![]() |
Leki wyciszające
Mam pytanie czy stosowaliście u swoich Wilczaków jakieś leki wyciszające? Jeśli tak to jakie? ich wady/zalety...
Może takie coś? ktoś używał? http://www.sklep.veterynaria.pl/?48,...y-d.a.p.-spray Pozdrawiam ;) |
To nie są leki. Leki (tak ostatnio modne i polecane przez hodowców! na wystawy m.in.) powinny być podawane tylko i wyłącznie pod kontrolą lekarza.
D.A.P. jest niezły, do kontaktu w pomieszczeniu, spray napryskany na bandankę (bandanka na szyi psa). Pomaga, nie załatwia tematu. |
Quote:
PS. No własnie, to nie są leki.. tylko rodzaj słabej homeopatii. Działa tak, że właściciel wiedząc że zadbał o spokój psa mniej się stresuje wychodząc z domu i pies to czuje, więc tez jest spokojniejszy. |
Jak pisałam już wcześniej ja się zdecydowałam po dość długim namyślaniu i rozważaniu wszystkich za i przeciw. Razem z weterynarzem zdecydowaliśmy się na odpowiednik Reconcilu (http://www.reconcile.com/), czyli po prostu fluoksetynę. Tak jak mówiłam pomogła bardzo, skutków ubocznych nie było (ale należy mieć na względzie, że psy tak jak i ludzie mogą różnie reagować), nie zauważyłam też zmiany w zwykłym, codziennym zachowaniu psa, żadnej ospałości czy innych tego typu objawów. Działanie natomiast było widoczne przy zostawaniu, ale to jest jedyne wspomagacz, bez treningu nic nie da.
Przede wszystkim określ jak duży jest lęk Twojego psa, jeśli to histeria to na feromony itp. szkoda pieniędzy. Ja bym na Twoim miejscu jeszcze trochę poczekała z lekami, bo być może to jest właśnie taki okres regresów, chyba że masz problemy z sąsiadami i po prostu musisz coś zrobić na już. |
Quote:
Quote:
Pozdrawiam ;) |
Quote:
Nie ma leku, który całkowicie wyciszy psa z dnia na dzień. Można zmniejszyć stres, ale nie całkowicie usunąć. Dzięki lekom opanowana u nas została histeria ;) |
Sedalin to lek zwiotczający mięśnie, nie działa uspokajająco "w głowie", co najwyżej spowalnia rzucanie się psa, bo go zwiotcza, bardzo często stosowany niezgodnie ze wskazaniem, do tego bardzo silny i bardzo dużo skutków ubocznych. Szczeniaczkowi, który leciał samolotem, a nie był przyzwyczajony do samotnego przebywania w klatce, nie wiedziałam jak zniesie różnice ciśnienia, w konsultacji z lekarzem podawaliśmy Hydroxyzinum VP 25 mg. To typowy lek przeciwlękowy, ale nie należy go w żadnym wypadku podawać bez konsultacji z lekarzem.
|
Czyli dobrze mi się z tym Sedalinem kojarzyło. Nawet nie chcę próbować sobie wyobrażać co zaczęłoby się dziać w głowie psa, który ma lęk separacyjny i nagle nie może się poruszyć... Zaryzykowałabym stwierdzenie, że podawanie go jako leku przeciwlękowego jest wręcz znęcaniem się :shock:
|
Ja znałam Sedalin tylko z opowieści i właściwie poszłam do weta po niego plus instrukcję stosowania... Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że to tak nie działa...Hydroksyzynę zaczęliśmy podawać niecały tydzień przed lotem, nie widzieliśmy żadnego działania, maluch się bawił, jadł, spał jak reszta. W samolocie wył trochę podczas startu i lądowania - wszyscy pasażerowie słyszeli, a Przemek udawał, że to nie jego pies :twisted:
Ale po wyjściu z samolotu na klatce nie było widać żadnych śladów walki, tylko tyle, że maluch się załatwił - za dużo miał smaków w transporterze, po wypuszczeniu z transportera biegał po lotnisku bez smyczy i wyglądał na bardzo zadowolonego, niczego się nie bał, do wszystkich się przymilał, więc jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że lek spełnił swoją funkcję ;) |
Od czasu do czasu można podać to : pomaga i u swoich psów nie zauważyłam skutków ubocznych.
http://www.przychodnia.pl/el/leki.php3?lek=1075 |
Quote:
|
Quote:
I jeszcze jedno , to jest bardzo delikatny lek, można go podawać dzieciom........... |
Acha, dziekuję.
|
Quote:
|
Rzecz nie w nerwowości (zapewniam) tylko w bardzo chętnym sięganiu po szybkie środki. Nie znam z autopsji zachowania samca mieszkającego razem z sukami, które aktualnie mają cieczkę - więc po prostu przyjmuję do wiadomości, że się go jakoś "wyspokaja".
Natomiast jak słyszę, że ludzie wolą zaspokajać własne ego i ciągać psa po wystawach, faszerując go przy tym lekami, gdy zamiast znaleźć czas i ochotę na sensowną, przemyślaną pracę z psem-funduje mu się medykamenty - to kojarzy mi się to z użyciem kolców (nie szkoleniowo!) i prądu. Szybko, efektownie i zupełnie bez troski o samego psa i odrobiny empatii. Moja prywatna opinia jest taka, że to etyczne dno. I mam coś na ten temat do powiedzenia, bo przerabiałam z własnym psem kłopoty i demolki w domu, w dodatku dwukrotnie, z czego szał po przeprowadzce był naprawdę spektakularny. Mam też przyjaciółkę wetkę i dopytuję, bo lubię wiedzieć. I dowiaduję się zbyt często o skutkach ubocznych:/ I naprawdę przeraża mnie jak chętnie ludzie szukają dróg na skróty, kompletnie pomijając to, co powinno być podstawą ich stosunków z psem. |
Zgadzam się z Tobą w 100% i podpisuje obiema rękami! Uważam jednak że wymiana doświadczeń jest niezbędna! Lepiej jak się o czymś wprost pisze, inni mogą to przeczytać, wyciągnąć wnioski. A co do osób które tak a nie inaczej postępują na wystawach...ich nie zmienisz...:(
|
Dlatego pozwoliłam sobie poprosić o doprecyzowanie Twojego "od czasu, do czasu" :) Aby nie brzmiało, że ot tak, podajemy psu jakieś leki:) Medycyna i jej osiągnięcia służą dla poprawy zdrowia i nie można tego traktować jako zła wcielonego. Nie mniej jednak, w dobie dostępności internetowej - warto dobrze sprawdzać (i oczywiście dopytywać) :)
Wiesz, 7 lat temu o faszerowaniu lękliwych wilczaków na wystawach słyszeliśmy tylko w kontekście Włoch. A dzisiaj, zgodnie z teorią mickiewiczowską ("Pawiem narodów byłaś i papugą") - kopiujemy bezmyślnie owe "rozwiązania" i pełzającego za strachu psa, zaliczającego kolejne dyskwy, zaczynamy stawiać na nogi prochami. No zgroza! Bo w imię czego?:evil: |
Quote:
|
Quote:
"-A pies? -A pies Ci mordę lizał" (to nie do Ciebie złociutka:D) |
Gaga wiem, że chcesz dobrze... ale pomijając takie sytuacje o których pisałaś (chore wystawy itp) to uwierz mi, czasami zdarzają się w życiu sytuacje w których KAŻDY wybór jest złym wyborem...albo inaczej pisząc mniejszym złem. Ja niestety właśnie teraz stanąłem przed takim dylematem ;) Ja naprawdę nie jestem z tych dla których jak to napisałaś "lepiej podać lek psu, niż ćwiczyć" więc uważam, że "oburzanie/piętnowanie" każdego podobnego tematu doprowadzi tylko do tego, że ludzie nie będą pisali o problemach a zaczną stosować inne drastyczniejsze rozwiązania...
Pozdrawiam ;) |
Nie zgodzę się, wspomniałam wyraźnie, że ten problem przerabiałam, zresztą dwukrotnie i o sporej sile natężenia. Nie teoretyzuję, mówię na podstawie doświadczeń. Szantaż w postaci słów, że ktoś sięgnie po drastyczniejsze środki, do mnie nie trafia. Jeśli ktoś miałby tak małą wiedzę i przede wszystkim brak chęci rozwiązania problemu-należy zadać pytanie-po diabła mu pies i dlaczego wcześniej nie zgłębił tematu.
Nie pisz mi, że znikną tematy o doświadczeniach, bo podczas okresu 'burzy i naporu' Cheya dzieliłam się swymi 'wpadkami' dość porządnie. I dopóki kilku oszołomów nie zaczęło wykorzystywać na innych forach tu przeczytanych 'wynurzeń' aby oczerniać i ludzi i psy - zawsze taka wymiana przynosiła jakieś rozwiązania (vide: sposoby Mandżurka). To nie jest wstyd, ani porażka życiowa, że chwilowo dajemy się pokonać problemowi. Jak dotąd nawet wilczakowe hardcore'y oswoiły zostawanie w domu, choć my-właściciele nadal mamy w pamięci te potężnie stresujące czasy. Więc się da, ale jak pisał m.in. Jaskier-są wzloty i upadki, ale trzeba być konsekwentnym (coś podobno deklarowałeś w tej dziedzinie?:rock_3) Ja osobiście buntuję się przeciwko metodom, które (IMO) są nieetyczne i idą na skróty, często kosztem psa. Ale to moje osobiste, prywatne stanowisko. |
Praca pracą, wiadomo, że jest bardzo ważna, ale są przypadki, w których praca na niewiele się zdaje. Nie mówię tu o lęku separacyjnym, przy którym praca pewnie ma duże szanse rozwiązania problemu, ale o sytuacjach, w których zwierzę jest niebezpieczne dla siebie samego i otoczenia z powodu niedającego się opanować ataku histerii. Przerabiałam to ze swoim psem przez 14 lat jej życia (no, problemy zaczęły się jak miała około roku i skończyły niemalże gdzieś rok przed jej odejściem, bo już była głucha na tyle, że nie słyszała burz na 4 godziny przed ich pojawieniem się na horyzoncie - więc przez 12 lat) i naprawdę trudno mówić o pracy z psem, gdy potrafiła nawiać ze spaceru, choć był dziki upał i nic nie zwiastowało, że za kilka godzin będzie grzmiało. I pół biedy było póki nawiewała ze spacerów i chowała się do budy - potem zaczęły się histeryczne próby wydostania się z kojca, łącznie z wyrywaniem pazurami dziur w siatce ogrodzeniowej (takiej metalowej), wyrypaniem dziury w drzwiach ze sklejki i podarciem łapami futryny z litego drewna. To bywał amok nie do opanowania i często nie do przewidzenia - także nie bardzo wiem po dziś dzień jak mogłam z nią pracować. Tyle, że udało mi się wypracować to, że byłam w stanie zatrzymać ją w miejscu na kilkanaście sekund komendą, gdy dawała dyla i dogonić ją, zapiąć smycz i odprowadzić bezpiecznie do domu.
Także praca pracą, ale kiedy są naprawdę fobie, które tak działają na psa - znęcaniem się nad zwierzęciem jest nie podanie mu leków. Zwłaszcza, że o ile przy lęku separacyjnym mogę do domu wrócić (teoretycznie przynajmniej), to przy burzy np., albo fajerwerkach albo strzałach - nie mam na to żadnego wpływu. Wtedy trzeba zwierzęciu pomóc. Ja stosowałam przez kilka lat, za poleceniem weta zwykłe ludzkie tabletki uspokajające - te ziołowe (i tak się nazywają - ziołowe tabletki uspokajające). Owszem, zamulały psa, ale na krótki czas i pomagały spokojnie i normalnie przetrwać burzę, czy sylwestra, bez dygotu, dyszenia, kaleczenia się i wciskania w najciemniejsze kąty. |
Quote:
Quote:
Quote:
Quote:
Pozdrawiam ;) |
Trustno1: Nie było mowy o lękach typu grzmoty, poza tym zaznaczyłam, że nie wyrzucam medycyny do kosza. No i jak zaznaczyłaś-uspokajałaś dziewczynę w ścisłej współpracy z lekarzem.
Predator-szukam tego kozaka z kwietnia :D Młody ma ile? 7? 8 miesięcy? Czyli dopiero zacznie pokazywać, co wilczak ma za uszami, co wtedy? Seria tabletek jak u emerytów? Rano, południe i wieczorem? Jeśli stajesz przed tak dramatycznym wyborem 'mniejszego zła' w sytuacji, hmmm...baaardzo typowej dla właściciela wilczaka, to co będzie dalej? Podpowiem: kontrola własnych emocji-bardzo duża ich świadomość i potężna dyscyplina wobec siebie samego. Było o tym w poprzednich postach (choć nie wprost). Dopuszczenie możliwości, że to my popełniamy błędy. Plan naprawienia tych błędów. Cierpliwość, pokora i wykorzystanie tego, że to ludzie są inteligentniejsi od psa. Wszystkie zostające dzisiaj normalnie wilczaki są dowodem, że to daje rezultat. Ale to Twój wybór, czy chcesz wyważać otwarte drzwi. Na szczęście można mieć odmienne zdania i żadnymi konsekwencjami to nie grozi:) PS(y)1: Quote:
|
Quote:
Quote:
Co do reszty to bardzo dziękuję za rady(naprawdę) choć niestety tutaj nie mają zbyt wielkiego zastosowania(pominę, że są stosowane na co dzień) bo nie z tego wynika problem.... Pozdrawiam i mam prośbę nie próbuj być kąśliwa bo powrócimy do schematu rozmowy z przed jakiegoś czasu czego NAPRAWDĘ nie chcę. Dziękuję. ;) |
Ja Ci tylko chciałam przekazać, że sielanka nie trwa wiecznie. I nie mam z tego satysfakcji - wiem, co to jest stres, gdy coś idzie pod górkę, zwłaszcza, gdy 'gwoździem' problemu jest stres psa.
Co do leków, przypomina mi się sytuacja z jednego z odcinków Cesara: kobieta nie panowała nad szczekaniem psa (gdy ktoś pukał do drzwi) i starała się go utrzymać w dystansie za pomocą spryskiwacza do wody. Padło pytanie 'co zrobisz, gdy nie znajdziesz pod ręką spryskiwacza?'. Pytanie głębsze, niż się wydaje. I przenieśmy je na leki. Chodzi w skrócie o to, że pies zacznie spokojnie zostawać w domu, o ile się tego nauczy. O ile zatrybi i zaakceptuje pewne rytuały. A to, w jaki sposób podamy mu je do zaakceptowania, zależy od nas. Od strategii, spokojnych ćwiczeń, wyreżyserowanego schematu. Możesz oczywiście zmulić psa farmakologicznie, ale co jeśli za jakiś czas problem się powtórzy? Cały czas na lekach trzymać nie będziesz - prędzej rozwalisz mu wątrobę, niż nauczysz. A to nauczenie właśnie daje finalny efekt. Sposobów zapodanych masz tu kilka, jest z czego wybierać. A to, że pies nagle coś pokazuje, zawsze wynika z warunków otoczenia (do których i my się zaliczamy)-stąd sugestia aby nie skupiać się na skutku (psie) tylko przyczynie. Powodzenia, bo w tym wszystkim najbardziej szkoda psa, który przecież nie wariuje ot tak, fanaberyjnie. Znam widok zestresowanego psa, który został w domu - niefajny, żadnemu psiakowi nie życzę;/ |
Quote:
Wydaje mi się, że dyskusja zaczyna się trochę robić jałowa - moim zdaniem Predator rozumie zarówno to, że leki uspokajające nie są rozwiązaniem na dłuższą metę, jak i to, że musi po prostu z psem pracować. Skoro jednak pies ma "nawrót" tych lęków, to oznacza, że funkcjonował do tej pory OK - czyli może, utrzymując ćwiczenia, rytuały i pracując ciągle - pomóc psu farmakologicznie, doraźnie ten nawrót przetrwać? I kto mówi, że bez porozumienia z wetem? Predator z pewnością ma możliwość wybrania się do lekarza - ale to nie o to tu chodzi w tej dyskusji, prawda? Troszkę Gaga znów bawisz się w czepialstwo, podobnie jak to kilka miesięcy temu miało miejsce przy innym temacie. Predator swoje - Ty swoje. I tak post za postem ;) Nudne to trochę, a i mało wnoszące do tematu. Sądzę, że wszyscy doskonale zrozumieli Twoje zdanie i - co więcej - wszyscy się z nim zgadzają. Teraz postarajmy się pomóc wybrać odpowiednią metodę poradzenia sobie z problemami, jakie napotkał Predator. Sądzę, że fakt, iż się do nich przyznał i poprosił o pomoc świadczy wystarczająco dobrze o jego zamiarach i chęciach pracy i rozwiązania kłopotu. Gdyby tak nie było, to by poszedł do weta, wziął prochów, nafaszerował psa i przed wszystkimi tutaj udawał, że nie ma żadnego problemu. |
Właściwie (tak a propos czepialstwa :P) to ja również zapomniałam, że pierwotne pytanie było o DAPa, a nie leki:D Co zasadniczo wszystko zmienia, o ! :)
ps Quote:
|
Oczywiście, że nie ma tu prostego przeniesienia na zasadzie, że lęk przed burzą/wystrzałami/dźwiękami z nieba = lęk przed zostawaniem w domu (aczkolwiek są analogie). Dlatego właśnie napisałam, że w przypadku lęku separacyjnego ma znaczenie praca z psem i wychowanie, a nie ma właściwie tego znaczenia przypadek lęku przed burzami. Co nie zmienia faktu, że o ile w przypadku burz farmakologia w pewnym momencie staje się koniecznością, o tyle w przypadku lęku separacyjnego może być przydatna jako pomoc w pracy lub być koniecznością w pewnych przypadkach - choć zapewne na dużo krótszą metę, niż przy burzach. O ile pies jest w ogóle w stanie wypracować spokojne zostawanie - tzn. czy jest to kwestia "dobrego wychowania", czy wypracowania jakiś schematów, mechanizmów, czy jest tu problem natury psychicznej i tego, że zwierzę nie umie opanować bezpodstawnego lęku. Zapewne większość przypadków lęku separacyjnego da się przepracować, ale myślę, że bywa też tak, że się nie da...
|
moje doświadczenia może komuś się przydadzą.
ostatni podałam Akrisiowi (48kg - wcale nie jest gruby! ) Sedalin miałam 2cm ale część wypluł powiedzmy, że zjadł 1,5cm dlaczego? musiał zostać przebadany weterynaryjnie, pobranie krwi, grzebanie w pupie... jak podziałało? byłam w stanie po położeniu się na nim utrzymać przy badaniu - po zakończeniu wybiegł z kliniki... --------------------------------------- teraz moje pytanie: co można podać psu na dłuuugi lot samolotem - bo być może nas to czeka. Zrobię wszystko co w mojej mocy by nie musiał być to transporter pod pokładem ale może nie być wyjścia - co można zaaplikować żeby mieć pewność że nie zrobi sobie krzywdy po rozerwaniu transportera? Ma ktoś jakieś doświadczenia? |
Quote:
Quote:
|
przepraszam czy można o konkretach?
czyli Hydroksyzyna nie DAP a jeśli DAP- jak to dawkować? czy lepiej szokowo dopiero w czasie lotu czy zaczac stosować wcześniej? bo tak myślę, że to moje dziecko jest odporne na środki i obawiam się że zje swoją dawkę procha - obudzi się w szoku i zje samolot od środka :-) może zalać posłanie w klatce DAP - podać na start na rozdzielenie Hydroxyzyne i jak się obudzi poczuje się błogo i bezpiecznie od hormonów - czy dobrze kombinuję? ile tego psikacza się stosuje? |
Kasia-w Twoim przypadku zapomnij o DAP-ie. To jest lajcik, wspomagacz, nie zawsze się widzi skutki. Poza tym spray stosowany np. do wypsikania w samochodzie działa dość krótko. Moim zdaniem z pewnością nie zapewni Acriterowi spokoju podczas długiego lotu.
Rona wspominała o przypadku senności, nie wiem jak często się to zdarza, ale to jedyny taki przypadek, o którym słyszałam (nie wykluczam, że się zdarza). Gdybym musiała bezpiecznie przetransportować psa samolotem, bez możliwości bycia przy nim (na zabranie go na pokład, jako bagażu podręcznego nie licz:twisted:), to poszłabym do weta, przebadała (krew, serducho) i poprosiła o normalny, silny zmulacz. Wiemy co wilczaki robią z klatkami, ile mają siły-tu zrobiłabym wszystko, aby mu uniemożliwić jakiekolwiek ekscesy i pozbawić stresu. Drugi zmulacz zaaplikowałabym sobie, aby nie zwariować podczas lotu, gdzie nie widzę psa, a wyobraźnia szaleje:twisted: A DAPa to możesz wypsikać na bandanę, założyć psu na szyję, jako dodatkowy gadżet, nic więcej:) Ponieważ przepisy lotnicze wyraźnie wskazują na konkretne transportery, a można je chyba wypożyczać- zainwestowałabym w ustrojstwo i przyzwyczaiła psa do niego, choć kilka dni, aby nie było dodatkowego stresu wynikającego z zamknięcia w nowym czymś. Ale ja jestem przeczulona mamuśka:) |
już zrobiłam badania krew/biochemia - jest ok
KLM ma najkrótszy czas wymagany przed lotem 30-45 minut. trzęsę się jak galareta jak o tym myślę - ale muszę. Relanium/diazepan? ma ktoś z tym doświadczenia? |
A do czego jest ten czas 45min? Odprawa, podczas której już pies ma być zapakowany i spokojny?
Jesoooooooooo - no będziemy trzymać kciuki za spokojną eskapadę. Podpytaj może dokłądnie Margo i Paulę (Nebulosa)> kontakt w j. ang., z tą drugą kilka psów leciało z Polski do Brazylii, doleciały, mają się dobrze - więc chyba i Wy dacie radę :) |
to jest czas kiedy trzeba zostawić psa przed lotem - inne linie do których dzwoniłam mówią o 2 godzinach
|
Quote:
|
Hydroksyzyna psa nie uśpi, chyba, że jakaś mega końska dawka. Po prostu uspokaja i pozwala okiełznać lęki, ale nie zamula ani nie usypia.
Ja specjalnie kupowałam własny transporter, żeby w razie czego pies zniszczył moje... pies nie zniszczył... zniszczyła obsługa lotniska :twisted: Przy okazji maluch nocował sporo wcześniej w tym transporterze, ale z rodzeństwem, dlatego bałam się, że może się bardo bać zostawiony sam ze sobą. |
Quote:
|
Quote:
Teraz ma to już wszystko obcykane i bure dolatują w dobrej formie, nawet 12-letni dziadziuś Iran był zadowolony z Lufthansy. Spytaj Paulę, to Ci dokładnie opowie jak to się odbywa. Magda kiedyś pisała o wkładaniu kostek lodu do miski. Wtedy w czasie startu nie ma opcji, ze woda się wyleje. Myślę, że ktoś z obsługi zagląda do zwierząt i dostarcza im wodę. |
Rona, a wiesz może jakie medykamenty?
|
Quote:
Lepiej chyba lecieć na noc, bo wtedy wykorzystuje się zegar biologiczny psa - jest naturalnie senny i łatwiej go wyciszyć, ale nie sądzę, żeby to była sprawa kluczowa. Kiedy lecisz? Z tego co wiem, to chyba trzeba zgłosić lot ze zwierzęciem wcześniej, żeby nie leciało za dużo zwierzaków naraz. W lutym jakiś mail nie doszedł i Paula bardzo się denerwowała, czy będzie miejsce dla burych na lot wewnętrzny, już na terenie Brazylii. Na szczęście bez problemu zabrali całą bandę (Enara i Fafika). Tak samo z transporterem bywają problemy - lepiej załatwić wszystko jak najwcześniej. |
jeszcze 2 miesiące jeszcze czas :-)
|
Jest jeszcze coś takiego co nazywa się"Calmix for dogs and cats" produkowane przez amerykańską firmę Kala health na bazie L-Theaniny, witamin, mikroelementów i waleriany.
Ktoś mi polecił, gdy Lorka miała ostry kryzys z zostawaniem domu, ale jakoś nie było okazji wypróbować - udało się wytworzyć nawyk od nowa zanim sięgnęliśmy po farmakologię. Na opakowaniu stoi, że "naturalny" uspokajacz, ale żeby nie podawać dłużej niż 7 dni bez konsultacji z wetem. :| |
Przepraszam, ze tak krotko, ale z czasem u mnie jest tragicznie...
Quote:
W medykamenty WARTO sie zaopatrzyc, chocby dla zasady. Roznie z psami bywa (i roznie reaguja), a warto wiedziec, ze wyjacego, "zalacego" sie wilczaka moga nam nie zaladowac, bo "pies cierpi"... Wcale nie musi to byc pies "swirujacy"... Oczywiscie niezaleznie od tego czy pies bedzie "na prochach", czy nie warto jakis czas wczesniej kupic transporter i przyzwyczaic do niego psa. Bo zaladowanie wilczaka do transportera "pachnacego nowoscia" mocno podwyzsza ryzyko, ze pies postanowi z niego wyjsc.... ;) Co do srodkow. Uzywalam ich dotad raz - wlasnie Sedalin, ktory polecila wetka Predatorowi. Srodek testowalam tydzien wczesniej, aby nie bylo niespodzianek. Sprawdzil sie. Choc trzeba miec na uwadze, ze dziala na cialo psa, a nie umysl... A co do wody - nie warto jej dawac do klatki. Na 100% sie rozleje. Wilczak to nie mops, ktory musi pic co godzine. Podroze po Europie przetrwa bez problemu i KOMFORTOWO (czego nie mozna powiedziec o locie w klatce zalanej woda ;)). Na dlugich trasach (z przesiadkami) wpisuje sie, aby psa napojono o konkretnej godzinie, ale z tego nie korzystalismy, bo raz: to wilczaki, a dwa: patrz wyzej. Oczywiscie podstawa jest napojenie psa przed lotem. |
dziękuję za odpowiedź
co do wody - też zauważyłam, że Akri nie ma ciśnienia na wodę. Akity piją 3 x więcej. Może też dla tego że on rzadko je suchą karmę i nie wyrobił mu się taki nawyk. Ale jest tak wybredny co do wody, że widzę, że 8-10 h bez niej przeżyje. Sedalin - nie Sidolin (mam nadzieję ;-) ) różnie o tym mówią - ja opisałam doświadczenie swoje powyżej... słyszałam, że wrażliwy pies może na zawał odejść - bo nie dosyć że się boi to jeszcze nie może się ruszyć... .... a jak wprowadzić psa na pokład? |
Quote:
Wedlug mnie to niesprawiedliwe - ostatnio z Turcji wracalismy "kurnikiem" - widzialam Turczynki, ktore na jednym miejscu siedzialy z 4 dzieci (2 spala e ramionach, 2 pod fotelem). I to sie dalo... A JEDEN pies pod fotelem jest dla linii lotniczych be... ;-) |
"Co do leków wyciszających" ja w ciąży używałam kropli Bacha zrobione są z esencji kwiatowych, naturalne i bezpieczne, także z przeznaczeniem dla zwierząt, są na różne stany te kropelki, a ja miałam takie "Bach Original Rescue krople" - "gotowa kombinacja pięciu z 38 ekstraktów kwiatowych, która chroni przed skutkami silnego stresu i ułatwia funkcjonowanie w trudnych chwilach, pomagają w sytuacjach, którym towarzyszy napięcie, na przykład w czasie egzaminu, rozmowy kwalikacyjnej, występu publicznego albo kiedy w dniu ślubu puszczają ci nerwy " ;), ( http://www.apo-discounter.pl/bach-or...le-p-1510.html ). Wlewa się 5-8 kropli do szklanki wody i faktycznie działają, nie wiem jak z psem bo nie próbowaliśmy na Vapi ;-)
|
All times are GMT +2. The time now is 22:12. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.1
Copyright ©2000 - 2025, Jelsoft Enterprises Ltd.
(c) Wolfdog.org