo rozmawialiśmy na ten temat telefonicznie i doskonale wiesz jak ta rozmowa przebiegała. Cieszy mnie fakt, ze następnym razem jak będziesz ratować jakiegoś psa z własnej woli to dasz sobie sama radę. Dziękuje, ze dziś poinformowałaś mnie, ze kontaktował się z Tobą Sariel. Ja się z nim umawiałem telefonicznie na wyjazd we wtorek około 9 rano w Bielsku i ze przed wyjazdem do niego zadzwonię. Niestety dzwoniłem bezskutecznie, a następnie dostałem sms, ze jest na zebraniu i zadzwoni. Nie zadzwonił więc zrobiłem to ja i poinformowałem go, ze jadę sam bo nie będę czekał. Nie jechałem 100 km. Pozdrawiam Grzegorz ............................. Cóż, najważniejsze, że pies wrócił do domu –oby szczęśliwego i spokojnego. Reszta nie ma znaczenia. Mi pozostaje nabrać dystansu do forum, bo nie spodziewałam się takich zachowań. My, ludzie starszej daty mamy zdecydowanie inne wychowanie i pewne określenia /jak honor, zasady, skromność czy bezinteresowność/ mają dla nas inne znaczenie niż dzisiaj. Podejrzewam też, że wszelka wiedza nt. dalszych losów Cara będzie już poza mną... Pozostaje z szacunkiem ............... Sariel-przykro mi, że mimo chęci niesienia pomocy oraz umówienia sie z Grześkiem, ten Cie pominął /eufemizm/ ............... Wilczakrew -uważałam Cię /czas przeszły/ za Człowieka dobrego i uczciwego w swych intencjach ............... |
ooo znowu... Puchatek trzymaj sie :) kto w tym naprawde pracowal liudzie wiedza :)
|
Quote:
I nie wrzucaj wszystkich do jednego worka ;-), tu naprawdę jest sporo ludzi honorowych i z zasadami, wierz mi. 8) Najważniejsze, żeby zorientować się czego się można po kim spodziewać :) |
Moje koszty nigdy się nie liczą w sprawach pomocy (tak mam!) - jak dla mnie to nawet "Graba" w tej sprawie nie musi istnieć - bo są ludzie czynu, którzy u mnie do końca będą na plusie.
Na chwilę obecną zatkało mnie totalnie i więcej się nie wypowiem teraz. |
Puchatek trzymaj sie!!! Jestem zaszokowana:(
|
Mi nie pozostaje nic innego jak podpisanie się pod słowami Graby.
Zwrotu pieniędzy za poniesione przez nas koszty nigdy nie chciałam, jak również rozgłosu: co, kto, ile? Od samego początku zależało mi (wraz z Grabą) na znalezieniu rozwiązania, to zdaje się zostało osiągnięte, co prawda finał nie przywołuje u mnie uśmiechu na twarzy, bolą słowa/w sprawie w której nie spodziewałam się zgrzytów/ które padły i które zapewne jeszcze ewoluują. :| |
All times are GMT +2. The time now is 14:28. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.
(c) Wolfdog.org