Mało, że data była mocno odstraszająca - ja przesądna kobieta jestem - to jeszcze wręczono nam 13-sty numer startowy. No i dylemat: wchodzić na ring czy od razu odpuścić?
Popatrzyłam chwilę na pracę Pani sędzi Iwony Matuszewskiej - jak dokładnie, starannie i długo ocenia każdego psa, obmacuje, patrzy na sierść, no i każe biegać, biegać, biegać...

W tym Eury jest niezły, więc wybiegaliśmy sobie super opis - Euryś ma "piękną głowę o doskonałym wyrazie", że o ruchu i innych detalach nie wspomnę.
Po nas prezentował się Clif i naprawdę cieszy, że po takich przejściach szybko wrócił do doskonałej formy.
W sukach rywalizowały Belit i Beatris - i choć osobiście (tak, tak: biegałam z Beruszką) usiłowałam dotrzymać kroku młodej przedstawicielce rodu, to po czwartym chyba okrążeniu ringu ... dałam za wygraną.
W finałach Euryś wszedł do najlepszej piątki, czyli mogę nawet powiedzieć, że był czwarty.
Do języka obiegowego weszło już określenie "parszywa dwunastka", my dorzucamy "fartowną trzynastkę"