veni, vidi, doszlismy do siebie

wiec pare slow,
dojechalismy do domu o 5 rano w poniedzialek, i chwile nam zajelo dojscie do siebie i do rzeczywistosci warszawskiej. Goraco dziekujemy Margo, Przemkowi i mamie Uli za goscine (te seeeeery

) i cale przyjecie, bylo naprawde super, a Magri spala w sumie do wczoraj

Za rok choc by nie wiem co wracamy!!
Dzieki wszystkim za wspolna zabawe i spotkanie w tak duzym gronie, oczywiscie juz nie pamietam polowy imion ale co tam, mam rok na potrenowanie pamieci
Jak sie tylko poogarniamy z fotkami to dam znac, najpierw musze je wydobyc