Jeśli mogę wtrącić swoje trzy gorsze, to po kilku przegryzionych smyczach przez mojego psa zakupiony został taki wynalazek:

Nie jest to ani super wygodna, ani poręczna rzecz, ale jako pomoc
doraźna przydatna i zapewniająca mimo wszystko większe bezpieczeństwo psu (czy to pod sklepem czy w innej sytuacji).
Uprzedzając pytania - smycz ta została dość szybko odłożona w kąt na rzecz zwykłej taśmowej składanej na pół, kiedy Figa przestała mieć zapędy do samoczynnego uwalniania się z uwięzi i nauczyła się spokojnie czekać kilka minut pod sklepem. (Inna sprawa, że przegryzała smycze skórzane, nylonowych już nie.)
I takie pytanie luźno związane z tematem - a nie macie problemów - zwłaszcza w większych miastach - z kagańcami? A raczej ich brakiem? Bo zakładam, że skoro niektórzy podnoszą temat przegryzania smyczy, to ich psy nie zostają same w kagańcu. Nikt się do Was nie przyczepił?
Z moich 14 lat z psem (jednym to jednym, no i nie wilczakiem, ale dość trudnym mimo wszystko - i pierwszym, więc i naznaczonym błędami młodości i niedoświadczenia) powiem, że najbardziej spodobał mi się przeczytany wiele, wiele lat temu w "Przyjacielu Psie" chyba tekst, że jeśli ktoś naprawdę kocha swojego psa, to znajdzie czas na spacer z nim, a zakupy zrobi oddzielnie, a nie weźmie psa na zakupy, w ramach oszczędności czasu.
Rozumiem to oczywiście tak, że wskoczenie na chwilę do sklepiku po coś do picia w czasie spaceru nie jest grzechem, ale nie zabieramy psa na zakupy w stylu: z mieszkania do sklepu, ze sklepu do mieszkania, koniec.
Bo mi psa szkoda nie z powodu tych wszystkich strasznych rzeczy, jakie mogą go spotkać, a dlatego, że się zwyczajnie nudzi i stresuje jednak.
A jeśli chodzi o kaganiec, to pytam specjalnie, bo ja się nie tyle bałam, że mi psa ukradną, a że ktoś ją sprowokuje (pijany facet, dzieciak - nawet w dobrej wierze) i skończy się to ząbkami wbitymi w czyjąś rączkę. Owszem - to wina zbyt słabej socjalizacji, że nie byłam pewna zachowania Figi wobec obcych (chociażby dlatego, że była bardzo lękliwa i atakowała ze strachu), ale nie zmienia to faktu, że wychodzę z ostrożnego założenia, że pies to jednak wciąż tylko pies, i nawet najlepiej zsocjalizowany jest w pewnym stopniu nieprzewidywalny (ludzie są nieprzewidywalni, więc co dopiero zwierzęta) - a o ile kradzież psa jest "tylko" stratą psa (tragiczną, której nie umiem sobie wyobrazić), to dotyka ona tylko nas, ale jeśli nasz pies coś komuś zrobi (okaleczy dziecko np.) to już jest dużo gorzej...
Predator - podoba mi się Twoje podejście
Jest - moim zdaniem - rozsądne i odpowiedzialne.