A czasem - zwyczajnego pomyślenia. Parę razy wskoczyły do galerii moje zdjęcia, podesłane bez słowa informacji o tym fakcie. Skończyło się, jak to zwykle w przypadku braku umiejętności rozumienia prostych rzeczy przez winowajcę - na całkowitym zakazie posługiwania się moimi fotami. Ale policji na złodziei nie wzywałam

W większości przypadków sprawę załatwia się między zainteresowanymi stronami i to powinno wystarczyć. No chyba,że istnieje głód aferki