Nie tak latwo mi teraz tak optymistycznie patrzec na sprawe:
1. nie chodzi o przystosowanie...jakos nie umiem sie pogodzic z tym ze mam sobie psy wiec je trzymam dla przyjemnosci 8 godzin same i bez chocby siku

2. wyprowadzic Gige? no moze ale Cheitana? obawiam sie sporej rotacji na stanowisku dog-sitter
A ja wlasnie z pelnym przeswiadczeniem o swojej racji w ksiazce walnelam tekst ze jak Cie nie ma po 10 godzin to nie kupuj psa....i jak ja mam to do kupy teraz zlozyc??
Wlasnie wymyslilam ze musze isc do szefowej i sprobowac zmienic sobie godziny pracy...na 7 rano...zyskuje w ten sposob godzine i psy zostawiamy "tylko" na 7 godzin...co prawda wiaze sie z tym wstawanie o 5 rano ale cos za cos....no i nie wiem czy sie zgodzi....ew. przejscie na 3/4 etatu......mam ochote napisac wielkimi literazmi slowa, ktorych publicznie pisac nie wypada