Wolfdog.org forum

Wolfdog.org forum (http://www.wolfdog.org/forum/index.php)
-   Adopcje (http://www.wolfdog.org/forum/forumdisplay.php?f=81)
-   -   Wilczak w schronisku w Dobrocinie. (http://www.wolfdog.org/forum/showthread.php?t=13438)

Hanka 12-03-2010 17:33

Zatím musí Car zůstat v karanténě do 21.3., nedá se to urychlit, aby jej pustili dřív. Oblastní veterinární správa nařídila doktorovi, který jej drží v karanténě, že je NESMÍ uspat!!!
Potom se domluví den převzetí psa. Předběžně si jej Ruda vyzvedne na místě. Ale o transportu se domluví zainteresovaní lidé později (jestli by musel jet vlakem nebo s někým autem????). Je to hodně daleko, cca 800km!!!!
Takže zatím jen čekat..................

Puchatek 12-03-2010 22:54

Sprawa przedstawia się następująco :
Car do 21 marca jest pod obserwacją stacjonarną i nie ma możliwości jej wcześniejszego zakończenia. Wg weterynarzy, pies jest agresywny i kwalifikuje się do uśpienia. Cóż, to skutek braku znajomości rasy. Zostały już przeprowadzone rozmowy z wojewódzkim lekarzem weterynarii, który się całą sprawą zajął i po skończonej kwarantannie pies będzie mógł być zabrany. Wg prawa, bez mojej zgody pies nie ma prawa być uśpiony, jeśli nie ma wścieklizny. Prawo też gwarantuje mi decydowanie o dalszych losach Cara –lekarze nie mogą nic z psem po kwarantannie zrobić. Pies już wcześniej przeszedł ogólne badanie weterynaryjne, jest zaszczepiony i odrobaczony. Nie wykazuje oznak wścieklizny, więc nie ma zagrożenia, że z tego powodu umrze lub zostanie wcześniej uśpiony. Nie mam pewności, czy pies zostanie wydany nam w niedzielę, czy dopiero w poniedziałek. Po niedzieli i rozmowie z weterynarzami będę wiedziała dokładnie /i przekażę informację/. Następnie zostanie przewieziony do p.Rudolfa, który się nim zajmie. W zależności od psychiki psa, Car po szkoleniu będzie miał starannie wybranego nowego opiekuna lub zostanie na stałe u p.Rudolfa.

Przed Carem długa droga:
-z Orzysza do Katowic /lub okolic/ potrzebny będzie transport –szukamy kierowcy-ochotnika z samochodem /z kratką?/,
-z Katowic do p.Rudolfa –transport jest, ale potrzebny będzie drugi kierowca.

W sprawie transportu, proszę się kontaktować - 515-207-233.

Pieniądze /*/ ofiarowane na potrzeby Cara będą przeznaczone na transport do Czech. Niestety, nie jest to kwota wystarczająca na zakup paliwa na tej trasie /i powrotna do domu kierowców z Czech/, więc jeszcze raz prośba o datki.

Wszyscy zaangażowani w sprawę do tej pory, mamy świadomość, że akcja na Mazurach nie została zakończona sukcesem w pełnym tego słowa znaczeniu /może nawet ktoś to nazwać fiaskiem/. Ale pragnę przypomnieć, że gdyby nie Graba, Mila i pozostali, w zeszłą sobotę w Dobrocinie Car najpewniej zostałby uśpiony. To /pożal się Boże!/ „przytulisko” jest postawione w stan likwidacji. Jest tam kilkadziesiąt psów bez stałego nadzoru weterynaryjnego, więc los większości z nich nie będzie „różowy” /małe psy mają większe szanse na przeżycie, niż te duże/. Ci, którzy odebrali Cara z „bidula”, kierowali się przede wszystkim wielkim sercem i chociaż nie zapewniliśmy mu stabilizacji, nie przyczyniliśmy się do odebrania mu życia. A p.Rudolf może spełnić nasze marzenie /czego w Polsce nie udało się osiągnąć/, bo też kieruje się wielkim sercem.
.....................
Bardzo dziękujemy p.Hanko za zaangażowanie i pośrednictwo.
.....................
/*/-otrzymałam 540 złotych od 5-ciu osób –wszystko do wglądu na podstawie wyciągów bankowych
.....................

Rona 13-03-2010 11:23

Quote:

Originally Posted by Puchatek (Bericht 286849)
Wszyscy zaangażowani w sprawę do tej pory, mamy świadomość, że akcja na Mazurach nie została zakończona sukcesem w pełnym tego słowa znaczeniu /może nawet ktoś to nazwać fiaskiem/. Ale pragnę przypomnieć, że gdyby nie Graba, Mila i pozostali, w zeszłą sobotę w Dobrocinie Car najpewniej zostałby uśpiony. (...) Ci, którzy odebrali Cara z „bidula”, kierowali się przede wszystkim wielkim sercem i chociaż nie zapewniliśmy mu stabilizacji, nie przyczyniliśmy się do odebrania mu życia. A p.Rudolf może spełnić nasze marzenie /czego w Polsce nie udało się osiągnąć/, bo też kieruje się wielkim sercem.
.

Z mojej strony pełny szacun za te słowa. Za to, że nie kręcisz, nie kombinujesz, tylko szczerze przyznałaś, że sprawa Cię przerosła. Car jest nie lada wyzwaniem, a każdy z nas jest tylko człowiekiem i czasem może podjąć się czegoś, co jest poza zasięgiem jego możliwości. Ty i ekipa i tak zrobiliście dla Cara BARDZO dużo i jeśli przeżyje to dzięki Wam, a jeśli nie - będziecie mieć poczucie, że zostało zrobione absolutnie wszystko, aby naprawić zło które wyrządzili mu głupi ludzie.

Twoje słowa świadczą o tym, że jesteś silnym, uczciwym człowiekiem z zasadami i że one są dla Ciebie ważniejsze niż bicie piany i własny PR. Podoba mi się, że potrafisz poprosić o pomoc i potrafisz ją przyjąć. 8)
Podoba mi się też, że piszesz otwarcie o planach dotyczących Cara (który tak jak swego czasu Wilk) stał się naszym 'psem forumowym' ;). Mam też nadzieję, że nie 'zniknie' jak tamten i że będziemy mogli nadal śledzić jak mu się wiedzie i jeśli trzeba będzie - pomóc. Nawet gdyby doszło na najgorszego (z czym też trzeba się niestety liczyć :cry:) mam nadzieję, że się o tym dowiemy. Szkoda, że nie każdy potrafi wykazać się taką klasę jak Ty.

Apeluję do właścicieli i hodowców - wpłaćcie choć trochę, ile możecie. Nawet niewielkie sumy będą cenne jeśli będzie ich więcej...
Właściciele! Nie wiecie jeszcze co Wasze Bure zmalują i czy ktoś Wam kiedyś też nie pomoże.
Hodowcy! - nie wiecie czy któregoś z Waszych szczeniaków, których jeszcze nawet nie ma na świecie nie spotka los podobny do Cara. (oby nie!!!)
W imię tej niewiedzy - pomóżcie Carowi!!!

Hanka 13-03-2010 14:01

Puchatek: To je OK, důležité je, aby měl domov ....................

Puchatek 16-03-2010 18:40

Car zostaje odebrany z lecznicy w poniedziałek rano.
Bardzo potrzebujemy kierowcy na I etapie: Orzysz -Katowice.
Mamy już 750 zł.

Puchatek 16-03-2010 19:17

Mamy kierowcę.

Puchatek 18-03-2010 13:53

................
http://wolfdog.org/drupal/pl/gallery/subcat/1/9928/
................
Jest drugi kierowca.
................

Skrzat&Bow 19-03-2010 00:11

jak budzet?zbieramy dalej?czy jest juz wystarczajaco $?

Puchatek 19-03-2010 10:56

Mamy 920zł /11 osób, w tym jeden darczyńca od wilczarzy -temat znają/.
Myślimy, że to absolutnie wystarczy. Z tych pieniędzy będzie opłacone przede wszystkim paliwo, potem karma, oraz jeśli wystarczy -mamy nadzieję, że jesteście >za< - jakiś posiłek czy kawa w czasie drogi dla kierowców.
Pełne rozliczenie -ok. połowy przyszłego tygodnia. Wszystkie skany wpłat przekażę Agnieszce /Grabie/ i poproszę, aby otrzymała też paragony/rachunki wydatków. Jeśli zostaną jakieś pieniądze, myślę o dwóch możliwościach: każdemu darczyńcy zwrócić proporcjonalnie do wpłat część pieniędzy lub kupić karmę i dać wybranym /przez osoby dobrze zorientowane w temacie/ schroniskom. To do decyzji Ofiarodawców, po przedstawieniu rozliczenia.

Grin 19-03-2010 11:04

Osobiście myślę, że nie ma sensu bawić się w zwroty. Jeżeli zostanę jakieś grosze (w co wątpię), to najlepiej je wykorzystać właśnie w sugerowany przez Ciebie sposób.

szasztin 19-03-2010 11:12

Quote:

Originally Posted by Grin (Bericht 288063)
Osobiście myślę, że nie ma sensu bawić się w zwroty. Jeżeli zostanę jakieś grosze (w co wątpię), to najlepiej je wykorzystać właśnie w sugerowany przez Ciebie sposób.

Zgadzam się - lepiej kupic karme lub cos innego potrzebnego dla Cara!

Hanka 19-03-2010 11:39

Tady je link p. Rudy Desenského kde bude Car :
http://www.psycholog-psu.com/help.html

Bajka 19-03-2010 12:41

Dziewczyny, macie rację:) Bardzo to dobry pomysł :) Trzymamy kciuki za Cara:)

Skrzat&Bow 19-03-2010 12:48

nie ma co zwracac pieniedzy,lepiej kupic karme dla psiurów:) czy co tam potrzebne...

Puchatek 24-03-2010 18:31

Przepraszam za elaborat, ale moje poczucie uczciwości względem siebie /oraz Osób zaangażowanych i dopingujących/ nakazuje mi przedstawić sytuację, jaka jest w rzeczywistości, i by każdy mógł wyrobić sobie sam zdanie...
W poniedziałek przyjechała do mnie Ania /Sssmok/ i pojechałyśmy po Cara.
Widok psa tych rozmiarów w klatce 1,5x1,5x1,5m oraz drzwi zawiązane kilkoma łańcuchami /!/ był obrzydliwy, pies był wychudzony, miał poobcierany nos /być może od wsadzania pyska w pręty klatki/ i bardzo się ucieszył na widok ludzi. Lekarze błyskawicznie opuścili budynek w którym Car przebywał i zamknęli za nami drzwi –chyba autentycznie bali się tej „bestii”. Usłyszałam komentarz: „chyba zdaje sobie pani sprawę, jaką odpowiedzialność bierze pani na siebie”. Powiedziałam, że pies jedzie do speca do Czech, na co lekarz stwierdził, że dla niego nie ma znaczenia czy będzie pogryzione polskie czy czeskie dziecko...
Pies był bardzo radosny, udało się go wprowadzić do auta. Wczesnym popołudniem od Ani dowiedziałam się, że Car miał przesiadkę i ruszył z Płońska w dalszą drogę.
To cała moja wiedza o psie do dnia dzisiejszego. Grzegorz /Wilczakrew/ przez dwa dni nie dawał jakiejkolwiek informacji, co się dzieje.
Ponieważ od początku moje działania są przejrzyste, pozwalam sobie wkleić mail Grześka do mnie przedstawiający całą historię Cara /naświetloną z Jego perspektywy/. Przedstawiam także moją odpowiedź do Niego, by ktokolwiek nie miał wątpliwości, co do mojego podejścia do sprawy.
............................
Dzisiejszy mail od Grześka /odp na moje monity/

Do trzech razy sztuka - perypetie Cara z Deštné hory
Spędziłem dziś bardzo miłe popołudnie z Rudolfem Desenským, czeskim
specjalistą od naprawiania psich nawyków i charakterów Zadziwiające jest to,
że w temacie psów nie ma barier językowych, a dwie osoby chcące się ze sobą
dogadać potrafią zrobić to doskonale. Poznając takiego człowieka można na
nowo napełnić serce nadzieją i wiarą. Właśnie taka wiara była nam potrzebna
i nadzieja, że kiedyś skończy się tułaczka tego psa. Car zachował się jak
na prawdziwego faceta przystało i uznał wyższość przewodniczki stada. Co
będzie dalej to wyniknie z obserwacji przez kolejne tygodnie. Z pewnością
nie będzie łatwo bo pies ma dość mocną psychikę, jest inteligentny i okazuje
wszelkie oznaki dominacji. Nie poddaje się łatwo i małymi kroczkami usiłuje
sobie podporządkować otoczenie. Jest bardzo pogodnym psem, ciągnie do ludzi
jednak nie lubi się podporządkowywać. Nie przejawia oznak agresji, a jedynie
frustracja i niepewność budzą w nim lęk przed kolejnym porzuceniem. Niestety
tak się dzieje jak Wilczak trafia w nieodpowiednie ręce, a jeśli do tego
nauczy się wymuszać na człowieku gryzieniem swoje ja , to mamy do czynienia
z tym co się stało. Wracając jednak do początku całej opowieści bo pewnie
wielu z was jest ciekawych jak jego losy splatały się z naszymi . Car,
wilczak czeskiego właściciela, został wywieziony i porzucony . Błąkał się po
schroniskach. Dobrocin nie był pierwszym, ale chyba najgorszym miejscem
gdzie mógł trafić. Wtedy pojawiła się nadzieja, w całą akcję bardzo mocno
zaangażowała się Agnieszka( Graba ) , potem Karolina ( Mila ) i nie tylko
troską, ale również mocno finansowo. Pies miał trafić do szkoły policyjnej,
jednak jeszcze wtedy nie było pewne czy od marca ruszą przyjęcia na
szkolenia. Niestety cała sytuacja zaczęła się komplikować w momencie
pierwszego ugryzienia. Z pewnością nie było ono pierwsze, a jedynie to o,
którym się dowiedzieliśmy. Car zademonstrował swój brak podporządkowania się
w odpowiedzi na bicie do pracownika pensjonatu. W zasadzie to każdy Wilczak
zareagował by pewnie podobnie w jego sytuacji. Doświadczony policjant w
pracy z psami podjął się zadania opieki nad psem. Car bardzo nie lubi
zostawać sam, bardzo wtedy płacze, jest przerażony i ma tutaj jakieś obawy.
Niestety ten Pan zderzył się z murem i to dość boleśnie. Było kolejne
pogryzienie, które wynikło z braku podstawowych informacji o rasie i decyzja
właściciela pensjonatu o uśpieniu psa. Na dodatek cały pensjonat został
postawiony do likwidacji, a właściciel ma dostać zarzuty prokuratorskie.
Patrząc na to miejsce wcale się temu nie dziwię. Wtedy sytuacja okazała się
całkiem beznadziejna, bo szanse na zostanie psem policyjnym zostały
sprowadzone do zera, a wojewódzki lekarz weterynarii postawił nad psem
krzyżyk. Teraz wiem dlaczego Pani Anita tak bardzo nalegała na szybki odbiór
psa podczas naszych rozmów telefonicznych i w pełni rozumiem dlaczego nie do
końca chciała powiedzieć całą prawdę. Bała się, że nikt nie zaryzykuje i tak
pewnie by się stało. Na błaganie Agnieszki ( Graby ) o pomoc dla Cara
odpowiedziała Dorota ( Puchatek ). Po rozmowie z mężem doszła do wniosku, że
podejmie się tego wyzwania. Oczywiście została też uprzedzona o ewentualnych
problemach, bo wszyscy mieliśmy przed sobą zagadkę pod tytułem Car. Na
szybko została zorganizowana cała akcja związana z przewozem psa i nawet w
ciągu dnia kilkakrotnie zmieniały się plany. Oczywiście ja musiałem zmienić
własne plany, pracownik musiał odwołać umówionych klientów i rozpoczęliśmy
proces ratowania psa.
Z Piotrkowa Trybunalskiego ściągnąłem kierowcę do Będzina i pojechaliśmy po
Cara do Dobrocina. Pies był bardzo nabuzowany, nie wiedział co się dzieje i
nie do końca chciał wtedy jeszcze jeździć samochodem. Jak wiadomo nic na
siłę , ale udało nam się dotrzeć do mojej lecznicy weterynaryjnej.
Pies został zaszczepiony jednorazowym kombajnem, odrobaczony z powtórzeniem
dawki, jak i zostały mu podane krople na pchły i kleszcze. Został zbadany i
mieliśmy jedynie mały problem przy pokazywaniu ząbków, ale widocznie bez
potrzeby ich nie chciał pokazywać. Wtedy też się postawił i dał nam
ostrzeżenie. Jednak nie zaatakował. Pies ruszył w dalszą drogę w kierunku
Warszawy. Godzina była już dość późna więc poprosiłem Piotrka z Karoliną czy
nie mogli by odebrać psa z Piotrkowa Trybunalskiego i umieścić go w Hotelu w
Warszawie. Zgodzili się bez słowa i tym sposobem nastąpiła wymiana
samochodów . Pies prawie przed 24 trafił wreszcie do hoteli gdzie miał
bardzo dobrą opiekę przez kolejne dni, a Pan był wręcz nim zachwycony.
Następnego dnia już w Warszawie odzyskałem własne auto, a Piotrek swoje i
nie wiem czy się trochę nie bał. J Potem były rozmowy z Agnieszką ( Grabą )
, która zajmowała się cała akcją od początku, z Dorotą( Puchatkiem ) ,
Karoliną ( Milą ). Pozostawała kwestia przewozu psa do Doroty. Wtedy też
pojawił się pierwszy problem jakim były pieniądze. Niestety już było
przejechane prawie 1200 kilometrów, opłacony weterynarz, zakupiony osprzęt,
24 kilo karmy i opłacony hotel. Dorota, że miała uszkodzony samochód nie
była w stanie odebrać psa z Warszawy, a możliwości finansowe moje i Karoliny
się z lekka wyczerpały. Szukaliśmy kierowcy lub osoby chętnej do dalszego
przewozu psa w sobotę bo tak był opłacony hotel. Niestety wszystko spaliło
na panewce więc musiałem sam zawieźć Dorocie Cara. Wtedy też zacząłem mieć
pierwsze obawy czy Dorota sobie poradzi. Rozmawialiśmy praktycznie
codziennie i niestety Car po raz kolejny pokazał kto rządzi w stadzie. W
klasyczny sposób zdominował sobie i zastraszył wszystkich. Na początku
sadziłem, że mogło to być to samo co już wcześniej przerabiałem z innym psem
z Iminem. Nieuzasadniona agresja co w rezultacie skończyło się uśpieniem
psa , choć po ciężkiej i długiej batalii o jego życie. Jednak ten pies nie
dawał oznak takiego zachowania. Wczoraj u Rudolfa mogłem się o tym doskonale
przekonać, a co okaże się dalej to zobaczymy. Dlatego problem jego
zachowania nie dawał mi spokoju przez kilka dni. Zacząłem rozmawiać ze
znajomymi od szkolenia psów agresywnych, analizować jego tok myślenia .
Dorota robiła to samo, szukała pomocy u specjalistów, którzy ją coraz
bardziej zastraszali i uświadamiali w tym, że psa należy uśpić.
Car, po ugryzieniu męża Doroty, trafił na obserwację stacjonarną, w
koszmarnych warunkach, bo to zobaczyłem jak z powrotem do mnie trafił.
Widziałem go 3 tygodnie wcześniej i nie wyglądał tak, pomimo, że został
odebrany ze schroniska. Wychudzony, z licznymi otarciami na pysku. Płakał
kiedy odstawiałem go na noc do hotelu i cieszył jak dziecko kiedy rano go z
niego zabierałem. Pies agresywny, uśpić i nie ma dyskusji. To były słowa
weterynarza odbierającego psa. W tym momencie kłania się typowa nieznajomość
rasy, jej specyfiki, a tym bardziej sposobu zachowania i to nie tylko przez
lekarzy weterynarii, ale tez i specjalistów od szkolenia psów. Wtedy zdałem
sobie sprawę, że pies od samego początku był uświadamiany, że jest wyżej w
hierarchii stadnej. Suki się go bały, Dorota pewnie też więc Pan i władca,
którego nie było wcześniej nie mógł mu podskoczyć. Należało mu pokazać kto
rządzi stadem . Rozumiem kobieta nie ma silnej ręki bo ona jest od głaskania
i karmienia. Przemek nie zna psychiki i toku rozumowania dorosłego samca
Wilczaka. Wiec nastąpił zgrzyt ideologiczny. Klasyczny konflikt interesów,
który nie wynikał z agresji tylko chęci dominacji i pokazania kto jest
ważniejszy. Zupełnie inaczej gryzie pies agresywny lub nieprzewidywalny od
tego pokazującego swoją dominację. W życiu tak jest bo nikt z nas nie jest
alfa i omegą, a każdy podobno uczy się na błędach. Dla mnie to było zupełnie
nowe doświadczenie i myślę, że każdy wyciągnie z niego jakąś lekcję dla
siebie.
Wtedy to co miało się skończyć dla psa zaczęło się i to jeszcze w dużo
mocniejszej skali. Wtedy dostałem od Hani ( od Uhoste ) namiary na Rudolfa.
Skontaktowałem się z nim telefonicznie i po części się dogadaliśmy czego
dotyczy sprawa. Podczas rozmowy telefonicznej z Hanią też poprosiłem ją by
porozmawiała z Rudolfem i wytłumaczyła mu w czym jest problem. Zaangażowała
się w całą sprawę równie szybko co Rudolf. Za chwilę miałem już kontakt
telefoniczny z osobą znającą Polski, a mieszkającą w Pradze, aby można było
podać jak najwięcej informacji na temat zachowania psa. Skontaktowała się
również ze mną P. Aleksandra Kociołek i cała sprawa ruszyła do przodu. Wtedy
zapadła decyzja na Tak i pojawił się problem jak to teraz ugryźć. Weterynarz
swoje, ja swoje i jedno co usłyszałem to proszę mi wieczorem głowy nie
zawracać. Więc musiałem uderzyć do lekarza wojewódzkiego i pierwsze słowa
jakie usłyszałem to nie ma i wtedy przypomniała mi się Pani dzwoniąca z
Orange i zacząłem być namolny. W tym przypadku muszę powiedzieć, że było
warto bo lekarz ze mną porozmawiał , wysłuchał i przekazał kompetentną
osobę, która zajmie się cała sprawą. Za dwie godziny miałem telefon z
zapewnieniem , że pies nie zostanie uśpiony, wszystkie paragrafy jakie tego
zabraniają i co najważniejsze brak zgody właściciela. Niestety wiejski wet
się zawziął i nie wydał zgody na odbiór psa o jeden dzień wcześniej, a i tak
z tego co się dowiedziałem to był tym faktem przerażony jak dwie kobiety
odbierały Cara . Problemem było przeprowadzenie całej operacji w tygodniu ,
ale się udało. Tak jak wspominałem na początku Car jest u Rudolfa, a ja
miałem okazję spędzić miłe popołudnie . Pies zachował się bardzo klasycznie,
uznał wyższość przewodniczki stada, był luzem. Bardzo pięknie się potrafił
komunikować z wszystkimi sukami. Oczywiście suka dominująca bardzo upodobała
sobie moje pieszczoty i Car to próbował wykorzystać. Przy każdorazowej
próbie postraszenia później chował się obok mnie i szukał wsparcia. Jednak
cały czas demonstrował pozycją ogona swoją niezależność. Najprawdopodobniej
jak oswoi się na tyle by poczuć się pewnym , znowu pokaże pełnię swojej
dominacji. Decyzję o jego dalszych losach będzie już podejmował Rudolf i
pewnie osoby z czeskiego Klubu.
W zasadzie pies pewnie dawno został by już uśpiony, gdyby nie ogromne
zaangażowanie i wkład w cała sprawę Agnieszki ( Graby ) i Potem Karoliny (
Mili ).W tym miejscu chciałem podziękować Ani ( sssmok ) bo jako jedyna
wyraziła chęć pomocy w ponownym przewiezieniu Cara i poświeciła na to dużo
czasu, a ten dystans wynosił już ponad 2000 kilometrów, więc sam sobie bym
tutaj nie poradził. Bardzo dziękuję też innym osobom, które dołożyły się
finansowo do całej operacji , a nie były to małe koszty. Bez tego wsparcia
nie było by szansy na ponowne przeprowadzenie akcji.
W pierwszej fazie przewozu przez Anię ( sssmok ) było to prawie 500
kilometrów bardzo złą i zakorkowaną drogą. Pies został odebrany w Płońsku
dopiero około godziny 16:00. Następne prawie 700 kilometrów pokonał wynajęty
kierowca i dostarczył mi około godziny 22:00 psa, gdzie został przewieziony
do hotelu. Ja pokonałem prawie 900 kilometrów i zawiozłem psa do Rudolfa.
Oczywiście pies dostał ponownie wyprawkę w postaci 15 kilowego worka karmy i
180 kostek Barfa. Pełną opiekę weterynaryjną zapewniłem mu już wcześniej.
Decyzja o zawiezieniu psa do Rudolfa była moją decyzją, bo sam
zainteresowany wyraził chęć przyjazdu po psa. Bardzo jego jak i innych
bolała sprawa, że pies może zostać uśpiony i nie chcieliśmy do tego
dopuścić. Jednak stwierdziłem, że jeśli wyraził zgodę na zaopiekowanie się i
pomoc Carowi to my możemy zrobić choć, albo aż tyle .
Szczegółowe rozliczenie całej operacji jest u mnie do wglądu dla osób
partycypujących w kosztach. Dorota przekazała mi pełne rozliczenie wpłat
jakie zostały dokonane na jej konto.
Jak to mówią do trzech razy sztuka więc może ten trzeci będzie już
szczęśliwym zakończeniem .

1. Pierwszy etap
Przejazd Kierowca Piotrków Trybunalski - Będzin - Dobrocin - Będzin -
Warszawa 900 km - 320 zł
Przejazd Piotrek Warszawa - Piotrków Trybunalski - Warszawa - 300 km - 80

Przejazd ja Mińsk Mazowiecki - Warszawa - Tuchlin - Warszawa - Mińsk
Mazowiecki - 600km - 190 zł
Hotel Warszawa 3 noce x 40 zł - 120 zł
Weterynarz ( szczepionki 65 zł, tabletki 2 dawki 40 zł, krople 60 zł,
badanie 40 zł , pasta uspokajająca 45 zł) - 250 zł
Osprzęt ( kaganiec 20 zł , obroża metalowa zaciskowa 20 zł, smycz 10 zł ) -
50 zł
Worek Profilum 15 kilo - 120 zł
Profilum 4 x 3 kg - 120 zł
Wynagrodzenie wynajętego kierowcy 100 zł
Pies został dostarczony na miejsce do Doroty z kompletem weterynaryjnym,
kagańcem, obrożą, 24 kilogramami karmy, smycz niestety pogryzł w hotelu.
2. Drugi etap
Przejazd Ania Kołaki Wielkie - Orzysz - Płońsk - Kołaki Wielkie - 510 km
kwota - 188 zł
Przejazd Kierowca Piotrków Trybunalski - Płońsk - Katowice - Piotrków
Trybunalski - 690 km - 240 zł
Przejazd Grzegorz Dąbrowa Górnicza - Vlcary - Dąbrowa Górnicza - 890 km -
170 zł + 155 zł (1000 koron )
Winietka na autostrady 48 zł
Karma Profilum worek 15 k - 120 zł
Kostka Barf 180 kostek x 1,25 - 225 zł
Hotel w schronisku - 20 zł
Kostka Barf dla schroniska 40 x 1,25 - 50 zł
Wynagrodzenie wynajętego kierowcy 100 zł
Koszty rozmów zagranicznych 100 zł
Pies został dostarczony do Rudolfa z kompletem weterynaryjnym jaki został
zrobiony wcześniej, kagańcem, 15 kilogramami suchej karmy i 45 kilogramami
Barfa. 10 kilo Barfa zostało przekazane na schronisko, bo u nich w hotelu
pies nocował. Była to forma podziękowania, że właścicielka zgodziła się nam
przyjąć psa późno, bo hotel był czynny do godziny 17.
W zestawieniu są ujęte tylko koszty jakie poniosłem ja i Karolina.
Zestawienie nie zawiera wszystkich innych kosztów jakie poniosła Agnieszka
załatwiając całą sprawę od początku, bo ich nie znam. Nie ujęte też są
koszty poniesione przez Dorotę bo też ich nie znam, jak i koszty wszystkich
rozmów telefonicznych w tej sprawie jakie zostały odbyte w przeciągu ponad
miesiąca, przez osoby zaangażowane.
Dostałem od Doroty pełne zestawienie wpłat dokonanych na jej rachunek
bankowy. Wszystkim bardzo serdecznie chciałem podziękować za zaangażowanie w
pomoc psu.

-----Original Message-----
From: dorota puch [mailto:[email protected]]
Sent: Wednesday, March 24, 2010 12:21 PM
To: Grzegorz Stelachowski; graba.czw; Karolina Poniecka
Subject: Car

Witaj, Grzegorz!

Piszę do Ciebie, ponieważ nie dajesz znaku życia mimo, że sms-y docierają
do Ciebie /dzwoniłam do Ciebie wielokrotnie na oba numery i nagrałam na
"sekretarkę", potem telefon był wyłączony i była inf. w jęz.czeskim/.
Spodziewam się, że opiszesz dokładnie przebieg wydarzeń od momentu
odebrania psa
od Anki w Płońsku. Interesujące mnie informacje /do podania na WD/:
kto odebrał Cara w Płońsku, gdzie pies nocował, kiedy pies z Tobą dojechał
do p.Rudolfa, jakie warunki są zapewnione Carowi u p.Rudolfa, wydatki,
jak p.Rudolf ocenia psa i czy bierze pod uwagę możliwość dalszej
adopcji, czy będziemy na forum otrzymywać zdjęcia Cara i krótkie
informacje na jego temat.
Proszę o przesłanie mi pocztą tradycyjną rachunków oraz drugiego
egzemplarza Umowy adopcyjnej.
Nie wiem, kiedy odczytasz tego mail-a, ale będę wdzięczna za możliwie
najszybszą informację /którą muszą też otrzymać Ludzie z forum, w tym
Ofiarodawcy pieniędzy/.
Proszę skontaktuj się z Sarielem, który podobno miał być drugim
kierowcą, bo dostałam od Niego dwa mail-e w weekend z pytaniem czemu,
mimo umowy, nie kontaktujesz się z Nim.
Dorota

Przesyłam tego mail-a do wiadomości Agnieszki i Karoliny
......................................
Mój dzisiejszy mail do Grześka:

Grzegorz, jeszcze nigdy w życiu nie czytałam takiej bufonady...
Tak, chyba wkleję cały Twój tekst /oraz ten mail/ na WD ze swoim
komentarzem. Myślę, że wykorzystałeś i Agnieszkę i Karolinę i mnie do
przedstawienia się, jako bohatera WD, któremu w małym stopniu mało
istotne osóbki ciut pomogły. Nie szkodzi, że mi nie podziękowałeś, że
przez myśl mi nie przeszło podpisanie zgody na eutanazję...
Zadziwia mnie także, że teraz jesteś taki mądry, a mi wytykasz
niedociągnięcia i brak wiedzy względem wilczaków. Ja podjęłam ryzyko i
przegrałam. Ty tylko gadałeś i korygowałeś swoje zdania w zależności od
przedstawionej przeze mnie sytuacji, ale sam psa nie wziąłeś by go
ratować.
W obecnej sytuacji czuję się bezczelnie wykorzystana dla Twoich
malutkich problemów emocjonalnych i PR-u.
Raz jeszcze proszę o wysłanie mi Umowy adopcyjnej oraz rachunków. Ja
zbierałam na swoje konto pieniądze i ja się rozliczę. I jeszcze jedno:
nie masz pełnej listy wpłat...
I nie ściągaj na swoją głowę chwały, bo bez Ciebie też pies by do mnie
przyjechał, tylko się wciąłeś w akcję.
Żegnam, bohaterze
-Dorota Puch


P.S. Ponieważ sprawa jest publiczna mam nadzieję, że rozumiesz, iż Twój
mail /i moja odpowiedź na niego/ też powinna być publiczna.

.............................
I jeszcze jeden mail Grzegorza -odp na mój:

Widzę Dorota, ze zaczyna wychodzić z Ciebie prawdziwe oblicze.
Mnie jest chwała i pogłos niepotrzebny, ale uważam, ze pewne osoby powinny
wiedzieć zwłaszcza teraz jak cała sprawa wygląda i jak wyglądała.
Tekst jest wstawiony na Ewy forum, każda osoba dostała już ten sam tekst jak
i rozliczenie.
W sprawie ewentualnych zwrotów to ja sobie sam to będę już uzgadniał. Jak i
rozliczeń.
Mam wszystkie potrzebne dane do dokonania zwrotów na rachunek bankowy.
Z większością tych osób jestem w kontakcie i nie jest to dla mnie problem.
Nie będę publicznie roztrząsał problemu rozliczeń bo osób
niezainteresowanych to nie dotyczy.
Inne kwestie finansowe, jakich nie dostałem mnie nie interesują.
Z Hubertem jestem w kontakcie więc jeśli chodzi tylko o niego to ja sobie
już to załatwię.
Na temat wykorzystania Agnieszki, Karoliny i jak sądzę Ciebie się nie
wypowiem.
Powiedziałem Ci to już telefonicznie, ze nie masz prawa żądać czegokolwiek
względem Cara i jest mi przykro, ze nie wiedziałaś gdzie pies odbywał
kwarantannę. Mnie było wczoraj strasznie przykro jak zobaczyłem w jakim jest
stanie, jak kuleje, jest wychudzony i poobijany. W nocy tego nie widziałem.
Jestem na Ciebie zły i nie będę w tej chwili na ten temat rozmawiał bo za
dużo we mnie złych emocji związanych z cała sprawą.
Na temat eutanazji się też nie wypowiem bo rozmawialiśmy na ten temat
telefonicznie i doskonale wiesz jak ta rozmowa przebiegała.
Cieszy mnie fakt, ze następnym razem jak będziesz ratować jakiegoś psa z
własnej woli to dasz sobie sama radę.
Dziękuje, ze dziś poinformowałaś mnie, ze kontaktował się z Tobą Sariel. Ja
się z nim umawiałem telefonicznie na wyjazd we wtorek około 9 rano w Bielsku
i ze przed wyjazdem do niego zadzwonię. Niestety dzwoniłem bezskutecznie, a
następnie dostałem sms, ze jest na zebraniu i zadzwoni. Nie zadzwonił więc
zrobiłem to ja i poinformowałem go, ze jadę sam bo nie będę czekał. Nie
jechałem 100 km.

Pozdrawiam
Grzegorz
.............................

Cóż, najważniejsze, że pies wrócił do domu –oby szczęśliwego i spokojnego. Reszta nie ma znaczenia. Mi pozostaje nabrać dystansu do forum, bo nie spodziewałam się takich zachowań. My, ludzie starszej daty mamy zdecydowanie inne wychowanie i pewne określenia /jak honor, zasady, skromność czy bezinteresowność/ mają dla nas inne znaczenie niż dzisiaj.
Podejrzewam też, że wszelka wiedza nt. dalszych losów Cara będzie już poza mną...
Pozostaje z szacunkiem


...............
Sariel-przykro mi, że mimo chęci niesienia pomocy oraz umówienia sie z Grześkiem, ten Cie pominął /eufemizm/
...............
Wilczakrew -uważałam Cię /czas przeszły/ za Człowieka dobrego i uczciwego w swych intencjach
...............

wolfin 24-03-2010 18:35

ooo znowu... Puchatek trzymaj sie :) kto w tym naprawde pracowal liudzie wiedza :)

Rona 24-03-2010 19:26

Quote:

Originally Posted by Puchatek (Bericht 289793)
Cóż, najważniejsze, że pies wrócił do domu –oby szczęśliwego i spokojnego. Reszta nie ma znaczenia. Mi pozostaje nabrać dystansu do forum, bo nie spodziewałam się takich zachowań. My, ludzie starszej daty mamy zdecydowanie inne wychowanie i pewne określenia /jak honor, zasady, skromność czy bezinteresowność/ mają dla nas inne znaczenie niż dzisiaj.
Podejrzewam też, że wszelka wiedza nt. dalszych losów Cara będzie już poza mną...

Dorota, nie ma nic ponad doświadczenie, czas pomoże zagoić rany, nie tylko te fizyczne...

I nie wrzucaj wszystkich do jednego worka ;-), tu naprawdę jest sporo ludzi honorowych i z zasadami, wierz mi. 8) Najważniejsze, żeby zorientować się czego się można po kim spodziewać :)

GRABA 24-03-2010 19:56

Moje koszty nigdy się nie liczą w sprawach pomocy (tak mam!) - jak dla mnie to nawet "Graba" w tej sprawie nie musi istnieć - bo są ludzie czynu, którzy u mnie do końca będą na plusie.
Na chwilę obecną zatkało mnie totalnie i więcej się nie wypowiem teraz.

szasztin 24-03-2010 21:08

Puchatek trzymaj sie!!! Jestem zaszokowana:(

Mila 24-03-2010 22:59

Mi nie pozostaje nic innego jak podpisanie się pod słowami Graby.
Zwrotu pieniędzy za poniesione przez nas koszty nigdy nie chciałam, jak również rozgłosu: co, kto, ile?
Od samego początku zależało mi (wraz z Grabą) na znalezieniu rozwiązania, to zdaje się zostało osiągnięte, co prawda finał nie przywołuje u mnie uśmiechu na twarzy, bolą słowa/w sprawie w której nie spodziewałam się zgrzytów/ które padły i które zapewne jeszcze ewoluują.
:|


All times are GMT +2. The time now is 14:28.

Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.
(c) Wolfdog.org