Wolfdog.org forum

Wolfdog.org forum (http://www.wolfdog.org/forum/index.php)
-   Adopcje (http://www.wolfdog.org/forum/forumdisplay.php?f=81)
-   -   Powody oddawania wilczakow (prawda czy falsz) (http://www.wolfdog.org/forum/showthread.php?t=20726)

Lupusek 12-08-2011 12:36

Powody oddawania wilczakow (prawda czy falsz)
 
Quote:

Originally Posted by Gaga
p.s. swoja drogą kłoci mi się "poważnie podchodzą" i "oddam psa z powodu wyjazdu". Psa bierze się na jego całe życie, a nie jako dodatek na czas jakiś, póki czegoś nie postanowimy zmienić

Biedna sunia... Nie mieści mi się w głowie, jak można przez trzy lata nie związać się ze swoim psem. Dla mnie to jakiś totalny brak uczuć i zdolności do tworzenia więzi. Relacje z ludźmi pewnie wyglądają podobnie w tym przypadku... Smutna historia. Żal psa.
Swoją drogą znam takich ludzi, którzy własne dzieci zostawiają z powodu "konieczności wyjazdu z kraju". Więc może los psa nie powinien aż tak wzruszać.
Gaga, mam podobne zdanie do Twojego. Decyzje typu "muszę wyjechać i nie mogę tego zrobić z psem" to totalny brak odpowiedzialności. Jeśli podejmuje się decyzję o życiu z psem to z konsekwencją, ze wszystkie następne decyzje dotyczące mojego życia będą ją uwzględniały. Jeśli okoliczności nie sprzyjają realizacji pewnych pomysłów z powodu psa, to trzeba z tych pomysłów zrezygnować, a nie z psa!!! Jednak sam fakt, ze komuś taki pomysł przyszedł do głowy świadczy jedynie o wielkiej pomyłce. Osoba, która żyła z tym psem przez trzy lata, nie zasługiwała nawet na jedną chwilę tej relacji. Przykro, że ludzie bywają tacy nieludzcy i jednocześnie niewrażliwi na to, co każdego dnia dostają od swoich psów. Ani tego nie doceniają, ani nie szanują. Oby psy doświadczały jak najmniej takich ludzkich pomyłek. A hodowcy, nawet gdyby badali potencjalnych właścicieli wilczaków baterią testów psychologicznych, to i tak nie unikną takich wpadek.

Galicja 12-08-2011 12:51

Quote:

Originally Posted by Lupusek (Bericht 399098)
Biedna sunia... Nie mieści mi się w głowie, jak można przez trzy lata nie związać się ze swoim psem. Dla mnie to jakiś totalny brak uczuć i zdolności do tworzenia więzi. Relacje z ludźmi pewnie wyglądają podobnie w tym przypadku... Smutna historia. Żal psa.
Swoją drogą znam takich ludzi, którzy własne dzieci zostawiają z powodu "konieczności wyjazdu z kraju". Więc może los psa nie powinien aż tak wzruszać.
Gaga, mam podobne zdanie do Twojego. Decyzje typu "muszę wyjechać i nie mogę tego zrobić z psem" to totalny brak odpowiedzialności. Jeśli podejmuje się decyzję o życiu z psem to z konsekwencją, ze wszystkie następne decyzje dotyczące mojego życia będą ją uwzględniały. Jeśli okoliczności nie sprzyjają realizacji pewnych pomysłów z powodu psa, to trzeba z tych pomysłów zrezygnować, a nie z psa!!! Jednak sam fakt, ze komuś taki pomysł przyszedł do głowy świadczy jedynie o wielkiej pomyłce. Osoba, która żyła z tym psem przez trzy lata, nie zasługiwała nawet na jedną chwilę tej relacji. Przykro, że ludzie bywają tacy nieludzcy i jednocześnie niewrażliwi na to, co każdego dnia dostają od swoich psów. Ani tego nie doceniają, ani nie szanują. Oby psy doświadczały jak najmniej takich ludzkich pomyłek. A hodowcy, nawet gdyby badali potencjalnych właścicieli wilczaków baterią testów psychologicznych, to i tak nie unikną takich wpadek.

Znam "lepsze" powody oddania...ale po co nawet się denerwować i sobie przypominać .

jefta 12-08-2011 13:53

Ja mam psa z lekiem separacyjnym i nigdy nie powiem zlego slowa o oddawaniu Furii czy Lofni. W najgorszych koszmarach nie wyobrazalam sobie jakie to uwiazanie. Tyle tylko ze mi dzieci jesc nie wołaja i moge sobie pozwolic na cygańskie zycie w toksycznym zwiazku z wlasnym psem. I jeszcze byc szczesliwa! Gdybym miala rodzine nie dałabym rady.

Lofni jest po przedszkolu, zna podstawowe komendy. Zsocjalizowana z kotami i dziecmi. Łagodna i ufna wobec obcych ludzi. Z sukami dogaduje sie roznie.

Gaga 12-08-2011 14:05

Quote:

Originally Posted by jefta (Bericht 399111)
Ja mam psa z lekiem separacyjnym i nigdy nie powiem zlego slowa o oddawaniu Furii czy Lofni. W najgorszych koszmarach nie wyobrazalam sobie jakie to uwiazanie. Tyle tylko ze mi dzieci jesc nie wołaja i moge sobie pozwolic na cygańskie zycie w toksycznym zwiazku z wlasnym psem. I jeszcze byc szczesliwa! Gdybym miala rodzine nie dałabym rady.

Lofni jest po przedszkolu, zna podstawowe komendy. Zsocjalizowana z kotami i dziecmi. Łagodna i ufna wobec obcych ludzi. Z sukami dogaduje sie roznie.

Pytanie w takim razie brzmi-po co brać psa? Składać obietnicę zaufania? Dorośłi ludzie wiedzą, że może im się powiększyć rodzina na przykład. Można przewidzieć pewne sprawy i mieć plan "B", bo pies to odpowiedzialność, uczucia.

Lęk separacyjny znam z własnego doświadczenia, ale wiem, że można go odpracować. To są działania kompleksowe, ale przynoszą efekty. Rozumiem, że komus może to nie przeszkadzać i jak piszesz "można żyć szczęśliwie", kwestia priorytetów:)
Tu jednak, dla mnie, decyzja jest z gatunku fanaberii, wyjeżdżam i w d... mam psa.:evil: Jako miłośniczka psów takich decyzji nie akceptuję i nie rozumiem.
Lincz nic nie da, szkoda tylko suczyska potraktowanego jak zbędny przedmiot.

anija 12-08-2011 14:14

A jaki jest problem w zabraniu psa ze sobą za granicę?

Lupusek 12-08-2011 14:22

Ja też mam psa z lękiem separacyjnym. I w związku z tym moje decyzje są dostosowane do tej sytuacji. Od 6 lat nieustannie nad tym pracuję. I nie zamierzam się poddać. Nie nazywam tego koszmarem. Takie jest życie - każdy pies jest inny, każdy człowiek jest inny. Trzeba sobie z tym radzić, a nie uciekać.

jefta 12-08-2011 15:03

Dokladnie, kazdy czlowiek jest inny. Kazdy z nas ma inne warunki, zawod, zobowiazania itd. Nie wszystko da sie przewidziec.

Gaga jestem szczesliwa z tym psem mimo tego ile musialam poświecic. Z lekiem walczymy caly czas. Dzien po dniu, godzina po godzinie. Malymi kroczkami przerabiamy zmiany i nowe sytuacje. Od zmiany koloru firanek po pokoje hotelowe. Nie mam zludzen ze to pojdzie szybko i latwo. Ale ja mam taka sytuacje ze moge sobie pozwolic na poswiecenie calego prywatnego i zawodowego zycia psu i jego problemowi.

Gaga 12-08-2011 15:10

Quote:

Originally Posted by jefta (Bericht 399118)

Gaga jestem szczesliwa z tym psem mimo tego ile musialam poświecic. Z lekiem walczymy caly czas. Dzien po dniu, godzina po godzinie. Malymi kroczkami przerabiamy zmiany i nowe sytuacje. Od zmiany koloru firanek po pokoje hotelowe. Nie mam zludzen ze to pojdzie szybko i latwo. Ale ja mam taka sytuacje ze moge sobie pozwolic na poswiecenie calego prywatnego i zawodowego zycia psu i jego problemowi.

Zabrzmiało, że nie wierzę? Wierzę! Zarówno w to, że jesteście ze sobą szczęśliwe, jak i w to, że się nie poddajesz:) Nam się udało (o ile znów nie planujemy przeprowadzki :twisted:), ale wiem, że jednego szablonu zastosować się nie da.

Fori 12-08-2011 15:26

To ja taki mały wtręt - szukamy nowego domu bo wyjeżdżamy za granicę czy mamy problem z lękiem separacyjnym?

Swojego czasu "uzasadnieniem" oddania psa były nagłe choroby właścicieli. Mam nadzieję, że nie zaczyna się nowe "uzasadnianie" - nagłym wyjazdem za granicę czy zmianą planów życiowych.

Ale w takich chwilach (przed oddaniem) ważne stają sie słowa "Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś...." ale też jak głęboko te słowa zapadły w serce i duszę każdego z nas

Lupusek 12-08-2011 15:32

Quote:

Originally Posted by jefta (Bericht 399118)
Dokladnie, kazdy czlowiek jest inny. Kazdy z nas ma inne warunki, zawod, zobowiazania itd. Nie wszystko da sie przewidziec.

Przewidzieć nie, ale zmienić tak. W społeczności właścicieli wilczaków znajdziesz wielu ludzi, którzy zmienili swoje życie, przyzwyczajenia a nawet potrzeby, by móc żyć z psem. Czasem to diametralne zmiany. To dowodzi, że chcieć, to móc. Jednak, podobnie jak w tym przypadku, zazwyczaj problemem jest "chcieć", a nie móc...

Gaga 12-08-2011 15:48

Quote:

Originally Posted by Lupusek (Bericht 399124)
To dowodzi, że chcieć, to móc. Jednak, podobnie jak w tym przypadku, zazwyczaj problemem jest "chcieć", a nie móc...

Moi znajomi dwa razyu do roku wyjeżdżają na wakacje, za każdym razem pies ląduje w hotelu na 2 tygodnie. kwestia podejścia. Nie krytykuje tego-po prostu nie rozumiem, bo ja nie umiałabym się bawić wiedząc, że tak zostawiłam psa. Być może coś tracimy przez nasze podejście, być może zyskujemy....
"..... człowieka poznaje się po tym jakie ma podejście do zwierząt ..."

jefta 12-08-2011 22:26

Wyjasnijmy jedno. Ja nie bronie wlascicielki Lofni, bo nie znam jej sytuacji i nie mi oceniac koniecznosc wyjazdu.
Jestem jednak przeciwna takim latwym ocenom forumowiczow ktorzy rowniez sytuacji nie znaja.

Potrafie sobie jednak wyobrazic decyzje o oddaniu psa kiedy sytuacja zyciowa zmusza nas bezwglednie do zmiany trybu zycia. A z psem o silnym leku czesto sie poprostu nie da.

Gaga 12-08-2011 22:40

Quote:

Originally Posted by jefta (Bericht 399164)
Wyjasnijmy jedno. Ja nie bronie wlascicielki Lofni, bo nie znam jej sytuacji i nie mi oceniac koniecznosc wyjazdu.
Jestem jednak przeciwna takim latwym ocenom forumowiczow ktorzy rowniez sytuacji nie znaja.

Potrafie sobie jednak wyobrazic decyzje o oddaniu psa kiedy sytuacja zyciowa zmusza nas bezwglednie do zmiany trybu zycia. A z psem o silnym leku czesto sie poprostu nie da.

Jefta- OK, przyczyną, z jakiej jesteśmy na tym forum są psy i opinie o braku akceptacji takiego zachowania raczej (w tym miejscu) nie są chyba specjalnie kontrowersyjne?
Osobiście nie widzę problemu w ocenie zachowania, które jest dla mnie nie do przyjęcia i tak jak Ty masz prawo to samo zachowanie rozumieć i akceptować, tak inni mają prawo wyrażać zdanie przeciwne. Po prostu.

jaskier 13-08-2011 05:17

Rozumiem i zgadzam się z tym, że wyjazd, to nie jest poważny powód do oddania psa. Rozumiem osoby, które to oburza. Ale nie zgadzam się z twierdzeniem, że w ogóle nie istnieje taki powód.

Quote:

Originally Posted by Gaga (Bericht 399165)
Osobiście nie widzę problemu w ocenie zachowania, które jest dla mnie nie do przyjęcia i tak jak Ty masz prawo to samo zachowanie rozumieć i akceptować, tak inni mają prawo wyrażać zdanie przeciwne. Po prostu.

Ocena postępowania tej kobiety odbywa się na podstawie tego, co zostało na aukcji napisane. A to może być bzdura z tym wyjazdem, wymyślony powód, zasłona dymna. Bo o poważnych, osobistych problemach nie pisze się w internecie. Ja jestem sobie w stanie wymyślić wiele różnych, poważnych powodów życiowych, które mogą skłonić do oddania psa. Czy gdyby kobieta napisała, że ma chore dziecko i nie wyrabia się finansowo, potrzebna każda złotówka, to też byłaby krytykowana?

Za jakiś czas Lofni może stać się na tym forum przykładem bezduszności właścicielki, przykładem przywoływanym przy każdej dyskusji prowadzonej na podobny temat. A prawda, która się kryje za oddaniem psa, może być inna. I kobieta ta wcale nie musi się przed nami tłumaczyć.

GRABA 13-08-2011 09:17

Quote:

Originally Posted by jaskier (Bericht 399181)
Rozumiem i zgadzam się z tym, że wyjazd, to nie jest poważny powód do oddania psa.
A to może być bzdura z tym wyjazdem, wymyślony powód, zasłona dymna

Przepraszam, że tak to wycięłam, ale nie umiem dzielić postów, tak żeby je rozczłonkować....

Wyjazd, alergia........ prawda czy fałsz.... - można by tak bez końca....

Wyjazd:
czy prawda? - przypadek mojej suczki - dziewczyna przerzuciła ze mną sporą ilość wiadomości, wiedza jej wg mnie była spora - wiedziała z czym przyjdzie jej się zmierzyć... No i po dwóch dniach postanowiła oddać szczeniaka, bo nagle dostali propozycję wyjazdu:))))) - do tej pory czytam u niej opisy na gg, świadczące o tym, że w Polsce mieszka. Dlatego ja podchodzę to tych "wyjazdów" z dystansem.

Alergia: (to wstawiam na zapas jakby ktoś chciał używać tego argumentu do oddania psa) choroba standardowa.... - fakt alergikiem można stać się w każdym wieku, ale w tej dobie naszej cywilizacji jest wiele możliwości (nawet szczepionki wykonywane na "bazie alergenu" - czyli tego co nas uczula)
Co innego choroby rakowe itd.:(


W ogłoszeniu napisano: "Wychowywała się z kotami (te, które są jej domowymi traktuje jak członków stada, te, które są obce wywołują jej zainteresowanie, ale raczej z chęci zabawy). W domu mieszka z dzieckiem, z którym wychowywała się od małego. Dziecko traktuje jak istotę, którą trzeba bronić. Uznaje tylko jednego przewodnika. Nie sprawia problemów. Jest nauczona spokoju. Socjalizowała się z ludźmi, nie są dla niej problemem a nawet lubi ich obecność."

- dla mnie jest tu b. dużo istotnych informacji, które przyszli wł. powinni uwzględnić. Np. niech teraz pies trafi do rodziny, gdzie jest dziecko i zechce bronić je przed nowym pańciem, bo dla takiego psa powodem do obrony może być mylnie odebrany sygnał... choćby chęć odebrania przez rodzica czegoś dziecku..... Będzie trzeba też mieć na uwadze, że spacerując z takim psem, wilczak będzie reagował na każdy płacz/śmiech dziecka zasłyszany z oddali - czytaj będzie chciał tam biec (na dzieci reagaują obie moje suki wychowane z dzieckiem).
"wyciągnęłam" te informacje, bo uważam, że właśnie powinno, to zostać uwzględnione przy szukaniu nowego domu, żeby potem nie było...

Uważam jednak, że o tej sytuacji powinno się najpierw zawiadomić hodowcę, tak z uczciwości i czystego sumienia.

Galicja 13-08-2011 20:38

Tak czytam i czytam te wypowiedzi..... z jednej strony tak...oddawanie jest okropne, ale czasem nie ma innego wyjścia. A po takich dyskusjach, na temat sytuacji, osoby, której w ogóle nie znamy, to może mi powiecie, co pozostanie innym zdesperowanym, nie mogącym sobie poradzić? No nic tylko w nocy do schroniska podrzucić, albo udać że pies uciekł.

Gaga 13-08-2011 21:04

Quote:

Originally Posted by Galicja (Bericht 399220)
Tak czytam i czytam te wypowiedzi..... z jednej strony tak...oddawanie jest okropne, ale czasem nie ma innego wyjścia. A po takich dyskusjach, na temat sytuacji, osoby, której w ogóle nie znamy, to może mi powiecie, co pozostanie innym zdesperowanym, nie mogącym sobie poradzić? No nic tylko w nocy do schroniska podrzucić, albo udać że pies uciekł.

Magda, jakim zdesperowanym? Tu nie ma mowy o nie radzenu sobie, tylko o wyjeździe. To zasadnicza różnica.

Poza tym nie demonizowałabym roli forum i jego wpływu na decyzje. Żeby podrzucić w sposób przez Ciebie opisany (lub gorszy) to trzeba byc ostatnią szmatą, a mimo wszystko aż tak chyba nikt z Was się nie pomylil przy wyborze wlaścicieli?

Galicja 13-08-2011 22:56

Quote:

Originally Posted by Gaga (Bericht 399226)
Magda, jakim zdesperowanym? Tu nie ma mowy o nie radzenu sobie, tylko o wyjeździe. To zasadnicza różnica.

Poza tym nie demonizowałabym roli forum i jego wpływu na decyzje. Żeby podrzucić w sposób przez Ciebie opisany (lub gorszy) to trzeba byc ostatnią szmatą, a mimo wszystko aż tak chyba nikt z Was się nie pomylil przy wyborze wlaścicieli?

Nikt jasnowidzem nie jest....taka prawda
Czasem rozumiem sytuacje ludzi , którzy po bojach ze sobą, z psem , z własnymi słabościami rezygnują, czasem jest to lepsze dla psa i dla ludzi. czasem jest sytuacja inna , oddaje się psa dla własnego widzi mi się..i tego nie rozumiem. Ale nie umiem znaleźć powodu dla którego mam kogoś publicznie osądzać i to jeszcze zbiorowo.

Gaga 13-08-2011 23:26

Quote:

Originally Posted by Galicja (Bericht 399233)
Nikt jasnowidzem nie jest....taka prawda

..a "wszyscy kłamią" (dr. House):rock_3

Galicja 13-08-2011 23:36

Quote:

Originally Posted by Gaga (Bericht 399235)
..a "wszyscy kłamią" (dr. House):rock_3

No a jak !
I tego się trzymajmy :rock_3

atah 14-08-2011 09:49

Quote:

Originally Posted by Lupusek (Bericht 399098)
Decyzje typu "muszę wyjechać i nie mogę tego zrobić z psem" to totalny brak odpowiedzialności. Jeśli podejmuje się decyzję o życiu z psem to z konsekwencją, ze wszystkie następne decyzje dotyczące mojego życia będą ją uwzględniały. Jeśli okoliczności nie sprzyjają realizacji pewnych pomysłów z powodu psa, to trzeba z tych pomysłów zrezygnować, a nie z psa!!! Jednak sam fakt, ze komuś taki pomysł przyszedł do głowy świadczy jedynie o wielkiej pomyłce.

Podpisuję sie pod Twoimi słowami... Niektórzy powinni mieć pluszaki a nie żywe zwierzęta. Wiadomo - różne sytuacje sie w życiu przytrafiają. Jednak wyjazd to nie jest losowy dramat, tylko kwestia decyzji. Jestem w stanie zrozumieć osoby, które muszą oddac wilczaka ze względu na jakies zaburzenia zachowania psa, z którymi nie są w stanie funkcjonować w swoich warunkach życiowych. Tylko wtedy jest jasny komunikat jakie problemy ma pies i jak trzeba z nim pracować- a nie "grzeczny piesek, lubi dzieci". Natomiast pozbywanie się psa, bo ktoś postanowił sobie zmienic zycie i nie uwzględnił w swoich planach psa jest obrzydliwe. A już kuriozalne jest wystawianie wilczaka na allegro czy w innym ogłoszeniu. Wszyscy tutaj wiemy, ze żadne opowieści nie oddadzą tego co potrafią wilczaki - a taka forma poszukiwania nowego domu może przyciągnąć przypadkowe osoby, którym spodoba się piesek podobny do wilka i "będzie fajnie wyglądał w naszym ogródku". I mimo dobrych intencji nowi właściciele mogą nie poradzić sobie z psem, który jest w szoku po zmianie domu i ich pogryzie albo ucieknie.

Okcia 10-09-2011 11:32

Quote:

Originally Posted by GRABA (Bericht 399191)

Alergia: (to wstawiam na zapas jakby ktoś chciał używać tego argumentu do oddania psa) choroba standardowa.... - fakt alergikiem można stać się w każdym wieku, ale w tej dobie naszej cywilizacji jest wiele możliwości (nawet szczepionki wykonywane na "bazie alergenu" - czyli tego co nas uczula)
Co innego choroby rakowe itd.:(

Aga jestem w szoku,że piszesz to wiedząc jaka sytuacja jest u nas :(
Widziałaś Tadka po wypadku,potem był kolejny atak...może się wystraszyłaś,że suni będzie trzeba nowego domu szukać?....
Nie martw się my staniemy na głowach żeby mała nie musiała już domu zmieniać,tym bardziej że wiesz,że jest dla mnie jak dziecko.
Teraz tylko na wyniki czekamy i trzymamy kciuki sami najwyraźniej...

Agni 10-09-2011 12:25

Oktawia, nie sami trzymacie kciuki. My trzymamy za Was kciuki i z całego serca życzymy Wam i Larce żeby wszystko było ok. :)

maria 10-09-2011 14:07

Quote:

Originally Posted by anija (Bericht 399114)
A jaki jest problem w zabraniu psa ze sobą za granicę?

w niektórych krajach nie wolno posiadać takich hybryd... miałam kiedyś ochotę pojechać do Norwegii, ale dowiedziałam się, że jadąc tam z wilczakiem, albo z nim nie wjadę, albo z nim nie wyjadę.
na ile to prawda, niewiem, ale po takiej informacji odechciało mi się tam jechać w ogóle :)
wilczak jest psem kłopotliwym, więc wcale się nie dziwię, ze ludzie zmieniają zdanie, jednak dziwi mnie nieodpowiedzialność. ostatnio pewna pani oddawała do schroniska kota, bo przeprowadzała się z domu do mieszkania... wg niej to wystarczający powód do tego, by pozbyć się zwierzaka, który towarzyszył jej kilka lat. na dodatek ta osoba kucha zwierzęta... ale widocznie mniej, niż komfort życia w bloku....
odpowiedzialność, to przygotowanie psa za młodu do różnych sytuacji życiowych, które moga się przytrafić.
to, że dziś siedzimy w domu z psem 24godz na dobę, nie znaczy, ze przez kolejne 15 lat tak będzie, i nie zaisntieje sytuacja, gdzie pies będzie musiał zostawać na pół dnia sam, więc należy psa od małego przyzwyczajać do czasowej samotności, lub pozostawania pod opieką innej osoby, a nawet w innym domu, bo wypadki chodzą po ludziach...
to, że dziś jeździmy autem nie znaczy, że zawsze tak będzie, i dobrze jest nauczyć go jeździć także autobusem na wszelki wypadek.
to, że mieszkamy bez dzieci, nie znaczy, ze zawsze tak będzie, i należy psa oswoić z dziećmi. jeśli nie mamy mieszkania, pracy, domu, należy się liczyć ze zmianami w tym zakresie i pomyśleć, czy to już pora brać dużego psa, któremu trzeba poświęcić wiele czasu, bo może się trafić okazja ciekawej pracy zagranicą, itp itp, możnaby wymieniać w nieskończoność.
planując wzięcie psa, rozważałam, co może się w moim życiu przytrafić, i co wtedy zrobię, mając psa. zdecydowałam się na niego, gdy na każdą sytuację, jaka może się przytrafić, miałam gotowe rozwiązanie.
troche to przypominało grę w szachy:
problem jaki może się przytrafić: hospitalizacja. rozwiązanie: pies pojedzie pod opiekę rodziców. problem rozwiązany. kolejny problem: hospitalizacja, gdy rodziców nie będzie... a pobliski hotelik dla psów zostanie zlikwidowany: pies nauczy się zostawać w kojcu, ktoś z rodziny przyjedzie, będzie go dożywiał, poił i wyprowadzał. problem w razie odmówienia pomocy: pies pojedzie na stacjonarne szkolenie, jeśli będzie w zaawansowanym wieku, wynajmnę osobę do opieki nad psem.
oczywiście nawet rozważając w ten sposób, nie można przewidzieć wszystkich życiowych okoliczności, jednak takie rozważenie "co, jesli?" powoduje, że wiele sytuacji nie jest dla nas potem zaskoczeniem czy problemem nie do rozwiązania, lub zwyczajnie przesunie w czasie wziecie psa, dopóki nie będziemy na większość nietypowych sytuacji przygotowani.

anija 10-09-2011 14:58

Jesli chodzi o tego kota... to z kotami jest trochę inaczej. Kot przyzwyczajony do mieszkania w domu z ogrodem, nie nadaje się do życia w mieszkaniu. Skończyło by się to tragicznie, skokiem z balkonu, dachu, parapetu... byle by wydostać się na zewnątrz. Meczył by się okrutnie i zamiałczał na śmierć rozdrapując futryny okienne, niemniej powinna szukać dla kota nowego domu w inny sposób niż oddawanie do schroniska...

anija 10-09-2011 16:49

A o tym też wiem, że gdzie niegdzie nie można wwozić hybryd, ale dzisiejszy wilczak to już nie jest hybryda.

Narvana 10-09-2011 17:04

Quote:

Originally Posted by anija (Bericht 402826)
A o tym też wiem, że gdzie niegdzie nie można wwozić hybryd, ale dzisiejszy wilczak to już nie jest hybryda.

Mimo to, wilczak nadal w Norwegii non grata

anija 10-09-2011 18:49

Quote:

Originally Posted by Narvana (Bericht 402827)
Mimo to, wilczak nadal w Norwegii non grata

a to dupki...

a w zasadzie głupki.. ;P

behemotka 16-10-2011 15:14

Quote:

Originally Posted by anija (Bericht 402824)
Jesli chodzi o tego kota... to z kotami jest trochę inaczej. Kot przyzwyczajony do mieszkania w domu z ogrodem, nie nadaje się do życia w mieszkaniu. Skończyło by się to tragicznie, skokiem z balkonu, dachu, parapetu... byle by wydostać się na zewnątrz. Meczył by się okrutnie i zamiałczał na śmierć rozdrapując futryny okienne, niemniej powinna szukać dla kota nowego domu w inny sposób niż oddawanie do schroniska...

Trudno, nie na temat, ale sprostować trzeba, bo właśnie przez takie mity stworzone przez wygodnickich i leniwych koty mają dużo gorzej niż psy :(.

Nieprawda, że "z kotami jest trochę inaczej" i "się nie nadaje".
Przede wszystkim kot (tak samo, jak i pies, zasada obowiązuje identyczna) u odpowiedzialnego człowieka bez opieki w ogóle nie wychodzi na dwór, nieważne, czy mieszka w bloku, czy w domu z ogrodem. Więc warunki się dla niego mocno nie zmieniają, na spacery chodzić można.

Po drugie większość kotów tzw. wychodzących da się odzwyczaić od wychodzenia - tak jak większość wilczaków z lękiem separacyjnym da się przyzwyczaić do zostawania samemu. Że to pracy wymaga? Jasne. Nikt nie powiedział, że tylko z psem można pracować...

Po trzecie u odpowiedzialnego opiekuna skok z dachu/parapetu/balkonu jest niemożliwy, bo od tego są siatki i inne zabezpieczenia okien, żeby nie narażać życia kota.

Po czwarte kot związany z opiekunem będzie z nim chciał być wszędzie, w każdych warunkach. Wszystkie moje koty (sztuk 4) po stresującej podróży przez kilka krajów (2,5 tys. km) potrzebowały ok. 15 minut, żeby w obcym miejscu poczuć się u siebie. Bo ja tam byłam.


Ja rozumiem, że w pewnych okolicznościach oddanie zwierzaka - jakiegokolwiek gatunku - może być rozwiązaniem słusznym dla niego. Czasem lepiej pozwolić odejść, i to się tyczy nie tylko TM... Ale w większości przypadków takie decyzje to tylko nieodpowiedzialność ludzi.

maria 16-10-2011 15:58

Behemotka, historia miała ciąg dalszy. Kot uciekł ze schorniska przed zamknięciem w klatce, po kilku dniach wrócił do starego domu, skąd został zabrany przez jego właścicielkę do nowego mieszkania. Narazie zakończenie tej historii jest szczęśliwe, mam nadzieję, że właścicielka nie próbuje jeszcze raz odwieźć kota do schroniska. Co do siatek, to przypomniała mi sie jedna sytuacja, gdy mieszkałam na 4 piętrze, nie miałam wówczas zwierząt. Sąsiadka miała kota a nie miała siatki. Raz w środku nocy obudziło mnie zwierzę, które skakało po szafach i zrzucało kwiatki i ozdoby, na końcu wskoczyło mi na łóżku. Myślałam, że umrę na zawał, dopóki nie zaświeciłam światła i nie zobaczyłam kota sąsiadki, który wszedł do mnie przez okno :D

Witek 16-10-2011 19:26

Maria, kot to jeszcze nic- znajomy Witka miał królika, który zawsze zeskakiwał na balkon piętro niżej jak sąsiedzi jedli na nim śniadanie i kradł zieleninę ze stołu :D

behemotka 16-10-2011 20:20

Nie wiem, czy to takie śmieszne... W jednym i drugim przypadku zwierzak za każdym razem mógł się zabić albo zostać kaleką. Jak prawie przed maskę samochodu wyskoczył kumplowi pies i tylko ostry unik + hamowanie uratowało zwierza przed potrąceniem i zapewne śmiercią, do śmiechu mi ani odrobinę nie było :roll:

Quote:

Originally Posted by maria (Bericht 408841)
Behemotka, historia miała ciąg dalszy. Kot uciekł ze schorniska przed zamknięciem w klatce, po kilku dniach wrócił do starego domu, skąd został zabrany przez jego właścicielkę do nowego mieszkania. Narazie zakończenie tej historii jest szczęśliwe, mam nadzieję, że właścicielka nie próbuje jeszcze raz odwieźć kota do schroniska.

Dla dobra kota mam nadzieję, że teraz już o niego zadba. Może poszła po rozum do głowy - no i po serce...

maria 17-10-2011 00:25

Quote:

Originally Posted by behemotka (Bericht 408868)
Nie wiem, czy to takie śmieszne... W jednym i drugim przypadku zwierzak za każdym razem mógł się zabić albo zostać kaleką. Jak prawie przed maskę samochodu wyskoczył kumplowi pies i tylko ostry unik + hamowanie uratowało zwierza przed potrąceniem i zapewne śmiercią, do śmiechu mi ani odrobinę nie było :roll:

zapewniem, że mnie też nie było wtedy do śmiechu, a kot, który trafiłby do mieszkania kogoś, kto jest nerwowy i nie lubi zwierząt, mógłby skończyć na locie z 4 piętra, bo to stres nieziemski, gdy wiesz, że w mieszkaniu nikogo nie ma, nie ma nawet zwierząt, a budzi cię huk spadających przedmiotów, jakby ktoś po mieszkaniu buszował.
jeśli chodzi o hamowanie przed zwierzętami, to szczerze mówiąc, staram się wyeliminować u siebie ten odruch na rzecz rozsądku, po tym, jak w naszej okolicy kobieta chcąc uniknąć rozjechania kota, uderzyła w dwójkę dzieci, po czym jedno zmarło na miejscu. zadziałał u niej odruch, bo przecież nie postawiła na uratowanie kota kosztem życia dzieci, a czasem poprostu lepiej nie reagować, dla swojego i dobra innych, choć takich ekstremalnych przypadków zapewne jest mniej, niż psychopatów, którzy nawet nie zwolnią widząc z daleka biegajace po ulicy małe zwierzę.
widziałam w necie gwizdki ultradźwiękowe, które przyczepia się na masce samochodu, podobno z daleka odstraszają zwierzęta, ale oprócz tych zwierząt, które są na drodze, są jeszcze zwierzęta zabezpieczone przed wejściem na drogę, którym ten dźwięk napewno przeszkadza czy może wypłoszyć, więc nie zamontowałam tego jeszcze, bo niewiem co o tym sądzić, czy to nie wyrządzi wiecej szkód zwierzętom niż korzyści?

a. dodam jeszcze, że mam w oknie siatki przeciw komarom. mój kot ucieka przez nie lub włamuje się do domu kiedy chce. niewiem jakie inne siatki zakłada się na okna, aby zabezpieczyć je przed wychodzącymi kotami?

behemotka 17-10-2011 01:49

Quote:

Originally Posted by maria (Bericht 408904)
a. dodam jeszcze, że mam w oknie siatki przeciw komarom. mój kot ucieka przez nie lub włamuje się do domu kiedy chce. niewiem jakie inne siatki zakłada się na okna, aby zabezpieczyć je przed wychodzącymi kotami?

Rybacką choćby. Albo metalową. Albo z odpowiednio trwałego plastiku. Jasne, że moskitiera nie powstrzyma kota, który chce wyjść. Psa też nie powstrzyma - a pies ucieka, kiedy chce, i biega sobie samowolnie po okolicy?

Można zabezpieczyć okna, można wietrzyć tylko pomieszczenia zamknięte w tym czasie dla kota, można na czas wietrzenia zapiąć zwierza w szelkach. Jeśli komuś zależy na zdrowiu i życiu futra, to żaden kłopot trochę się postarać i zapewnić mu sensowne środowisko bytowania. Szkoda, że dbanie o bezpieczeństwo kota to często wciąż kosmos i fanaberia :(


All times are GMT +2. The time now is 16:51.

Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.
(c) Wolfdog.org